Dlatego IWC Pilot’s Venturer Vertical Drive jest ciekawy. Nie próbuje wchodzić w muzealną rywalizację o dawną chwałę. Patrzy na kosmos w wersji bardziej współczesnej: prywatne firmy, komercyjne stacje, loty, które coraz mniej przypominają wyłącznie państwowe misje z podręczników. IWC przygotowało zegarek projektowany specjalnie pod załogowe loty kosmiczne, to pierwszy mechaniczny zegarek naręczny certyfikowany przez Vast do takiego użycia. Vast buduje komercyjną stację kosmiczną Haven-1.
Koronka znika, bo rękawice astronauty nie są od dłubania w detalach
Najbardziej podoba mi się tu rezygnacja z koronki. W zegarkach koronka jest tak oczywista, że zwykle się o niej nie myśli. Kręcisz, ustawiasz, nakręcasz, koniec sprawy. W kosmosie taki mały element nagle staje się kłopotem. Astronauta w rękawicach nie potrzebuje zegarka, który wymaga cierpliwości jubilera. Potrzebuje czegoś prostszego w obsłudze, większego, bardziej jednoznacznego.
IWC rozwiązało to przez system oparty na obrotowym bezelu i przełączniku po lewej stronie koperty. Przełącznik wybiera funkcje, w tym ustawianie drugiej strefy czasowej, a obracanie bezelu przeciwnie do ruchu wskazówek zegara nakręca zegarek. To jest dokładnie ten typ innowacji, który lubię: mechaniczny, zrozumiały, wynikający z konkretnego problemu. Nie wygląda jak funkcja dopisana po spotkaniu marketingu. Bardziej jak odpowiedź inżyniera, który usłyszał: „spróbuj to obsłużyć w grubych rękawicach”.

W drogich zegarkach często irytuje mnie nadmiar poezji dorobionej do drobnej zmiany koloru. Tu jest inaczej. Koronka znika, bo w tym środowisku naprawdę przeszkadza.
Czas w kosmosie wymyka się codziennym odruchom
Na Ziemi czas jest przyklejony do rytmu dnia. Rano jasno, wieczorem ciemno, gdzieś pomiędzy kawa, praca, obiad, zmęczenie. Na orbicie ten porządek się sypie. Astronauta może zobaczyć kilkanaście wschodów i zachodów Słońca w ciągu doby, bo pełne okrążenie Ziemi trwa około 90 minut.
IWC dorzuciło więc 24-godzinną skalę wokół tarczy, służącą do pokazywania czasu referencyjnego misji. Klasyczna wskazówka godzinowa może być przestawiana skokowo co godzinę, aby pokazać inną strefę. To nie jest detal, który człowiek doceni przy biurku między mailem a kawą. W kosmosie taki układ ma więcej sensu, bo doba przestaje być czymś, co podpowiada widok za oknem.
Tarcza jest matowo czarna, żeby ograniczać odbicia światła. Wskazówki godzinowa i minutowa dostały zieloną Super-LumiNovę, a niebieski pierścień na tarczy nawiązuje do horyzontu Ziemi widzianego z kosmosu. Ten niebieski detal jest mały, ale ma w sobie coś przyjemnego.

Mechanika w epoce ekranów
Najzabawniejsze i najpiękniejsze jest dla mnie to, że mówimy o mechaniku. W środku pracuje manufakturowy kaliber IWC 32722 z rezerwą chodu 120 godzin. W epoce komputerów pokładowych, łączności satelitarnej, sensorów i systemów cyfrowych mechaniczny zegarek do kosmosu wygląda prawie jak elegancki sprzeciw wobec przesadnej oczywistości elektroniki.
Oczywiście nikt rozsądny nie będzie udawał, że taki zegarek zastępuje systemy statku kosmicznego. To raczej niezależny, zamknięty w kopercie mechanizm, który działa dzięki sprężynie, kołom zębatym i precyzji. Trochę jak bardzo drogi scyzoryk zabrany na wyprawę pełną komputerów. Można się z tego śmiać, ale rozumiem urok takiego przedmiotu. W świecie, w którym prawie wszystko trzeba ładować, aktualizować i parować z aplikacją, mechaniczny zegarek ma dziwnie kojącą bezczelność. Po prostu pracuje.
Wielki, biały i z ceną jak mały samochód
Koperta ma 44,4 mm średnicy i 16,7 mm grubości, więc subtelność raczej została na Ziemi. IWC użyło białej ceramiki z tlenku cyrkonu, a bezel i dekiel wykonano z Ceratanium, czyli własnego materiału łączącego cechy ceramiki i tytanu. Zegarek ma wytrzymywać warunki związane z lotem rakietą: wibracje, przeciążenia do 4 g, promieniowanie i duże zmiany temperatury. Vast odpowiadało za testy ciśnieniowe i wibracyjne oraz certyfikację.
Ta biel robi robotę. Zegarki narzędziowe często idą w czerń, stal i militarną surowość. Tu mamy coś bardziej skafandrowego, laboratoryjnego, trochę chłodnego. Wygląda jak przedmiot z przyszłości, ale w środku ma klasyczną mechanikę.

Cena wynosi 28 200 dolarów, czyli orientacyjnie około 102 600 zł. To poziom, przy którym trudno zachować pełną powagę, nawet jeśli zegarek ma bardzo konkretne uzasadnienie techniczne. Za taką kwotę kupuje się już nie tylko czasomierz, ale też opowieść, rzadkość, materiały, certyfikację, prestiż i tę przyjemność, że ktoś przy stole zapyta, co to za zegarek, a odpowiedź potrwa dłużej niż większość spotkań statusowych.
Większość właścicieli nie poleci w kosmos. I co z tego?
Tu można oczywiście wzruszyć ramionami. Ilu klientów IWC naprawdę będzie potrzebowało zegarka certyfikowanego do załogowych lotów kosmicznych? Pewnie bardzo niewielu. Tylko że świat zegarków narzędziowych od dawna działa na tej zasadzie. Ludzie noszą divera do biura, chronograf do samochodu w korku i field watcha na spacer po mieście. Funkcja często żyje w wyobraźni mocniej niż w codziennym użyciu.
Nie mam z tym problemu, dopóki przedmiot ma ciekawy pomysł. Pilot’s Venturer Vertical Drive ma. Rezygnacja z koronki, 24-godzinny czas misji, materiały dobrane pod trudne warunki, współpraca z Vast – to są rzeczy, które tworzą spójną całość. Ten zegarek nie musi lecieć na nadgarstku każdego właściciela, żeby mieć sens. Wystarczy, że został zaprojektowany z myślą o sytuacji, która wymusiła inne decyzje.
