Niemcy zbudowali trójkołowca, który angażuje całe ciało

Nie każdy rowerowy wynalazek zasługuje na uwagę dłużej niż przez pierwsze pięć sekund po zobaczeniu zdjęcia. VeloGym ma jednak w sobie coś więcej niż sam efekt “co oni znowu wymyślili”? To poziomy trójkołowiec z Monachium, który można napędzać nogami, rękami albo obiema parami kończyn naraz. Brzmi jak sprzęt z pogranicza fitnessu, rehabilitacji i rowerowej fantazji, ale właśnie dlatego jest ciekawy: próbuje zrobić z jazdy coś bliższego treningowi całego ciała niż klasycznemu pedałowaniu.
fot. VeloGym

fot. VeloGym

Na rynku pojawiały się już konstrukcje łączące napęd nożny i ręczny, ale VeloGym idzie własną drogą. Zamiast ręcznych korb dostaje system dwóch stalowych dźwigni po bokach fotela, które pracują ruchem pchaj-ciągnij i przekazują siłę górnej części ciała na tylne, 28-calowe koło. To bardziej przypomina wioślarza, który nagle wyjechał na asfalt, niż klasyczny handbike. Różnica jest istotna, bo tu ręce nie kręcą w kółko jak w większości podobnych wynalazków – pracują rytmem bardziej naturalnym, bardziej siłowym i chyba też łatwiejszym do odczytania przez ciało.

Do tego dochodzi zwykły napęd pedałowy, więc użytkownik może jechać tylko na nogach, tylko na rękach albo łączyć oba źródła mocy. Producent podkreśla, że siły po prostu się sumują, a proporcję udziału rąk i nóg można zmieniać w trakcie jazdy. Innymi słowy, to nie jest rower, który chce udowodnić, że klasyczne pedały są przestarzałe. Raczej taki, który pyta, dlaczego w ogóle od lat zadowalamy się napędem tylko połową ciała.

Bardziej rower czy bardziej maszyna do treningu

W tym projekcie najciekawsze jest chyba właśnie zatarcie granicy między pojazdem a sprzętem treningowym. Klasyczny rower robi świetną robotę dla nóg, wydolności i korpusu, ale ręce są tam głównie pasażerem z funkcją sterowania. VeloGym próbuje to odwrócić. Zamiast traktować górę ciała jak dodatek do kierownicy, robi z niej pełnoprawny silnik. To trochę tak, jakby rower spotkał orbitrek, tylko zamiast skończyć jako siłowniany potworek, wyszedł z tego pojazd, którym da się realnie pojechać.

To może mieć sens nie tylko dla ludzi, którzy lubią nietypowe gadżety. Taka konstrukcja siłą rzeczy wpada na terytorium rehabilitacji, aktywności dla osób szukających mniej obciążającej formy ruchu albo po prostu tych, którzy chcą mocniej zaangażować całe ciało bez wsiadania na ergometr. Oczywiście VeloGym nie jest opisany jako sprzęt medyczny, ale sam pomysł aż prosi się o takie skojarzenia. W świecie, w którym rower coraz częściej bywa nie tylko sportem, ale też narzędziem zdrowotnym, taki kierunek nie wydaje się wcale absurdalny.

fot. VeloGym

Nie bez znaczenia jest też pozycja. To recumbent trike, więc użytkownik siedzi nisko i półleżąco, a nie wysoko jak na klasycznym rowerze. Taka sylwetka dla jednych będzie egzotyczna, dla innych po prostu wygodniejsza i bardziej stabilna. Trzy koła zdejmują z jazdy część napięcia związanego z balansem, co przy połączeniu pracy nóg i rąk może być wręcz konieczne. Trudno wyobrazić sobie ten sam układ napędowy w zwykłym, pionowym rowerze bez wrażenia, że całość chciałaby co chwilę pójść w inną stronę niż kierowca.

Najciekawszy patent siedzi w sterowaniu

Przy tego typu wynalazkach najłatwiej zachwycić się samą ideą. Tymczasem założyciele VeloGym sami wskazują, że główną innowacją jest układ kierowania. Według firmy skręt można inicjować intuicyjnym ruchem kierownicy w każdej fazie pchania i ciągnięcia dźwigni, bez przerywania pracy rąk. To bardzo ważny detal, bo właśnie tu większość podobnych konstrukcji mogłaby się rozsypać na poziomie ergonomii. Jeśli sterowanie kłóciłoby się z rytmem napędu, rower zamieniłby się w skomplikowaną łamigłówkę dla całego układu nerwowego.

W praktyce to może być różnica między ciekawostką a sprzętem, którym chce się naprawdę jeździć. W wielu nietypowych rowerach sam pomysł działa dobrze na schemacie, a potem przegrywa z ciałem człowieka, które szybko pokazuje, co jest intuicyjne, a co nie. VeloGym najwyraźniej próbuje obejść ten problem od podstaw. Jeśli to się uda, największą zaletą nie będzie wcale sam fakt zaangażowania rąk, tylko to, że cały układ nie będzie wymagał ciągłego “tłumaczenia” przez użytkownika własnym mięśniom. To oczywiście będzie można ocenić dopiero po większej liczbie testów drogowych, ale już sam kierunek myślenia wygląda sensownie.

Od strony sprzętowej projekt też nie wygląda jak zespawany w garażu eksperyment. Mowa o aluminiowej ramie lotniczej, wybranych komponentach Shimano Ultegra, hydraulicznych hamulcach tarczowych Tektro Auriga Twin i masie około 24 kg. To oczywiście nie jest lekki sprzęt w klasycznym sensie, ale przy trójkołowcu z takim układem napędowym trudno było oczekiwać wagi gravelowej zabawki. Bardziej pasuje tu porównanie do małego rowerowego urządzenia treningowo-transportowego niż do wyścigowej maszyny.

fot. VeloGym

Cena jest wysoka, ale tu od początku nie chodziło o masowy produkt

VeloGym nie udaje roweru dla każdego. Firma szykuje na razie małą serię dla “pionierskich klientów”, głównie w południowych Niemczech, Austrii i Szwajcarii, choć deklaruje też zainteresowanie zamówieniami z innych krajów. Cena podstawowej wersji ma wynosić od 6 300 do 7 000 euro, bez dodatków takich jak błotniki, lampki czy bagażnik. To poziom, przy którym człowiek przestaje myśleć o rowerze jako spontanicznym zakupie, a zaczyna traktować go jak niszowy sprzęt z bardzo konkretną filozofią.

I może właśnie dlatego ta konstrukcja jest ciekawa. Nie próbuje nikomu wmówić, że zastąpi klasyczny rower. Nie wygląda też jak produkt, który chce podbić masowy rynek commutingowy. To raczej projekt dla tych, którzy szukają czegoś między treningiem całego ciała, technologiczną ciekawostką a alternatywnym pojazdem rekreacyjnym. Czasem takie wynalazki kończą jako margines branży. Czasem jednak pokazują kierunek, z którego później większe marki wyciągają już bardziej cywilizowane pomysły.

Źródło: New Atlas

Monika WojciechowskaM
Napisane przez

Monika Wojciechowska

Najbliższe są mi tematy związane z nauką, gadżetami i motoryzacją, a szczególne miejsce zajmują wśród nich astronomia i astrofizyka.