Starszym czytelnikom słowo “cenzura” przypomina urzad przy ulicy Mysiej w Warszawie z czasów PRL, młodsi przypominają je sobie za każdym razem, gdy pojawia się groźba jakiegokolwiek ograniczania dostępności treści w internecie. Pamiętacie protest w sprawie ACTA? Wtedy słowo “cenzura” odmieniane było przez wszystkie przypadki. Okazuje się, że to narzędzie ma dwa ostrza, drugie jest równie ostre co dowcipne.

Początek memu (czyli popularnej i szeroko rozpoznawalnej treści internetowej, zarówno wizualnej jak i tekstowej) to rok 1999 i pewien program w telewizji. Amerykańska stacja Fox wypuściła serial komediowy “Action!”, który po 14 odcinkach przyjętych bez szału zniknął z anteny.

Pozostawił po sobie jeden znaczący dowcip. Amerykańska prasa zauważyła, że po raz pierwszy użyto tam cenzury (nałożenia dźwięku na domniemane wulgaryzmy) jako narzędzia humoru – wystarczy “wypikać” nawet zwyczajny wyraz, by nadać wypowiedzi zupełnie inny kontekst. Tak powstał popularny mem - “unnecessary censorhip”, czyli niepotrzebnej cenzury.

 

Droga cenzury przez głowy – od telewizji przez internet do mainstreamu

W kolejnych latach pierwszej dekady XXI wieku inne amerykańskie programy telewizyjne korzystały z cenzury wycinając zupełnie niewinne wyrazy i wstawiwszy tam “piknięcie” - budowały kontekst niedopowiedzenia. A wiadomo, jeśli czegoś nie wiemy – to już sami potrafimy dopowiedzieć sobie historię do końca. Do dziś z cenzury korzysta na przykład bardzo popularny talk show “Jimmy Kimmel Live”, który w ten sposób podsumowuje bieżące wydarzenia, najczęściej polityczne.

Jednak prawdziwe życie każdego memu zaczyna się gdy przejmują go internauci. Z początku bawili się filmami, ale to był dopiero początek. Z niezliczonej ilości głów i pomysłów pomysł szybko został “przetłumaczony” na język ukochany w internecie – obrazkowy. Wstawianie niepotrzebnej cenzury na zdjęcia nie wymaga wielkic umiejętności, pozwala na to wiele darmowych programów graficznych, a efekt jest natychmiastowy – zdjęcie dostaje prześmiewczy i szyderczy kontekst. Czy to źle? Narzędzie może być użyte do różnych celów, najczęściej jednak pozwala przekłuć balon powagi otaczający znanych polityków i celebrytów.

Jeśli internetowy mem trafi do kampanii reklamowej lub do oficjalnego przekazu najczęściej oznacza to dla niego wyrok śmierci. Siła dowcipu internetowego polega na nieskończonej liczbie reinterpretacji, nawiązań i tropów – uszeregowanie w kontekście reklamowym albo politycznym – jest jak wrzucenie piasku w mechanizm kół zembatych, po prostu przestaje to działać. Jednak w przypadku niepotrzebnej cenzury było inaczej, kiedy mem został wykorzystany w kampanii reklamowej agencji Reuters. Agencja użyła go, by zwrócić uwagę na problem cenzury mediów na całym świecie. Jej plakaty z jednej strony miały poważny i zaangażowany przekaz, ale z drugiej mrugały do nas okiem internetowej niepoprawności.

W końcu mem trafił także do innych reklam. Hyundai na przykład ostrzegał w ten sposób przed zakupem nieoryginalnych części.

Niepotrzebna cenzura to dowcip działający na kilku poziomach – po pierwsze pozwala nadać każdemu przekazowi (filmowi czy zdjęciu) prześmiewczy ton i przysłowiowo “spuścić z niego powietrze”, z drugiej strony pokazuje jak złym narzędziem jest cenzura sensu stricto i wyśmiewa ją oraz tych, którzy ją wprowadzają.