Nike najwyraźniej też to zauważyło. Marka stworzyła Race-Day System of Speed, czyli nową rodzinę trzech butów przeznaczonych na dzień zawodów. Na samym szczycie znajduje się ekstremalny Nike Apex, niżej bardziej uniwersalny Alphafly 4, a wejściem do świata supershoes ma być zupełnie nowy Swooshfly. Zaskoczenie pojawia się jednak jeszcze zanim zaczniemy analizować technologie. W głównej trójce nie znalazł się Vaporfly – model, który w ogromnym stopniu napędził współczesną rewolucję butów z karbonową płytką.
Apex wygląda, jakby Nike postanowiło sprawdzić granice regulaminu
Najbardziej zaawansowanym modelem całej rodziny jest Nike Apex. W przedniej części podeszwy znajdują się aż cztery jednostki Air Zoom ułożone w dwóch warstwach. Nike nigdy wcześniej nie wykorzystało w biegowym bucie startowym tak dużej ilości Air pod śródstopiem.
Do tego dochodzi nowa pianka ZoomX LT oraz przeprojektowana karbonowa płytka Flyplate. Według laboratoryjnych pomiarów producenta taki układ ma zapewniać nawet o 40% większy zwrot energii niż Alphafly 3 w porównywanym rozmiarze. Apex jest przy tym ponad 10% lżejszy.
Same procenty trzeba oczywiście traktować ostrożnie. Wyższy zwrot energii w teście materiałowym nie oznacza automatycznie poprawienia maratońskiego rekordu o konkretną liczbę sekund. Na wynik wpływa technika biegu, masa zawodnika, tempo i cała biomechanika ruchu. Mimo wszystko skala zmian robi wrażenie.

40 mm wszędzie i zero dropu
Apex ma jeszcze jedną cechę, która mocno odróżnia go od większości współczesnych supershoes. Podeszwa ma 40 mm wysokości zarówno pod piętą, jak i pod przednią częścią stopy. Drop wynosi więc dokładnie 0 mm. Przy tak wysokiej konstrukcji brzmi to nietypowo. Większość modeli maratońskich zachowuje kilka milimetrów różnicy pomiędzy piętą a przodem.
Nike zastosowało szerszą podeszwę, kołyskową geometrię i specjalnie dostrojoną płytkę z włókna węglowego. Całość ma pozwalać wykorzystać ogromną ilość sprężystego materiału bez stworzenia buta, który przy każdym zakręcie będzie wymagał walki o równowagę.
Mam wrażenie, że właśnie Apex najlepiej pokazuje, gdzie znalazły się dziś supershoes. Kilkanaście lat temu rozmowa dotyczyła głównie masy. Teraz projektanci zarządzają piankami o różnych właściwościach, kieszeniami powietrznymi, geometrią płytki i sposobem, w jaki wszystkie te elementy współpracują podczas jednego kroku. But stał się małym układem mechanicznym.

Alphafly 4 dostaje mniej ekstremalną rolę
Jeszcze niedawno Alphafly był modelem znajdującym się właściwie na szczycie drogowej oferty Nike. Teraz ma pełnić rolę bardziej uniwersalnego supershoe na długie dystanse. Czwarta generacja jest o 5% lżejsza od poprzedniej i według danych Nike oferuje o 10% większy zwrot energii.
Tutaj również pojawia się ZoomX LT, ale współpracuje z klasycznym ZoomX, karbonowym Flyplate i dwiema jednostkami Air Zoom w przedniej części. Zmodyfikowano też cholewkę Atomknit i podeszwę zewnętrzną Fast Shot. Całość została opracowana z myślą o utrzymaniu wygody i stabilności wtedy, gdy po kilkudziesięciu kilometrach technika biegu zaczyna się pogarszać.
To ważne rozróżnienie. Absolutnie najszybszy but na papierze nie musi być najlepszym wyborem dla każdego maratończyka. Po trzech godzinach większą wartość może mieć przewidywalne prowadzenie i stabilność niż konstrukcja zaprojektowana wokół możliwości zawodników z elity.
Swooshfly jest chyba najbardziej interesującym ruchem
Trzeci model zajmuje zupełnie inną pozycję. Swooshfly powstał dla osób startujących po raz pierwszy albo chcących wejść do świata supershoes bez wydawania kwoty typowej dla topowych modeli wyczynowych.

W środku nadal mamy karbonową płytkę. Dochodzi do niej nowa superkrytyczna pianka SkyX, cholewka Vaporweave oraz podeszwa wykorzystująca gumę GOATEK w przedniej części. Nike podaje przy tym zaskakującą liczbę. W testach Swooshfly zapewniał do 16% większy zwrot energii niż Vaporfly 4 w męskim rozmiarze 10.
Jeszcze ciekawsza jest cena. Swooshfly ma kosztować 145 dolarów, czyli około 570 zł. Jak na but z karbonową płytką pozycjonowany do startów jest to bardzo agresywna kwota. Przyzwyczailiśmy się już, że najnowsze supershoes potrafią kosztować dobrze ponad 1 000 zł, a najbardziej eksperymentalne konstrukcje idą jeszcze wyżej.
Jeśli Swooshfly rzeczywiście trafi na rynek w podobnej cenie również poza USA, może być ważniejszy dla przeciętnego biegacza niż znacznie bardziej spektakularny Apex.
A gdzie podział się Vaporfly?
Brak Vaporfly w nowym systemie jest symboliczny. To właśnie ta rodzina była jednym z głównych bohaterów przełomu, który rozpoczął się około dekady temu. Karbonowa płytka połączona z bardzo lekką i sprężystą pianką zmieniła oczekiwania wobec butów startowych i rozpoczęła technologiczny wyścig między największymi producentami.
Nike nie wycofuje Vaporfly 4. Model pozostaje częścią szerszej oferty do biegania po asfalcie. Zmienia się za to hierarchia. Apex zajmuje ekstremalny szczyt, Alphafly 4 ma obsługiwać szeroką grupę maratończyków, a Swooshfly otwierać wejście do kategorii.
Paradoksalnie właśnie takie uporządkowanie może być potrzebne bardziej niż kolejna pianka o kilka procent lżejsza od poprzedniej.

Nike znowu chce być marką, którą goni reszta
W tle całej premiery widać jeszcze jedną rzecz. Konkurencja w supershoes zrobiła się znacznie mocniejsza. Adidas, ASICS, Puma, New Balance i kolejne marki rozwijają coraz lżejsze i bardziej radykalne konstrukcje. Nike, które w dużym stopniu rozpoczęło tę rewolucję, nie może już zakładać, że samo logo wystarczy do dominacji na linii startu.
Apex wygląda więc trochę jak pokaz możliwości. Cztery poduszki Air Zoom, nowa pianka, 40 mm wysokości przy zerowym dropie i bardzo niska masa mają przypomnieć, że Nike nadal potrafi przesuwać techniczne granice.
Alphafly 4 trafi szerzej do sprzedaży 29 października 2026 roku. Apex pojawi się w styczniu 2027 roku, natomiast Swooshfly zadebiutuje w Chinach w lutym i później wiosną trafi na pozostałe rynki.
Sama nazwa System of Speed brzmi oczywiście jak marketing wymyślony podczas długiego spotkania przy dużym ekranie. Pomysł stojący za nią jest jednak sensowny. Nie każdy biegacz potrzebuje najbardziej ekstremalnego buta, jaki da się skonstruować. Czasem chce po prostu wiedzieć, który z trzech modeli ma sens na jego start.
