6 grudnia wieczorem Bolesław Krzyżostaniak wracał do domu swoim lexusem. Trzykrotnie odebrał w tym czasie głuche telefony. Równolegle Widera odbył trzy telefoniczne rozmowy z Maziukiem. Gdy pan Bolesław zaparkował przed domem i pochylił się, aby wyjąć z samochodu zakupiony tego dnia obraz, ktoś z tyłu odezwał się: „Przepraszam, czy można na chwilę?”. Powoli, aby nie uszkodzić cennego nabytku, kierowca wyjął go na zewnątrz, pilotem zamknął lexusa i dopiero wtedy odwrócił się. Krok od niego stał młody mężczyzna. Nie usłyszał huku, więc sądził, że potraktowano go paralizatorem, ale to była broń z tłumikiem. Pistolet ČZ (Česka Zbrojowka) typu luger, kaliber 9 mm. Pocisk przeszedł poziomo przez oba uda, odbił się od samochodu i rykoszetem poszedł w ogródek, a gangster spokojnie skrył się w ciemnościach. Akcja została zaplanowana bezbłędnie, ale tylko na czas samego wykonania. Postrzelony biznesmen jeszcze w szpitalu odbierał telefony z groźbami, jakiś mężczyzna z obcym akcentem przypomniał, że „ma zwrócić Jacku 40 tysięcy zielonych”. Były zaś minister złożył „przyjacielowi” wizytę w szpitalu, zapewniając, że nie ma nic wspólnego z bandycką napaścią.

Turystyka więzienna

Przez pięć lat Robert Widera przewożony był z jednej rozprawy na następną, z jednego aresztu śledczego do drugiego. Zaliczył Kraków, Katowice, Mysłowice, Poznań, Płock, areszt przy Rakowieckiej w Warszawie. W śledztwie i na rozprawach w sądach konsekwentnie odmawiał wyjaśnień, ale odwoływał się od wyroków za pośrednictwem obrońców, którzy wyłapywali wszelkie punkty na jego korzyść. Czasem okazywało się to niekorzyścią. Sąd w Mikołowie skazał go za pobicie Zemły (nie dochodził, co się stało z poszkodowanym) na 4 i pół roku więzienia, ale rozprawa apelacyjna w Katowicach (z wniosku zarówno prokuratury, jak i obrońcy, zarzucającemu sądowi „obrazę przepisów postępowania”) zakończyła się podwyższeniem wyroku do 6 lat. Sędziowie wytknęli ponadto kolegom z niższej instancji podstawowe błędy (np. peugeot 605 nie należał do Widery, lecz do ojca Maziuka, zaś sprawy pobicia nie należało kwalifikować jako recydywy). Ostatecznie tę sprawę zakończył w 2005 r. Sąd Najwyższy, odrzucając kasację i obciążając Widerę kosztami sądowymi.

W tym samym roku Sąd Okręgowy w Warszawie ogłosił wyrok w drugiej sprawie, w której zeznawali m.in. bramkarz Jan Tomaszewski, właściciel Widzewa Andrzej Pawelec i matka ministra Anastazja Dębska, przechowująca czek i cesję dwóch weksli. Za usiłowanie, w porozumieniu z innymi, pozbawienia życia Bolesława Krzyżostaniaka – Robert Widera został skazany na 7 lat

i 6 miesięcy pozbawienia wolności, za posiadanie zaś pistoletu bez zezwolenia – na 3 lata. Sąd okazał się jednak litościwy, gdyż łączną karę określił na 8 lat. Milczący dotychczas oskarżony w ostatnim słowie zabrał głos, by stwierdzić jedynie, że nie będzie się wypierał udziału w grupie przestępczej, a tym bardziej że Maziuk był jego przyjacielem. Jego ostatni wniosek o zastosowanie kary łącznej (za pobicie Zemły i usiłowanie zabójstwa Krzyżostaniaka) przyniósł mu skrócenie jej tylko o pół roku.

W tym czasie nie żył już wzór bandyty doskonałego Tadeusz Maziuk, który w czasie procesu o zabójstwo Jacka Dębskiego popełnił samobójstwo w celi więziennej. W więzieniu wiedeńskim powiesił się natomiast capo di tutti capi – sam Jeremiasz Barański, tuż przed próbą wrobienia Krzyżostaniaka w morderstwo ministra. Dokumenty na ten temat przekazał przez znajomego do CBŚ.

Nie znam nikogo, kto by wierzył w samobójstwa tych dwu twardych bandziorów. Musieli zginąć, gdyż ich wiedza zagrażała silniejszym. Natomiast nie tak już młody Widera prawdopodobnie wyszedł na wolność warunkowo, ale co z nią zrobił, trudno powiedzieć.