To będzie elektryczny, czterodrzwiowy gran turismo z ponad 1000 KM i momentem obrotowym przekraczającym 1300 Nm. Auto zbudowane od podstaw na nowej architekturze, wyraźnie odcięte od dawnego I-Pace’a, który był ważnym krokiem, ale jednak krokiem wykonanym przez „starego” Jaguara. Type 01 ma wejść na scenę już jako symbol nowej strategii: droższej, bardziej wyrazistej, mniej masowej. Mam wrażenie, że Jaguar wreszcie przestał zastanawiać się, jak zadowolić wszystkich. Teraz próbuje sprawdzić, czy nadal potrafi budzić emocje.
Type 01, czyli nietypowa nazwa modelu
Nowa nazwa nie jest przypadkowym zlepkiem liter i cyfr. „Type” odwołuje się do najbardziej rozpoznawalnych kart w historii marki: C-Type’a, który wygrał Le Mans w 1951 roku, E-Type’a, który do dziś uchodzi za jedną z najpiękniejszych motoryzacyjnych sylwetek, oraz późniejszego F-Type’a. Z kolei „0” ma oznaczać napęd elektryczny i zerową emisję z rury wydechowej, a „1” – pierwszy samochód nowego rozdziału.

Na papierze brzmi to bardzo uporządkowanie. W praktyce jest też sygnałem, że Jaguar nie zamierza nazywać swoich przyszłych modeli tak, jakby były kolejnymi wariantami crossoverów w leasingu. Type 01 brzmi oszczędnie, nawet surowo, ale ma w sobie coś z nazewnictwa prototypu, który nie powinien jeszcze trafić do salonów. I akurat to uważam za celne. Ten samochód ma przecież sprawiać wrażenie przybysza z chwili, która dopiero nadchodzi.
Nazwa pojawi się na charakterystycznym pasie u styku maski i przedniej szyby – elemencie, który Jaguar określa jako strikethrough motif i który widzieliśmy już w koncepcie Type 00.
Ponad 1000 KM nie jest tu najdziwniejszą informacją
Jaguar potwierdził, że Type 01 dostanie układ trzech silników elektrycznych, który dostarczy ponad 1000 KM i ponad 1300 Nm momentu obrotowego. Na tle dzisiejszych elektrycznych limuzyn i GT to nadal potężne wartości, choć sama moc przestała już robić takie wrażenie jak kilka lat temu.
I tu ciekawsze od samego „ile” jest pytanie „po co”. Jaguar nie chce budować wyłącznie bardzo szybkiego samochodu. Type 01 ma być luksusowym GT, autem do długich podróży, z zapasem siły, ale też z obietnicą komfortu i wyrafinowania. Marka przez dekady najlepiej wypadała właśnie wtedy, gdy potrafiła połączyć sportowy nerw z elegancją. Dzisiejszy Jaguar najwyraźniej chce odnaleźć ten balans na nowo, tylko bez benzynowego V8 pod maską.

W doniesieniach branżowych pojawia się również zasięg przekraczający 400 mil, czyli około 640 km, choć na pełne dane techniczne trzeba jeszcze poczekać. Podobnie z ceną: nieoficjalne szacunki mówią o 130–150 tysięcy dolarów, czyli około 475–548 tysięcy zł. To ustawia Type 01 wysoko, bliżej świata Lucida Air, topowych wersji Porsche Taycana i najdroższych elektrycznych Mercedesów niż dotychczasowych Jaguarów znanych z salonów.
Jaguar wraca na własnych warunkach
Warto pamiętać, że Type 01 nie pojawia się w zwykłym momencie modelowej zmiany. Jaguar wygasił dotychczasową gamę i przez pewien czas funkcjonuje bardziej jako zapowiedź niż realna oferta dla klientów. To ryzykowne. W motoryzacji zniknięcie z rynku, nawet celowe, zawsze brzmi trochę jak zdjęcie szyldu z lokalu i obietnica, że kiedyś otworzy się tu coś znacznie lepszego. Jedni czekają z ciekawością, inni w tym czasie idą gdzie indziej.
Dlatego Type 01 nie ma łatwo. Ma pokazać, że cała kontrowersyjna przemiana marki, nowe logo, nowy język wizualny i porzucenie dotychczasowego sposobu myślenia o Jaguarze prowadzą do konkretnego produktu, a nie tylko do efektownej kampanii. Pełna prezentacja auta odbędzie się jeszcze w 2026 roku, a zamaskowane prototypy mają pojawić się na ulicach Monako przy okazji weekendu Formuły E. Sam wybór miejsca też nie jest przypadkowy: luksus, widowiskowość, elektryczne wyścigi i odrobina ostentacji. Jaguar już nawet nie udaje, że celuje w środek rynku.










Odwaga? Tak. Ale rachunek przyjdzie dopiero później
Type 01 zapowiada się jak samochód, który można albo bardzo polubić, albo uznać za zbyt wykalkulowaną próbę odcięcia się od własnej przeszłości. Ja jestem gdzieś pośrodku. Rozumiem potrzebę tak mocnego restartu, bo Jaguar przez lata dryfował: miał piękną historię, kilka świetnych modeli, ale coraz słabszą odpowiedź na pytanie, czym właściwie różni się dziś od mocniejszych niemieckich marek premium. Jednocześnie skala tej zmiany jest tak duża, że trudno jeszcze mówić o sukcesie. Na razie mamy obietnicę.
Mimo to wolę takiego Jaguara niż markę, która po raz kolejny pokazywałaby grzeczny SUV z lekko zmienionymi światłami. Type 01 przynajmniej ma ambicję być czymś więcej niż kolejnym elektrykiem za pół miliona złotych. Chce stać się nowym punktem odniesienia dla samego Jaguara. A czy kierowcy będą chcieli za tą wizją pójść okaże się dopiero wtedy, gdy zniknie kamuflaż, skończą się prezentacje i zacznie się zwykła, brutalna ocena na drodze oraz w cenniku.
