Spośród współczesnych polskich uczonych dwóch jest wymienianych jako możliwi laureaci Nagrody Nobla. Pierwszy z nich, prof. Krzysztof Matyjaszewski, mieszkający od prawie 30 lat w USA, opracował technologię polimeryzacji rodnikowej, pozwalającą na uzyskanie polimerów o niespotykanej budowie i właściwościach. Dzięki temu m.in. znacznie obniżone zostały koszty produkcji farb i lakierów. Matyjaszewski jest jednym z czterech najczęściej cytowanych chemików świata i już w 2008 r. media wspominały o nim jako potencjalnym nobliście. Podobne nadzieje możemy wiązać z prof. Aleksandrem Wolszczanem, który w 1990 r. odnalazł na nieboskłonie pierwsze planety poza Układem Słonecznym, krążące wokół pulsara PSR B1257 + 12. Wkrótce zaczęto znajdować coraz to nowe układy planetarne, a szacowny miesięcznik „Astronomy” zaliczył Polaka do 25 odkrywców wszech czasów.

Kilka lat temu Wolszczan nieopatrznie wrócił do kraju, gdzie został przeczołgany przez polityków, media i kolegów za to, iż niegdyś współpracował z kontrwywiadem PRL. Czym prędzej wrócił do USA. Kto wie, czy ta rozsądna decyzja nie otworzy mu drogi do najważniejszej nagrody w świecie nauki. Pochodzący z Polski uczeni dostają Nobla bowiem tylko wtedy, gdy emigrują stąd na stałe.

TO NIE MIEJSCE DLA ZDOLNYCH KOBIET


W dziedzinie literatury Polacy zdobyli całkiem sporo Nobli – Sienkiewicz, Reymont, Miłosz, Szymborska. Jest też pokojowa nagroda Lecha Wałęsy. Ale z dziedzin naukowych, obrazujących stopień cywilizacyjnego rozwoju, pozostaje nam od dziesięcioleci tylko Maria Skłodowska-Curie. A i w tym przypadku Polacy mogą mówić o szczęściu, że uczona miała odwagę odpowiednio wcześnie emigrować z zajętej przez zaborców ojczyzny. Musiała wyjechać na studia do Paryża, bo żadna uczelnia wyższa w Europie Środkowej nie chciała edukować kobiet.

Pierwsze panie w ramach eksperymentu Uniwersytet Jagielloński przyjął na wydział filozoficzny w roku 1897. Wtedy Maria Skłodowska była już nie tylko absolwentką Sorbony, ale też doktorantką sławnego prof. Antoine’a Henriego Becquerela. Ten wprawdzie przydzielił jej pozornie mało atrakcyjne zadanie zbadania, dlaczego radioaktywność niektórych rud uranowych jest znacznie wyższa od ilości zawartego w nich czystego uranu. Jednak żmudne i pracochłonne badania, do których Maria wciągnęła swego męża Piotra Curie, przyniosły niespodziewane wyniki. Po czterech latach państwo Curie odkryli radioaktywny pierwiastek polon, który nazwali na cześć ojczyzny Marii, a potem jeszcze rad. W 1903 r. Skłodowska najpierw obroniła jako pierwsza kobieta na świecie doktorat z dziedziny fizyki, następnie Królewska Szwedzka Akademia Nauk uhonorowała ją, Piotra Curie i prof. Becquerela Nagrodą Nobla.

Gdy w 1906 roku w wypadku zginął mąż Skłodowskiej, Rada Wydziału Fizyki i Chemii pozwoliła, by przejęła po nim katedrę oraz kierowanie laboratorium, co było ewenementem na skalę światową. Pani Curie za zaufanie zrewanżowała się kolejnym sukcesem, opracowując metodę uzyskiwania czystego radu, za co w 1911 roku otrzymała Nobla, tym razem z chemii. I pomyśleć, że gdyby pozostała w kraju, nie miałaby szans nawet na ukończenie studiów, o własnym laboratorium i profesurze nie wspominając.

Na szczęście dla Polski Skłodowska nigdy nie zerwała kontaktów z ojczyzną, choć państwo polskie nie istniało, a rodzina się jej wyrzekła, kiedy zawarła z Piotrem jedynie ślub cywilny. Dzięki temu, że pani Curie stale podkreślała swą polskość, do dziś możemy się chwalić w świecie swoją noblistką, a jednocześnie nie zauważać, że to samo robią Francuzi. W 1995 roku prezydent François Mitterrand osobiście złożył prochy Marii Curie w paryskim Panteonie, a następnie nazwał ją w przemówieniu „wielką kobietą Francji”.

ANI DLA AMBITNYCH ŻYDÓW