W liście opublikowanym 13 maja w prestiżowym czasopiśmie „Science” autorzy piszą, że obie teorie dotyczące pochodzenia koronawirusa SARS-CoV-2 odpowiedzialnego za trwającą pandemię COVID-19 są nadal żywe. Przypomnijmy - jedna z nich zakłada naturalne pochodzenie wirusa i przejście patogenu z dzikich zwierząt na ludzi, druga mówi, że wirus mógł zostać (przypadkowo lub celowo) uwolniony z laboratorium w Wuhan.

„Wiedza o tym, jak pojawił się COVID-19, ma kluczowe znaczenie dla tworzenia globalnych strategii ograniczania ryzyka przyszłych epidemii” – napisali autorzy listu, czyli 18 wybitnych naukowców.

W styczniu naukowcy z WHO pojechali do Wuhan

Teorie dotyczące pochodzenia koronawirusa SARS-CoV-2 od początku pandemii budzą ogromne zainteresowanie. Na początku tego roku sprawę postanowiła zbadać Światowa Organizacja Zdrowia (WHO).

Śledztwo WHO było prowadzone przez międzynarodowy zespół ekspertów ds. wirusologii, chorób odzwierzęcych i epidemiologii. Zespół przybył do Chin 14 stycznia i po dwóch tygodniach kwarantanny rozpoczął wizyty w miejscach kluczowych dla wybuchu i rozwoju epidemii – m.in. na „mokrym targu” w Wuhan oraz w Wuhan Institute of Virology.

W wydanym pod koniec marca raporcie, śledczy WHO stwierdzili, że wirus najprawdopodobniej ma naturalne pochodzenie i przeskoczył na człowieka ze zwierzęcia. Nie doszło do tego na targu dzikich zwierząt, a raczej na jednej z farm, gdzie hodowano dzikie zwierzęta przeznaczone do uboju.

WHO nie ma wątpliwości: teoria o laboratorium jest „niedorzeczna”

Co istotne, od początku swoich badań eksperci WHO podkreślali, że jest „bardzo mało prawdopodobne”, aby podeszli całkowicie poważnie do hipotezy o celowym lub przypadkowym uwolnieniu koronawirusa z laboratorium. W dalszych analizach całkowicie wykluczyli tę możliwość i skupili się na poszukiwaniu naturalnych źródeł.

„Sztuczne” pochodzenie wirusa nie znalazło też potwierdzenia w analizach genetycznych. Podobnie jak w przypadku SARS i MERS – wirus SARS-CoV-2 ewoluował przez lata w organizmach nietoperzy.

Teoria wirusa-uciekiniera jest szczególnie żywa w Stanach Zjednoczonych, gdzie administracja Trumpa, jeszcze za czasów jego prezydentury, szukała dowodów na potwierdzenie faktu, że wirus uciekł z laboratorium lub został celowo stworzony i „wypuszczony na wolność”. I chociaż dotychczas kilka badań potwierdza naturalne pochodzenie wirusa, teoria nadal jest żywa, a twardych dowodów na jej obalenie brak.

Czy obie teorie są równie prawdopodobne?

Po publikacji raportu WHO, wiele krajów skrytykowało dochodzenie organizacji za brak przejrzystości i nieudostępnienie pełnych danych. Stany Zjednoczone i 13 innych państw wydały nawet oświadczenie, w którym wyrażają zaniepokojenie ustaleniami WHO.

„Właściwe dochodzenie powinno być przejrzyste, obiektywne, oparte na danych i zawierające szeroką wiedzę specjalistyczną. Powinno podlegać niezależnemu nadzorowi i odpowiedzialnemu zarządzaniu w celu zminimalizowania wpływu konfliktu interesów” – stwierdzili autorzy listu w „Science”.

Sygnatariusze listu nie są pierwszymi przedstawicielami społeczności naukowej, którzy wzywają do dalszych badań nad pochodzeniem koronawirusa SARS-CoV-2. Jednak większość wcześniejszych wypowiedzi w tej kwestii wyraźnie faworyzowała jedną z teorii, podczas gdy autorzy nowego listu starali się zachować neutralność, argumentując, że obecne dowody nie są wystarczająco mocne, aby określić, która z teorii jest prawdziwa.

Więcej argumentów za „dzikim” pochodzeniem koronawirusa

– Większość dyskusji, jaka toczy się wokół pochodzenia SARS-CoV-2 w tym momencie, pochodzi od stosunkowo niewielkiej liczby ludzi, którzy są bardzo pewni swoich poglądów. Każdy, kto wypowiada się na ten temat z dużą dozą pewności, po prostu wychodzi ponad to, czego możemy dowieść dzięki dostępnym dowodom – mówi główny autor listu Jesse Bloom, zajmujący się badaniami nad ewolucją wirusów w Fred Hutchinson Cancer Research Center w Seattle.

Niektórzy z naukowców, którzy nie podpisali się pod listem, popierają potrzebę dalszych badań nad pochodzeniem wirusa, ale nie zgadzają się na twierdzenie, że obie hipotezy są równorzędne. – Jest więcej dowodów (zarówno genomowych, jak i historycznych)na to, że było to raczej wynikiem pojawienia się chorób odzwierzęcych niż wypadku laboratoryjnego – mówi Angela Rasmussen, wirusolog z Vaccine and Infectious Disease Organization w Kanadzie.

Źródło: nietoperz0