Teraz branża dostała nowy argument. Unia Europejska dopuściła do stosowania w żywności ester inuliny i propionianu, czyli inulin-propionate ester – w skrócie IPE. Składnik może pojawiać się między innymi w batonach zbożowych i owocowych smoothie. W mediach szybko dorobił się znacznie bardziej chwytliwej nazwy: naturalny Ozempik.
Błonnik dostał technologiczny upgrade
IPE powstaje przez połączenie inuliny z kwasem propionowym. Inulina jest dobrze znanym rodzajem błonnika obecnym naturalnie między innymi w cykorii, cebuli czy czosnku. W przypadku nowego składnika została jednak chemicznie zmodyfikowana w taki sposób, aby skuteczniej dostarczać propionian do jelita grubego. Już samo to pokazuje, jak luźno należy traktować przymiotnik naturalny. Mamy do czynienia z opracowanym technologicznie składnikiem żywności, choć jego punktem wyjścia są substancje występujące w przyrodzie.
Pomysł ma solidne biologiczne uzasadnienie. Propionian należy do krótkołańcuchowych kwasów tłuszczowych wytwarzanych również przez bakterie jelitowe podczas fermentacji błonnika. Badania wskazują, że zwiększenie jego ilości w jelicie może wpływać na wydzielanie hormonów związanych z uczuciem sytości, w tym GLP-1 oraz PYY. Stąd skojarzenie z lekami GLP-1, chociaż mechanizm i skala działania są zupełnie inne.
Pierwsze badania rzeczywiście wyglądały obiecująco
IPE nie pojawiło się wczoraj. Naukowcy badają ten pomysł od ponad dekady. W jednym z ważniejszych eksperymentów osoby z nadwagą przyjmowały 10 g estru inuliny i propionianu dziennie przez 24 tygodnie. Zaobserwowano ograniczenie przyrostu masy ciała oraz korzystne zmiany dotyczące między innymi tłuszczu wewnątrzbrzusznego. W części eksperymentalnej zwiększone dostarczenie propionianu wiązało się również ze wzrostem GLP-1 i PYY oraz mniejszym spożyciem jedzenia.

Kolejne eksperymenty pokazywały, że dodanie IPE do normalnych produktów spożywczych może wpływać na apetyt. W badaniu opublikowanym w 2019 roku uczestnicy po spożyciu żywności zawierającej ten składnik deklarowali mniejszy apetyt.
To wystarczy, żeby zainteresować producentów żywności funkcjonalnej. Łatwo wyobrazić sobie półkę z batonami albo napojami kierowanymi do osób chcących dłużej czuć sytość. Po erze dodawania białka niemal do wszystkiego możemy więc wejść w erę produktów projektowanych pod hormony jelitowe.
Tyle że dłuższe badanie ostudziło entuzjazm
Gdybyśmy zatrzymały się na pierwszych wynikach, opowieść byłaby niezwykle wygodna: błonnik trafia do jelita, organizm wydziela więcej hormonów sytości, apetyt spada, kilogramy znikają. Biologia rzadko układa się jednak w tak elegancki scenariusz.
W 2024 roku opublikowano wyniki większego, wieloośrodkowego badania trwającego 12 miesięcy. IPE nie zapobiegało przyrostowi masy ciała skuteczniej niż inulina zastosowana w grupie kontrolnej. Autorzy wprost wskazali, że po roku nie stwierdzono istotnej różnicy w tym zakresie pomiędzy grupami.
To akurat bardzo ważny fragment całej opowieści, bo pokazuje różnicę między ciekawym mechanizmem biologicznym a gotową metodą odchudzania. Można wpływać na wydzielanie GLP-1 i jednocześnie nie osiągnąć efektu porównywalnego z lekami działającymi na jego receptor.
Unijna zgoda również nie oznacza, że IPE odchudza
Komisja Europejska dopuściła IPE jako nową żywność rozporządzeniem 2026/1219. EFSA uznała składnik za bezpieczny dla populacji ogólnej przy określonych warunkach stosowania. Od 30 czerwca 2026 roku może on być wprowadzany na rynek UE między innymi w batonach zbożowych w ilości do 17 g na 100 g produktu oraz w owocowych smoothie do 3 g na 100 ml.
Zgoda regulatora oznacza zatem, że oceniono bezpieczeństwo składnika i określono warunki jego stosowania w żywności. Nie jest potwierdzeniem skuteczności w leczeniu otyłości ani europejskim certyfikatem dla naturalnego zamiennika leków GLP-1.

Warto o tym pamiętać szczególnie teraz, gdy rynek żywności coraz szybciej reaguje na popularność Ozempiku, Wegovy i innych terapii wpływających na apetyt. Jeśli lek sprawia, że ludzie jedzą mniej, przemysł spożywczy naturalnie zaczyna szukać produktów dla świata, w którym sytość stała się cechą do zaprojektowania.
Baton zamiast zastrzyku? Jeszcze długo nie
IPE uważam za ciekawy kierunek. Jeśli odpowiednio zaprojektowana żywność może pomagać w kontrolowaniu apetytu, warto ją badać. Znacznie mniej przekonuje mnie potrzeba natychmiastowego przyklejania jej etykiety naturalnego Ozempiku.
Ozempic zawiera semaglutyd i jest lekiem działającym farmakologicznie na receptor GLP-1. Ester inuliny i propionianu pozostaje składnikiem żywności, który może wpływać na naturalne procesy zachodzące w jelitach. Sama obecność skrótu GLP-1 w obu opisach nie sprawia, że ich działanie staje się porównywalne.
Podejrzewam jednak, że jeszcze nieraz zobaczymy IPE. Baton zapewniający większą sytość jest znacznie łatwiejszy do zaakceptowania przez konsumenta niż kolejna cudowna kapsułka. Jeśli badania pokażą realne korzyści, może powstać ciekawa nowa kategoria żywności funkcjonalnej.
