Tubolito idzie w tym duchu krok dalej. Austriacka marka pokazała dętkę Tubo-Road SYNCD z wbudowanym czujnikiem Bluetooth, która na bieżąco przekazuje informację o ciśnieniu w oponie do telefonu albo kompatybilnego komputera Garmin. Brzmi jak gadżet zaprojektowany po to, żeby rowerzysta miał jeszcze jeden parametr do obserwowania. I trochę tak jest. Tyle że w tym przypadku trudno od razu machnąć ręką, bo ciśnienie w oponach ma znaczenie. Dla komfortu, przyczepności, oporów toczenia, a czasem także dla tego, czy dalsza jazda skończy nie skończy się uszkodzoną obręczą.
Dętka, która ostrzega
Wielu rowerzystów nadal sprawdza oponę w najbardziej klasyczny sposób: naciskiem palca. Jeśli wydaje się twarda, można jechać. Jeśli wygląda podejrzanie miękko, pora sięgnąć po pompkę. To metoda praktykowana od lat, ale precyzyjna mniej więcej tak samo, jak ocenianie temperatury piekarnika po nastroju kucharza.
Tubo-Road SYNCD eliminuje zgadywanie. W dętce znajduje się bateryjny czujnik, który po obróceniu koła budzi się i zaczyna przesyłać dane. Użytkownik widzi aktualne ciśnienie, a także temperaturę, w aplikacji na iOS lub Androida. Przy komputerach Garmin można wyświetlać te informacje bezpośrednio na kierownicy, obok prędkości, dystansu czy mocy. Da się również ustawić minimalny i maksymalny próg ciśnienia. Jeśli wartość zacznie odbiegać od ustalonego zakresu, system wyśle powiadomienie. W razie nagłego spadku, na przykład po przebiciu opony, rowerzysta ma dostać alert od razu.
I właśnie ten ostatni scenariusz wydaje mi się najbardziej sensowny. Nie każdy potrzebuje obserwować ciśnienie przez całą trasę, ale szybka informacja, że z koła uchodzi powietrze, może oszczędzić nieprzyjemności. Zwłaszcza gdy jedziemy szybciej, na cienkich oponach szosowych, i drobny problem w kilka chwil zamienia się w jazdę na zbyt miękkiej oponie. Kto choć raz zorientował się za późno, że coś jest nie tak, ten raczej nie będzie kpił z takiego ostrzeżenia.
Mały objaw większej obsesji na punkcie danych
Tubolito nie wzięło się znikąd. Marka od lat specjalizuje się w lekkich dętkach z TPU, czyli termoplastycznego poliuretanu. Są lżejsze od klasycznych butylowych, bardziej kompaktowe i kierowane do osób, które lubią odchudzać rower tam, gdzie tylko się da. Sama dętka w zależności od długości wentyla waży 44, 45 albo 46 gramów, obsługuje opony o szerokości od 23 do 35 mm i jest dostępna z wentylami 42, 60 oraz 80 mm.
Mam wrażenie, że to dobry przykład tego, jak zmienia się rowerowy świat. Kiedyś „dobrze przygotowany do jazdy” oznaczało zapasową dętkę, łyżki, pompkę i może banan w kieszeni koszulki. Dziś dochodzi do tego synchronizacja aplikacji, aktualizacja urządzeń i pilnowanie, czy wszystkie czujniki widzą się ze sobą.

Jest praktycznie, ale…
Największy znak zapytania dotyczy baterii. Tubolito deklaruje żywotność do 10 tysięcy kilometrów albo około dwóch lat, choć producent uczciwie zaznacza, że wpływ mają częstotliwość synchronizacji, długie jazdy z ciągłym śledzeniem oraz skrajne temperatury. Kiedy bateria się wyczerpie, dętka nadal pozostanie zwykłą dętką, ale funkcje smart przestaną działać. Użytkownik nie wymieni ogniwa samodzielnie.
Właściciel zużytego czujnika może odesłać wycięty element, a w zamian otrzymać 30% rabatu na nową dętkę SYNCD. Firma deklaruje, że sensor po wymianie baterii i testach ma być ponownie wykorzystywany. To lepsze niż udawanie, że temat elektroodpadów nie istnieje, choć nadal mówimy o rozwiązaniu, które po dwóch latach cyfrowego życia zachęca do kolejnego zakupu.
Cena też jasno pokazuje, że nie jest to drobiazg dla każdego. Tubo-Road SYNCD kosztuje 39,95 euro, czyli około 169 zł za sztukę.
Czy taka dętka jest komuś potrzebna?
Dla rowerzysty, który wyciąga miejski rower kilka razy w miesiącu, odpowiedź jest raczej prosta: nie. To nie jest produkt, bez którego jazda nagle stanie się niemożliwa. Ciśnienie można sprawdzić pompką z manometrem, a większość rekreacyjnych tras nie wymaga stałego monitoringu.
Bardziej przekonuje mnie jednak sens takiego rozwiązania u osób jeżdżących regularnie i dłużej, szczególnie na szosie. Gdy kilka PSI potrafi zmienić odczucie z jazdy, a zbyt niskie ciśnienie oznacza większe ryzyko dobicia opony na gorszym fragmencie asfaltu, stały podgląd nie wydaje się już fanaberią. Podobnie w przypadku tych, którzy lubią mieć sprzęt pod kontrolą i i tak używają Garmina, czujników oraz aplikacji. Dla nich SYNCD nie tworzy nowego nawyku, tylko dopina kolejny element już istniejącego ekosystemu.
