Każda tarcza nowego Modello Uno U1-SFM otrzymuje własny układ plamek i nieregularności. Dwa zegarki mogą być do siebie podobne, ale nigdy identyczne. Powstanie zaledwie 111 numerowanych egzemplarzy, a każdy kosztuje 1070 euro, czyli około 4 615 zł. Mam wrażenie, że właśnie tak wygląda dziś bardzo skuteczna odmiana luksusu: seryjny produkt zyskuje cechę, której fabryka nie potrafi dokładnie powtórzyć.
Za niedoskonałość trzeba dziś dopłacić
Granatową tarczę poddano procesowi galwanicznemu, który wywołuje nieregularną, nakrapianą strukturę. Producent nazywa ten efekt przyspieszonym starzeniem. Fabrycznie nowy przedmiot od pierwszego dnia wygląda więc tak, jakby miał już własną przeszłość.
Można się z tego lekko uśmiechnąć. Najpierw kupujemy etui, folie i pokrowce, żeby rzeczy możliwie długo wyglądały jak nowe. Chwilę później zachwycamy się zegarkiem, któremu ślady czasu dodano jeszcze przed opuszczeniem fabryki. Różnica polega na tym, że te konkretne ślady zostały odpowiednio zaprojektowane, nazwane i ograniczone do 111 sztuk.

Trudno mi się jednak temu dziwić. Zegarkowa perfekcja stała się łatwa do skopiowania. Nawet niedrogie modele mają dziś ostre nadruki, równo nałożone indeksy i koperty obrabiane z dokładnością, która jeszcze kilkanaście lat temu kojarzyła się z dużo wyższą półką. Charakteru trzeba więc szukać gdzie indziej. Unimatic znalazł go w kontrolowanym błędzie.
Nieregularności nie wyglądają przy tym jak przypadkowe zabrudzenia. Na granatowym tle przypominają drobinki zawieszone w głębokiej wodzie albo gwiazdy widziane z dala od miejskich świateł. To jeden z tych projektów, przy których zdjęcie tarczy może sprzedać zegarek skuteczniej niż cała tabela parametrów.
Nurek, który spogląda w nocne niebo
U1-SFM bazuje na dobrze znanej konstrukcji Modello Uno. Koperta ze szczotkowanej stali 316L ma 40 mm średnicy, a wraz z wystającym bezelem mierzy 41,5 mm. Jednokierunkowy pierścień obraca się w 120 krokach i otrzymał granatową aluminiową wkładkę. Całość chroni wypukłe szkło szafirowe o grubości 2,5 mm, pokryte od wewnątrz powłoką antyrefleksyjną. Wodoszczelność wynosi 300 metrów.

Na tarczy umieszczono białą skalę 24-godzinną kojarzącą się bardziej z zegarkami terenowymi niż klasycznymi diverami. Takie połączenie mogłoby wyglądać jak składanie dwóch różnych projektów na siłę, ale tutaj działa zaskakująco dobrze. Surowa koperta utrzymuje wojskowy charakter, a granatowa powierzchnia odbiera jej część ciężkości.
Mam natomiast zastrzeżenie do luminescencji. Super-LumiNova znalazła się na wskazówkach oraz punkcie na bezelu, ale zabrakło jej na oznaczeniach godzinowych. Przy wodoszczelności do 300 metrów i tarczy inspirowanej zegarkami terenowymi można było oczekiwać pełniejszej czytelności po zmroku. Po zgaszeniu światła efektowna skala zwyczajnie znika.
Pod efektowną tarczą pracuje stary znajomy
W środku znalazł się automatyczny mechanizm Seiko NH35A. Oferuje możliwość ręcznego dokręcania, zatrzymanie sekundnika podczas ustawiania czasu oraz ponad 41 godzin rezerwy chodu. Producent podaje dokładność od -20 do +40 sekund na dobę. To solidna, popularna i łatwa w serwisowaniu konstrukcja, ale trudno uznać ją za element uzasadniający cenę przekraczającą 4 600 zł.

Tutaj płaci się przede wszystkim za wzornictwo, włoską produkcję, limitację oraz tarczę. Dla części miłośników zegarków będzie to wystarczające. Inni natychmiast zaczną przeliczać cenę na parametry mechanizmu i znajdą znacznie bardziej zaawansowane technicznie alternatywy.
Unimatic nie ukrywa prostego kalibru za opowieścią o zegarmistrzowskim przełomie. Całą uwagę kieruje na powierzchnię, którą rzeczywiście chce się oglądać. Mechanizm ma działać, koperta ma wytrzymać wodę i codzienne uderzenia, a emocje zapewnia tarcza.
Do zestawu dołączono dwa granatowe paski. Skórzany lepiej pasuje do miejskiego charakteru limitowanej edycji, natomiast pasek z TPU pozwala rzeczywiście zabrać zegarek do wody. Na zakręcanym deklu umieszczono oznaczenia San Francisco Market, dzięki czemu logo partnera nie zakłóca samej tarczy.

111 osób kupi podobne zegarki
San Francisco Market działa w Seulu od 2005 roku i specjalizuje się w starannie wybieranych, niezależnych markach. Współpraca z minimalistycznym Unimatic ma więc więcej sensu niż wiele zegarkowych kooperacji, w których głównym pomysłem okazuje się nadrukowanie kolejnego logo. Tutaj partner pomógł zmienić charakter całego modelu.
U1-SFM pozostaje masywnym, użytkowym zegarkiem nurkowym. Jednocześnie jego tarcza wprowadza coś, czego często brakuje współczesnym premierom: element prawdziwej nieprzewidywalności. Kupujący zna kolor, mechanizm i rozmiar, ale dokładnego wzoru swojego egzemplarza dowie się dopiero wtedy, gdy zobaczy go na żywo.

Ponad 4 600 zł za zegarek z NH35A nadal brzmi odważnie. Mimo to rozumiem, dlaczego komplet 111 sztuk może znaleźć właścicieli szybko. Kolekcjonerzy coraz częściej szukają przedmiotów, które da się odróżnić bez sprawdzania numeru na deklu. Unimatic dostarcza tę różnicę od razu, zapisaną bezpośrednio na tarczy.
