The North Face Fastpack Waterproof formalnie są butami hikingowymi, ale trudno nie zauważyć, że ich największa siła może ujawnić się poza szlakiem. W podróży, w mieście po deszczu, na weekendowym wyjeździe, podczas długiego dnia, kiedy człowiek chodzi więcej, niż zakładał rano. I myślę, że właśnie dlatego takie modele zaczynają być ciekawsze niż kolejna para modnych sneakersów z podeszwą jak tort bezowy.
Buty outdoorowe zeszły z gór i dobrze im to zrobiło
Jeszcze kilka lat temu buty trekkingowe kojarzyły się z dość konkretnym obrazkiem: masywna konstrukcja, wysoka cholewka, sztywna podeszwa, sznurowanie jak przygotowanie do wyprawy w Tatry zimą. Ten typ obuwia nadal jest potrzebny, zwłaszcza przy cięższym plecaku, wymagającym terenie i dłuższych trasach. Tyle że wiele osób wcale tak nie chodzi. Więcej jest krótkich wypadów, parkowych ścieżek, miejskich spacerów, urlopów z niepewną pogodą i wyjazdów, na których buty mają ogarnąć wszystko od dworca po leśną drogę.
Fastpack Waterproof mają w sobie tę zmianę myślenia. Są niskie, lżejsze od klasycznych butów trekkingowych i wizualnie bliżej im do technicznych sneakersów niż do górskiego pancerza. Jednocześnie nie są tylko ładnie wyglądającym kompromisem. Mają wodoodporną membranę DryVent, cholewkę z odpornego na przetarcia ripstopu, bezszwowe wzmocnienia TPU, osłonę przed błotem i wzmocniony nosek. Do tego dochodzi formowany element pięty, który ma poprawiać stabilność, oraz szersza platforma pod stopą.

Komfort z butów biegowych, ale z ambicją na trudniejszy teren
Najbardziej współczesny w tym modelu jest chyba nacisk na amortyzację. The North Face zastosował tu piankę DREAM w podeszwie środkowej, która ma dawać miękkie czucie pod stopą, zwrot energii i większą trwałość. Podeszwa ma 31 mm wysokości pod piętą i 6 mm dropu, więc bliżej jej do języka butów trailowych i biegowych niż do tradycyjnych, twardych traperów. Pojedynczy but waży około 381 g, czyli nie jest ultralekki, ale nadal pozostaje w strefie rozsądku dla osób, które chcą chodzić długo bez poczucia, że niosą na stopach małe cegły.
Tu mam zresztą mieszane, ale raczej pozytywne uczucia. Z jednej strony moda na wielkie, miękkie podeszwy potrafi iść za daleko. Nie każde przejście przez park wymaga obuwia wyglądającego jak sprzęt do lądowania na obcej planecie. Z drugiej strony po wielu godzinach zwiedzania, stania w kolejkach, przesiadek i chodzenia po twardym podłożu człowiek szybko przestaje się śmiać z amortyzacji. Stopa nie zna marketingu. Albo jest jej wygodnie, albo zaczyna wysyłać sygnały ostrzegawcze jeszcze przed obiadem.

Wodoodporność jest kusząca, choć nie zawsze bezkarna
Wodoodporna membrana w niskich butach to jeden z tych dodatków, które brzmią bardzo rozsądnie, dopóki nie przypomnimy sobie o oddychalności. DryVent ma chronić przed wodą i wiatrem, ale jak każda membrana będzie pewnym kompromisem. W deszczu, mokrej trawie czy błocie może uratować dzień. W upale albo przy intensywnym marszu może być mniej przyjemnie niż bardziej przewiewna cholewka bez membrany. Dlatego nie widzę w Fastpackach idealnych butów na każdy klimat i każdą porę roku.
Pod spodem pracuje gumowa podeszwa SURFACE CTRL SC2 z 5-milimetrowymi wypustkami. To ważne, bo przy takim typie obuwia łatwo popaść w półśrodki: trochę wyglądu outdoorowego, trochę obietnic, a potem ślizganie się na mokrych kamieniach. Tutaj przynajmniej na papierze widać próbę zachowania realnej przyczepności w terenie, także mokrym. Nie jest to oczywiście gwarancja cudów na oblodzonym chodniku ani licencja na lekkomyślność na stromym zejściu, ale w codzienno-wyjazdowym użyciu takie detale robią różnicę.

Cena jak za porządny sprzęt, więc oczekiwania też rosną
The North Face Fastpack Waterproof kosztują w USA 180 dolarów, czyli około 660 zł przy obecnym kursie. To kwota, przy której trudno mówić o spontanicznym zakupie na jedną wycieczkę. Za tyle można już oczekiwać nie tylko ładnej sylwetki i znanego logo, ale też trwałości, wygody oraz sensownego zachowania w deszczu. Model występuje w kilku wersjach kolorystycznych, między innymi w odcieniach beżu, szarości i czerni, więc The North Face wyraźnie celuje także w użytkowników, którzy chcą nosić je poza szlakiem.
I to akurat rozumiem. Coraz mniej osób chce mieć w szafie osobny sprzęt na każdy możliwy scenariusz. Buty na weekendowy wyjazd powinny dziś wyglądać dość normalnie w kawiarni, wytrzymać deszcz, nie zmęczyć po 20 tysiącach kroków i nie wyglądać śmiesznie, gdy z leśnej ścieżki wracamy prosto do pociągu. Fastpack Waterproof wydają się właśnie takim produktem z pogranicza. Dla jednych będą zbyt mało specjalistyczne. Dla innych – w sam raz, bo większość życia dzieje się jednak pomiędzy skrajnościami.

Największą zaletą takich butów jest też ich największa pułapka. Obietnica uniwersalności bywa bardzo kusząca, szczególnie gdy pakujemy się na szybko i chcemy zabrać jedną parę zamiast trzech. Tyle że jeden model nigdy nie zastąpi porządnych wysokich butów w trudnym terenie, lekkich przewiewnych sneakersów w upale i eleganckiego obuwia w mieście. Może za to bardzo dobrze obsłużyć ogromną szarą strefę między nimi.
