Dziesiąty czerwca 2007 roku. Montreal. Trybuny na Circuit de Gilles Villeneuve wypełniają tłumy kibiców. W połowie 27. okrążenia Robert Kubica próbuje wyprzedzić Jarno Trulliego. Bolid Polaka odbija się od koła przeciwnika i jak pocisk wylatuje poza wąską nitkę asfaltu. Wyścigowy wóz rozpędzony do 230 km/godz. na ułamek sekundy zamienia się w samolot bez skrzydeł. Kubica wali w betonową ścianę i zaczyna koziołkować. Jego biało- -granatowe BMW rozpada się na setki kawałków. W końcu bolid zatrzymuje się po drugiej stronie toru. Kubica leży nieprzytomny, a spod kawałków kadłuba wystają tylko noski jego białych butów. Miliony widzów przed ekranami telewizorów zamierają z przerażenia – Kubica nie miał prawa przeżyć takiego „dzwonu”. A jednak! Po kilku minutach ratownicy przewożą Polaka do szpitala. Po szybkich badaniach okazuje się, że Kubica ma skręconą stopę i lekki wstrząs mózgu. Trudno uwierzyć, że przeżył i że praktycznie nic mu się nie stało – przy zderzeniach z prędkością ponad 200 km/godz. nawet samochód pancerny musi zamienić się w kupę złomu. Formuła 1 zabrała życie kilkunastu kierowcom, ale od czasu wypadku Ayrtona Senny w roku 1993 tragedie na torze już się nie zdarzają. Dlaczego? Bo samochody buduje się tak, żeby nie tylko szybko jeździły, ale też w razie wypadku gwarantowały więcej niż tylko kilka procent szans na przeżycie.

UPADEK Z 65. PIĘTRA


W latach dwudziestych XX wieku samochody wyścigowe poza mocnymi silnikami niczym nie różniły się od aut osobowych. Potem pojawiły się wyczynowe bolidy, które budowano specjalnie do ścigania. Miały aluminiowe nadwozia, gigantyczne, kilkusetkonne silniki, a do tego wąskie i słabej przyczepności opony radialne. Kierowcy jeździli ponad 250 km/godz. w odkrytych kabinach i zwyczajnych ubraniach, ryzykując życie od pierwszej do ostatniej minuty wyścigu. Przełom nastąpił dopiero na początku lat 60., kiedy Colin Chapman zaprezentował Lotusa 25 – pierwszy bolid z podwoziem monocoque. W odróżnieniu od poprzedników o konstrukcji ramowej, w autach monocoque silnik, układ przeniesienia napędu, koła i pakiet spoilerów są zamocowane do sztywnej i niepalnej tzw. klatki bezpieczeństwa. Kiedyś wykonywano ją z aluminium, dziś używa się do tego wielu warstw włókna węglowego (w newralgicznych punktach jest ich nawet 60!). Wewnątrz klatki bezpieczeństwa znajduje się fotel ze sztywnymi pasami, a kierowca prowadzi samochód z nałożonym na ramiona specjalnym rusztowaniem zabezpieczającym kręgosłup (tzw. system HANS). W razie wypadku wyścigowy bolid gubi koła i wszystko, co nie jest trwale przymocowane do monocoque. W ten sposób rozładowuje się spora część energii zderzenia. Spora to zresztą zbyt delikatne określenie! Niemiecka firma Allianz opisuje w swoich materiałach przypadek Giancarlo Fisichelli, który w 1997 roku przeżył potężny „dzwon” na torze Silverstone. W chwili zderzenia Włoch jechał – podobnie jak Kubica w Montrealu – około 230 km/godz. i do zera wyhamował w czasie zaledwie 0,72 sekundy. Obliczono, że Fisichella uległ przeciążeniu odpowiadającemu upadkowi na ziemię z wysokości 200 metrów, a więc mniej więcej z 65. piętra. I co? I nic. Kierowca wyszedł tylko ze skręconym kolanem.

EMMA NA GRZBIECIE HARRY’EGO


Harry Egger ma 42 lata i pochodzi ze wschodniego Tyrolu. Austriak liczy ponad 190 centymetrów wzrostu, włosy spina w kucyk, a brodę przycina na modłę rockowych gwiazdorów. Jest jednym z najszybszych ludzi na Ziemi, którzy swój rekord pobili bez silnika! W 1999 roku Harry na nartach rozpędził się do prędkości 248,28 km/godz. Przez długich siedem lat był mistrzem. W ubiegłym, 2006 roku palmę pierwszeństwa odebrał mu Włoch Simone Origone, który na stoku w modnej francuskiej miejscowości Les Arcs pojechał 251 km/godz. Egger, który trenowanie narciarstwa rekordowego zaczynał jako szalony nastolatek, testujący swoje umiejętności szybkiej jazdy na dachu samochodu, podjął rękawicę i teraz szykuje się do kolejnych prób. Zapowiada, że będzie śmigać jeszcze szybciej. W realizacji planów ma mu pomóc „Emma” – 12-kilogramowa aerodynamiczna obudowa, którą Harry założy na własne plecy. „Emmę” wykonano z kevlaru i włókna węglowego, a całość tego specjalistycznego „parawyścigowego” ubioru (w tym buty połączone ze spodniami, które przypominają usterzenie pionowe samolotu, oraz specjalnie wygładzone rękawice) zaprojektował Charles Bienz – inżynier z NASA i spec z Formuły 1.