Tak właśnie było z nagraniami z Indonezji, gdzie nad Jonggol, na południowy wschód od Dżakarty, pojawiły się niezwykłe „tęczowe chmury”. Wideo szybko obiegły media społecznościowe, bo obraz wyglądał jak coś zrobionego w generatorze: miękkie pasma różu, zieleni, żółci i błękitu rozlane na fragmencie nieba, trochę jak ekran ładowania z gry fantasy, który nagle postanowił zejść do prawdziwej atmosfery. Nic dziwnego, że część komentujących pytała, czy to AI. Meteorolodzy tłumaczą jednak, że zjawisko jest naturalne i znane jako iryzacja chmur, czyli efekt optyczny powstający, gdy światło słoneczne wchodzi w interakcję z drobnymi kroplami wody lub kryształkami lodu w cienkich chmurach.
Nie każda tęcza jest klasyczna
Klasyczna tęcza powstaje, gdy światło załamuje się, odbija i rozszczepia w kroplach deszczu. Iryzacja chmur działa inaczej. Tu ważna jest dyfrakcja, czyli uginanie i rozpraszanie światła na bardzo małych, w miarę podobnych rozmiarem cząstkach wody lub lodu. Efekt przypomina kolory widoczne czasem na bańce mydlanej albo cienkiej warstwie oleju na kałuży. Niby zwykła fizyka, ale podana w takim wydaniu, że człowiek zaczyna rozumieć, dlaczego dawniej podobne zjawiska łatwo trafiały do mitów.
Takie barwy najczęściej pojawiają się blisko Słońca, choć samo światło słoneczne może je zagłuszać. Lepiej widać je wtedy, gdy Słońce jest częściowo zasłonięte przez grubszą chmurę, górę, budynek albo inny obiekt. Właśnie dlatego wiele osób może przeżyć całe życie, patrząc w niebo dość często, i nadal nigdy nie zobaczyć tak spektakularnego pokazu. Warunki muszą się złożyć w odpowiedni sposób: cienka chmura, drobne cząstki, właściwy kąt światła i trochę szczęścia obserwatora.
Ziemia nadal potrafi zawstydzić nasze filtry
Takie zjawiska kompletnie rozbrajają nasze cyfrowe przyzwyczajenia. Przez większość dnia oglądamy świat po obróbce: zdjęcia poprawione przez algorytmy, filmy z podbitym kontrastem, grafiki AI. A potem przychodzi prawdziwa chmura nad Indonezją i ciężko uwierzyć nam w to, że jest prawdziwa.
To dość zabawny paradoks naszych czasów. Kiedyś ludzie patrzyli w niebo i widzieli znaki, zapowiedzi, cuda albo kaprysy bogów. Dziś patrzymy i pytamy: „czy to nie jest wygenerowane?”. Zmieniliśmy mitologię, ale odruch pozostał podobny. Nadal szukamy wyjaśnienia dla obrazu, który nie mieści się w codziennym doświadczeniu. Różnica polega na tym, że zamiast bóstw podejrzewamy software.
Czy takie chmury zapowiadają burzę? Przy kolorowych, nietypowych zjawiskach atmosferycznych szybko pojawia się też pytanie, czy to zapowiedź czegoś groźnego. Zjawisko nie jest samo w sobie prostym znakiem nadchodzącej burzy, choć może towarzyszyć rozwojowi chmur konwekcyjnych i oznaczać możliwość opadów.
Nie trzeba biletu na koniec świata, teleskopu za kilka tysięcy ani wejścia do zamkniętego muzeum. Czasem wystarczy spojrzeć w górę w odpowiednim momencie. Oczywiście mieszkańcy Jonggol mieli wyjątkowe szczęście, a same nagrania są tak efektowne, że trudno się dziwić korkom, zatrzymywaniu się ludzi i lawinie udostępnień.
