Właśnie w ten trend wpisuje się Merach UltraWalk W60 Plus, czyli nowy walking pad do domu i biura. Sprzęt jest już dostępny w sprzedaży przez stronę Merach i Amazon, a jego cena promocyjna wynosi 349,99 dolarów, czyli około 1270 zł. To nadal kwota, przy której warto chwilę pomyśleć, ale w ofertach domowych bieżni brzmi już bardziej jak zakup do mieszkania niż inwestycja w prywatną siłownię.
Chodzenie wraca do łask
Walking pady zrobiły karierę dlatego, że odpowiadają na codzienny problem – siedzimy za długo. Siedzimy przy pracy, siedzimy po pracy, siedzimy w samochodzie, przy serialu, przy telefonie, przy wszystkim. A potem aplikacja w zegarku próbuje nas przekonać, że 1600 kroków o 18:00 to jednak nie jest życiowy rekord, którym warto się chwalić.
Merach UltraWalk W60 Plus celuje w osoby, które chcą przemycić ruch do dnia bez przebierania się, wychodzenia na siłownię i negocjowania z motywacją. Można go wsunąć pod biurko, postawić w salonie, odpalić podczas oglądania czegoś lekkiego albo używać w dni, kiedy pogoda za oknem wygląda bardzo źle. To nie rozwiąże wszystkich problemów z aktywnością, ale może obniżyć próg wejścia.
Mały sprzęt, który chce udawać większy
Największy zarzut wobec wielu kompaktowych bieżni jest prosty: wyglądają wygodnie na zdjęciu, a w praktyce potrafią być wąskie i chwiejne. Merach próbuje odrobić tę lekcję mocniejszą konstrukcją. UltraWalk W60 Plus ma wzmocnioną stalową ramę, waży około 30,7 kg i ma udźwig do 181 kg. To sporo jak na walking pad, czyli sprzęt, który z definicji ma być bardziej mobilny niż klasyczna bieżnia.

Do tego dochodzi pas o wymiarach 42 x 105 cm, szerszy niż w wielu podstawowych modelach. Na zbyt wąskim pasie człowiek zaczyna chodzić ostrożnie, kontrolować każdy krok i patrzeć pod nogi, jakby przechodził po mokrych kafelkach w hotelowym spa. Większa powierzchnia daje swobodniejszy krok.
Sprzęt działa w zakresie od 1 do 6,5 km/h, więc mówimy o chodzeniu, marszu i lekkim truchcie, nie o bieganiu. Jest też automatyczne nachylenie do 12%, podzielone na 12 poziomów. To dobry dodatek, bo marsz pod górę szybko przestaje być niewinnym spacerem. Angażuje mocniej nogi i pośladki, podnosi tętno, a jednocześnie pozwala zostać przy niższej prędkości. Dla osób, które nie lubią biegania albo nie chcą obciążać stawów, taki kompromis może być całkiem rozsądny.
Technologia ma pomagać, ale oby nie robiła z chodzenia dyskoteki
Merach dorzucił do W60 Plus kilka dodatków z kategorii: wiemy, że samo chodzenie bywa nudne. Jest aplikacja Merach, sterowanie pilotem, podgląd podstawowych danych treningowych, synchronizacja z Apple Health i Google Fit, blokada rodzicielska, pauza z pamięcią oraz prowadzone treningi. Jest też głośnik Bluetooth o mocy 5 W i podświetlenie RGB reagujące na muzykę albo rytm kroków.
Przyznam, że do światełek w sprzęcie fitness podchodzę z rezerwą. Domowy marsz przy biurku nie musi od razu wyglądać jak rozgrzewka przed występem DJ-a na Ibizie. Z drugiej strony rozumiem, że dla części osób to może być drobny element, który sprawia, że wieczorny spacer w miejscu staje się mniej nudny.
Bardziej praktyczna wydaje mi się deklarowana głośność na poziomie około 53,6 dB, kółka transportowe, możliwość przechowywania na płasko lub pionowo i brak konieczności montażu. W mieszkaniu właśnie takie rzeczy decydują, czy sprzęt będzie używany, czy po miesiącu zmieni się w podstawkę pod kartony.

Cena brzmi rozsądnie
Merach UltraWalk W60 Plus kosztuje regularnie 499,99 dolarów, czyli około 1820 zł, ale aktualna cena promocyjna to 349,99 dolarów, czyli około 1270 zł. Trzeba jednak pamiętać, że mówimy o rynku zagranicznym, więc przy ewentualnym zakupie mogą dojść kwestie dostępności, wysyłki i podatków.
Dla kogo to może być dobre? Dla osoby pracującej z domu, która naprawdę chce chodzić podczas prostych zadań. Dla kogoś, kto nie przepada za siłownią, ale lubi mieć sprzęt pod ręką. Dla mieszkań, w których klasyczna bieżnia byłaby absurdalnym meblem. I dla tych, którzy wolą regularny, spokojny ruch niż wielkie sportowe deklaracje składane co poniedziałek rano.
