Czarny i biały, są nie bez powodu podstawą niemalże każdego urządzenia, do barwy lubiane i pasujące jak ulał prawie wszędzie. Operują jednak w zupełnie innych sferach, przez swój wydźwięk. Czerń to raczej ponadczasowa elegancja, wręcz pewien wymiar luksusu. Zaś biel, jak pokazuje Narwal, to coś naszego, część domu.
Narwal Flow 2 pokazuje, że roboty sprzątające zaczynają się zmieniać. To już nie ma być tylko narzędzie, które się chowa pod meblami
Narwal dodał do swojego katalogu odświeżonego flagowca, który dzięki nowemu projektowi ukazuje, że rolą robota sprzątającego jest nie tylko skutecznie mopować i odkurzać, ale też być częścią domu, w którym te czynności wykonuje. Nowe wykończenie sprawia, że o wiele łatwiej się dopasuje do jasnych przestrzeni współczesnych domostw, lecz również ukazuje nową ścieżkę myślenia producentów o tym, co zaoferować potencjalnym użytkownikom.

Bowiem widać, że cześcią procesu tworzenia tego wariantu nie był już tylko pragmatyzm. Pożegnaliśmy ostre krawędzie początków tej technologii w figurach, które dosłownie wyglądały, jakby ktoś ściął kilka centymetrów nad ziemią jakiś walec. Obłe kształty w parze z cieplejszą bielą, sprawiają, że światło wpadające przez okna oraz to sztuczne, miło się rozprasza, zamiast podkreślać kształt robota. Dzięki temu staje się niejako częścią przestrzeni, nie jej gościem.
Biel nie była zwykłym przemalowaniem, ale odzwierciedleniem tego, jak uważamy, że robot sprzątający powinien koegzystować w dzisiejszych jaśniejszych, spokojniejszych wnętrzach. Panel o fakturze matowego szkła zmiękcza światło i jest odporny na odciski palców, pasek oświetlenia w tle, zamienia sygnały statusu w język projektowy, a półzamknięta stacja ładowania łączy robota i dok jako jedną formę, a nie dwie oddzielne części.
– powiedział Junbin Zhang, założyciel i CEO Narwal
Wzięcie pod uwagę stacji dokującej w procesie umiejscowienia robota w przestrzeni jako elementu estetycznego, jest o dziwo dość rewolucyjne. Miałem już okazję przetestować wiele robotów i uważam, że te stacje są warte dodatkowych pieniędzy, ale i tak bym ich na tę chwilę nie wybrał. Nigdy nie są to zbyt estetyczne jednostki, tylko praktyczne pudła ułatwiające życie, lecz kosztem dużej przestrzeni i wystroju.
Wygląda więc na to, że Narwalowi udało się wykonać znaczący krok w stronę ładniejszych robotów, bez poświęcania ich najważniejszych funkcji, czyli sprzątania i czyszczenia. Flow 2 ma wciąż rozwiązania takie jak FlowWashm czyli mop “na płasko” używający wody do czyszczenia wałka w trakcie pracy.
Czytaj też: Świecący grzyb zamiast robota. Mori ma dawać poczucie towarzystwa, nie mówiąc ani słowa
Jedną chyba z najwygodniejszych funkcji współczesnych odkurzaczy – dorzucam do puli i pionowe, ręczne odkurzacze – są odpowiedniki narwalowego NarMind Pro, czyli wykrywania wspieranego sztuczną inteligencją, które samo decyduje, jakiej siły zasysania trzeba użyć. Jest to bardzo wygodne, gdyż oszczędza baterię, a przy okazji sprawia, że w regularnie czyszczonych domach jest ciszej podczas pracy maszyny. Decyduje też o tym, czy nie należy odwiedzić stacji dokującej i przemyć czyścideł, jeżeli napotkano mocny brud.
Funkcjonalność i odświeżony design zarówno robota, jak i jego stacji, sprawiają, że małymi krokami te narzędzia zaczynają być niczym zegary, mikrofalówki czy smartfony. Są one w naszym domu i w żaden sposób nie wymagają dodatkowego zaprzątania sobie nimi głowy. Pozwalają, żeby zamiast środowych, lżejszych porządków, móc sobie po prostu pozwolić na relaks po pracy w dowolnej formie. W najgorszym razie wystarczy przelecieć kurze i problem z głowy, bo niestety na to jeszcze nie mamy rozwiązania, chociaż przydałby się taki tyci Narwalek na półki z książkami.
Póki co na Ceneo jest obecny jedynie wariant czarny w cenie około 5299 złotych, a biała jest tylko pierwsza generacja Flow, zatem czekamy.
Źródło: designmilk
