Przy modelu Made in USA 2040v5 granica przesunęła się jednak bardzo wyraźnie. Cena wynosi 399,99 dolarów, czyli około 1490 zł. Za parę sneakersów, które na pierwszy rzut oka zachowują charakterystyczną dla New Balance dyskrecję.
2040 wraca jako pokaz możliwości New Balance
Numer 2040 ma już swoją historię. Pierwszy 2040v1 pojawił się w 2012 roku i od początku zajmował miejsce blisko szczytu amerykańskiej oferty marki. Seria miała pozwalać New Balance testować bardziej zaawansowane materiały, technologie oraz metody produkcji w zakładach w USA. Teraz powraca jako 2040v5, który producent określa jako jeden ze swoich najbardziej ambitnych projektów Made in USA.
To ważne, bo Made in USA w przypadku New Balance nie sprowadza się wyłącznie do małej flagi przyszytej na pięcie. Obuwie z tej linii musi mieć co najmniej 70% wartości krajowej, a sama kolekcja stanowi stosunkowo niewielką część amerykańskiej sprzedaży firmy. 2040v5 ma być pokazem tego, jak daleko można obecnie przesunąć tę koncepcję.
Patrząc na cenę, można powiedzieć, że przesunięto ją całkiem daleko. Dla porównania Made in USA 990v6 kosztują obecnie 199,99 dolarów, czyli około 745 zł. Nowy 2040v5 jest więc praktycznie dwa razy droższy od modelu, który sam przecież nigdy nie należał do budżetowych sneakersów.
Nubuk Horween zamiast kolejnej warstwy syntetyku
Dużą część rachunku wystawia cholewka. New Balance sięgnął po nubuk amerykańskiej garbarni Horween, wykorzystując go między innymi na języku, nosku oraz panelach biegnących wokół cholewki. Skóra została zestawiona z dwukolorową siatką, a producent zastosował również dwa rodzaje kontrastowych przeszyć. Dochodzą detale z TPU, haftowane oznaczenie USA na pięcie i elementy odblaskowe.
Kolorystyka Castlerock, Mood Indigo i Blacktop pozostaje przy tym bardzo newbalance’owa. Dominują szarości, ciemny granat i czerń. Nie ma tutaj wizualnego fajerwerku, który z daleka informowałby przechodniów, ile kosztowały buty. I właśnie takie podejście do luksusu bardziej mnie przekonuje niż kolejny gigantyczny monogram. Jeśli produkt ma kosztować prawie 1500 zł, wolę znaleźć wartość w jakości materiału i konstrukcji niż w logo powiększonym do rozmiaru billboardu.
Dwie karbonowe płytki w sneakersach lifestyle’owych
Znacznie ciekawiej robi się pod stopą. New Balance połączył w jednym modelu aż trzy swoje systemy amortyzacji: FuelCell, ABZORB SBS oraz ENCAP. FuelCell odpowiada za bardziej sprężyste odczucie, ABZORB za pochłanianie uderzeń, natomiast ENCAP łączy miękką piankę ze stabilniejszą poliuretanową konstrukcją.

Do tego dochodzą dwie płytki z włókna węglowego. Jedna biegnie przez całą długość buta, druga została umieszczona po jego wewnętrznej stronie i ma zwiększać podparcie oraz stabilność. Karbon kojarzymy dziś głównie z drogimi butami startowymi, w których zawodnicy walczą o kolejne sekundy. Tutaj trafia do modelu lifestyle’owego, którego znacznie częstszym środowiskiem będzie zapewne chodnik, biuro i kawiarnia niż maraton.
Można się z tego trochę uśmiechnąć. Z drugiej strony właśnie przesadna konstrukcyjna skrupulatność nadaje 2040v5 charakter. Kupujący dostaje sneakerowy odpowiednik bardzo drogiego mechanicznego zegarka. Telefon pokazuje godzinę dokładniej, zwykły but również pozwoli dojść do restauracji, ale dla części osób cała przyjemność tkwi w wiedzy, co znajduje się pod powierzchnią.
1490 zł za New Balance. Dużo, nawet jak na New Balance
Sprzedaż w Ameryce Północnej rozpocznie się 20 sierpnia 2026 roku. Reszta świata ma poczekać znacznie dłużej – globalna premiera została zaplanowana dopiero na maj 2027 roku. Pierwsza partia będzie więc dodatkowo otoczona aurą ograniczonej dostępności.
Czy 2040v5 są warte około 1 490 zł? Bez założenia ich na nogi trudno wydawać taki wyrok. Sama specyfikacja przynajmniej daje jednak odpowiedź na pytanie, skąd wzięła się cena. Horween, skomplikowana cholewka, trzy technologie amortyzacji, dwie karbonowe płytki i produkcja Made in USA tworzą zestaw zdecydowanie bardziej rozbudowany niż w typowych sneakersach lifestyle’owych.
Bardziej interesuje mnie jednak coś innego. New Balance sprawdza, ile jesteśmy gotowi zapłacić za perfekcyjnie dopracowaną wersję rzeczy pozornie zwyczajnej. Szary sneaker urósł do rangi produktu niemal kolekcjonerskiego, a jego luksus opiera się przede wszystkim na materiale i konstrukcji. Jeszcze kilkanaście lat temu takie buty mogłyby uchodzić za szczyt praktycznego rozsądku. Dzisiaj kosztują prawie półtora tysiąca złotych. Moda naprawdę potrafi zatoczyć osobliwe koło.
