Nike Air Zoom Hyperslide wyglądają jak futurystyczna odmiana obuwia, które zakłada się po treningu albo po prostu po długim dniu. Pod szerokim paskiem ukryto jednak moduły grzewcze i wibracyjne. Można więc usiąść, wsunąć stopy w klapki i uruchomić kilkunastominutową sesję bez wyciągania kolejnego urządzenia z szafy. Mam wrażenie, że właśnie ta wygoda może okazać się ich największą zaletą. Regeneracja działa przecież głównie wtedy, gdy naprawdę chce nam się ją wykonywać.
Klapki, ładowarka i aplikacja
Każdy Air Zoom Hyperslide ma umieszczony na pasku magnetyczny moduł Hyperslide Pod. To on odpowiada za ogrzewanie wierzchu stopy oraz wibracje. Użytkownik otrzymuje trzy poziomy temperatury i trzy poziomy intensywności masażu. Maksymalna temperatura sięga około 47°C, a pojedynczy program trwa 15 minut. Ustawienia można zmieniać przyciskami na samych modułach albo za pomocą aplikacji Hyperice łączącej się z nimi przez Bluetooth.
Producent zaleca korzystanie z klapek w skarpetkach. Modowy internet być może potrzebuje chwili, by się z tym pogodzić, ale przy urządzeniu rozgrzewającym się do takiej temperatury rozsądek ma większe znaczenie niż zasady wakacyjnej elegancji.

Akumulator ma wystarczać na około godzinę pracy, zależnie od wybranych ustawień. Przy sesjach trwających po 10-15 minut oznacza to kilka użyć przed ładowaniem. Energię uzupełnia się przez USB-C, więc obok telefonu, zegarka i słuchawek do ładowania dołączają teraz także klapki. Trudno o lepszy symbol współczesnej elektroniki użytkowej – nawet moment odpoczynku dostaje własną baterię.
Nike Air Zoom Hyperslide nie wyglądają jak sprzęt medyczny
Spód wykonano z wykorzystaniem pełnowymiarowej, niskoprofilowej amortyzacji Nike Air Zoom. Do tego dochodzi miękka, fakturowana wkładka oraz regulowany pasek. Klapki będą oferowane w czerni i jasnym wariancie Orewood, a rozmiarówka ma obejmować europejskie numery od 36 do 52,5.
Design ma tutaj większe znaczenie, niż może się początkowo wydawać. Domowe urządzenia do regeneracji często przegrywają z własnym rozmiarem. Najpierw cieszą, później zajmują pół szafki, a w końcu przypominają o pieniądzach wydanych pod wpływem sportowego zapału. Klapki można zostawić przy kanapie albo wrzucić do torby treningowej. Nie wymagają przygotowania stanowiska ani przyjmowania pozycji znanych z instrukcji sprzętu rehabilitacyjnego.
Air Zoom Hyperslide są też znacznie prostsze od wcześniejszego efektu współpracy Nike i Hyperice. Model Hyperboot kosztuje w USA 799 dolarów i wykorzystuje ogrzewanie wraz z pneumatyczną kompresją. Nowe klapki rezygnują z ucisku, pozostawiając ciepło oraz wibracje. Zyskują dzięki temu lżejszą formę i cenę, która nadal pozostaje wysoka, ale nie wywołuje już pytania, czy do zakupu potrzebna będzie rata.

Czy ogrzewanie i wibracje rzeczywiście pomagają?
Badania wskazują, że ciepło może łagodzić ból związany z opóźnioną bolesnością mięśniową, a terapia wibracyjna bywa pomocna w zmniejszaniu uczucia obolałości po wysiłku. Jednocześnie przeglądy naukowe podkreślają, że jakość części dostępnych dowodów jest niska, wyniki badań są zróżnicowane, a testowane metody nie odpowiadają dokładnie konstrukcji nowych klapek.
Nie ma więc podstaw, by traktować Air Zoom Hyperslide jako drogę na skróty do szybszych postępów albo zamiennik snu, odpoczynku i właściwie zaplanowanego treningu. Bardziej przekonuje mnie patrzenie na nie jak na urządzenie poprawiające komfort. Ciepło i delikatne wibracje mogą pomóc rozluźnić zmęczone stopy, zwłaszcza po bieganiu, wielogodzinnym chodzeniu, pracy stojącej lub podróży.

To zresztą ciekawa zmiana w sposobie sprzedawania regeneracji. Nike kieruje produkt zarówno do sportowców, jak i osób zmęczonych codziennym ruchem, pracą czy długimi przejazdami. Granica między wyposażeniem treningowym a sprzętem wellness staje się coraz mniej wyraźna. Wystarczy przejść kilkanaście tysięcy kroków po mieście, by wieczorem poczuć się jak zawodniczka po ciężkiej jednostce treningowej.
Cena studzi entuzjazm trochę skuteczniej niż masaż
Nike Air Zoom Hyperslide mają trafić do sprzedaży 29 września na wybranych rynkach. Amerykańska cena wyniesie 249 dolarów, czyli około 960 zł. Dystrybucję zapowiedziano przez strony Nike i Hyperice oraz wybrane sklepy. Na razie nie potwierdzono, czy Polska znajdzie się w pierwszej grupie rynków.

Prawie 1000 zł za klapki brzmi jak kwota wymagająca naprawdę dużej sympatii do regeneracyjnych gadżetów. Z drugiej strony rynek urządzeń sportowych dawno przestał kończyć się na zegarku i bidonie. Kupujemy maty masujące, pistolety, opaski monitorujące sen i urządzenia do kompresji nóg. Klapki są kolejnym krokiem w stronę technologii, którą nosimy także wtedy, gdy właśnie niczego nie trenujemy.
Czy będą skuteczne? Bez niezależnych testów trudno wydawać wyrok. Pomysł ma jednak sporo codziennego sensu. Po wysiłku rzadko marzę o rozstawianiu kolejnej maszyny. Klapki, które wystarczy założyć i włączyć, znacznie lepiej pasują do tego, jak naprawdę wygląda wieczór po treningu – najczęściej na kanapie, z wodą w jednej ręce i telefonem w drugiej.
