Nowe pedały LOOK Geo City Vision wpisują się dokładnie w tę potrzebę. Mają wbudowane lampki LED, ale nie sam pomysł świecących pedałów wydaje mi się tu istotny. Ważniejsze jest to, że światło porusza się razem z nogami rowerzysty. Zamiast kolejnego nieruchomego punktu z tyłu roweru dostajemy sygnał, który łatwiej odróżnić w miejskim chaosie.
Światło, które porusza się razem z rowerzystą
Geo City Vision to miejskie, platformowe pedały z wbudowanymi modułami LED. Każdy z nich emituje światło widoczne do 900 metrów, a konstrukcja ma zapewniać widoczność dookoła roweru, także z boków. LOOK powołuje się przy tym na zjawisko biomotion, czyli łatwiejsze rozpoznawanie ruchu człowieka wtedy, gdy podświetlone są poruszające się części ciała. W tym przypadku chodzi o nogi podczas pedałowania. Marka przywołuje badanie z Clemson University, według którego takie rozwiązanie może sprawić, że rowerzysta zostanie zauważony nawet 5,5 razy szybciej niż przy użyciu stałego tylnego światła zamocowanego przy siodełku.
Brzmi przekonująco, zwłaszcza że światło w pedałach pracuje w rytmie jazdy. Nie trzeba zastanawiać się, czy kierowca patrzy akurat w dobrym miejscu. Ruch przyciąga wzrok niemal odruchowo. I mam wrażenie, że w zatłoczonym mieście to może być bardziej użyteczne niż dokładanie kolejnej mocniejszej lampki na sztycę, która z dalszej odległości wygląda podobnie jak dziesiątki innych punktów świetlnych.

Nie przeceniałabym oczywiście samych pedałów. Nie zastąpią rozsądnej jazdy, porządnego oświetlenia ani ostrożności na przejazdach. Ale jako warstwa dodatkowej widoczności wypadają naprawdę sensownie. Zwłaszcza że według danych przywoływanych przez LOOK ponad 60% wypadków rowerowych w mieście ma miejsce na skrzyżowaniach, a tam każda sekunda szybszego zauważenia może mieć znaczenie.
Miejski gadżet powinien być wygodny
Z tego typu rozwiązaniami mam zwykle jeden problem: świetnie wyglądają w materiałach prasowych, ale po dwóch tygodniach użytkownik zaczyna zapominać o ładowaniu, gubi przejściówkę albo irytuje się obsługą. Tu LOOK najwyraźniej wyciągnął wnioski. Moduły świetlne można wyjąć z pedałów bez narzędzi, odczepiają się magnetycznie i ładują przez USB-C. Pełne ładowanie trwa około 3 godzin, a w trybie stałego światła mają działać do 15 godzin. W oszczędniejszym trybie nocnego migania czas pracy sięga nawet 60 godzin.
Do tego dochodzi automatyczne usypianie po 30 sekundach bezruchu i ponowne uruchamianie przy wykryciu ruchu. To drobiazg, ale właśnie takie drobiazgi decydują o tym, czy gadżet staje się częścią roweru, czy tylko chwilowym eksperymentem. Jeśli po dojechaniu do pracy nie trzeba pamiętać o każdorazowym wyłączaniu świateł, szansa na dłuższą znajomość z tym rozwiązaniem zdecydowanie rośnie.

Do wyboru są cztery tryby: światło stałe, mocniejsze światło stałe, miganie nocne i miganie dzienne. Najmocniejszy wariant dochodzi do 40 lumenów na pedał. Nie jest to reflektor do oświetlania drogi, lecz właśnie sygnał dla otoczenia: „jestem tutaj i poruszam się”. W roli miejskiego dodatku bezpieczeństwa taki charakter wydaje mi się trafiony.
Nie tylko światła. To mają być normalne, porządne pedały
LOOK nie włożył diod do przypadkowej platformy. Geo City Vision mierzą 100 × 103 mm, mają kompozytowy korpus, chromowo-molibdenową oś oraz zestaw łożysk i tuleję ślizgową znany z bardziej sportowych konstrukcji marki. Każdy pedał waży 190 gramów, wliczając 26-gramowy moduł świetlny.
Platforma dostała wypukłą, różnicowaną fakturę poprawiającą przyczepność w codziennych butach. To ważne, bo rower miejski nie jest rowerem laboratoryjnym. Jeździ się nim w trampkach, sneakersach, czasem w butach, których nikt rozsądny nie kupował z myślą o pedałowaniu. Pedał ma po prostu dawać pewne oparcie, również podczas deszczu. LOOK deklaruje też klasę szczelności IPX7 dla modułów świetlnych, więc ulewa i kałuże nie powinny być problemem.

Cena nadal jest wysoka, ale nie odstrasza jak wcześniej
Nowe LOOK Geo City Vision kosztują 80 euro, czyli około 340 zł. To wciąż sporo jak na pedały do miejskiego roweru, bo podstawowe platformy kupuje się wielokrotnie taniej. Z drugiej strony mówimy o konstrukcji z dwoma ładowanymi modułami świetlnymi, czterema trybami pracy, automatycznym startem i stopem, uszczelnieniem IPX7 oraz pełnoprawnym osprzętem rowerowym, a nie o plastikowym gadżecie z kiosku. Co istotne, cena jest o około jedną trzecią niższa niż w poprzedniej generacji tego pomysłu.
Czy każdy miejski rowerzysta potrzebuje takich pedałów? Nie. Ale jeśli ktoś regularnie jeździ po zmroku, wraca z pracy w godzinach szczytu, porusza się po ruchliwych ulicach albo po prostu chce być lepiej widoczny z boków, trudno mi ten pomysł zbyć wzruszeniem ramion. W wielu rowerowych akcesoriach bezpieczeństwo jest dopisywane trochę na siłę. Tutaj rzeczywiście stoi w centrum projektu.
