Norweski przepis na życie

Termometry wskazywały - 13 stopni Celsjusza, kiedy Lorelou Desjardins postanowiła zrobić sobie przerwę w pracy i pospacerować po zamarzniętym jeziorze niedaleko swojego domu w Oslo. Towarzyszył jej mąż, który niedawno zakończył czteromiesięczny urlop ojcowski oraz ich mały synek. Lorelou w ramach czasu pracy może przeznaczyć jedną godzinę tygodniowo na ćwiczenia lub spędzanie czasu na świeżym powietrzu. Jak przyznaje w rozmowie z CNN, nie chodzi tylko o spędzanie czasu na świeżym powietrzu - To coś więcej. Chodzi o wykorzystanie każdej wolnej chwili na łonie natury. 

Lorelou przeprowadziła się z Francji do Norwegii w 2010 roku. I jak twierdzi, od tego czasu jest znacznie mniej zestresowana. - Kiedy przyjechałam do Norwegii byłam typem pracoholika. W pracy spędzałam kilkanaście godzin dziennie. Pewnego wieczoru, szef zobaczył mnie za biurkiem i zapytał: „Co ty tu jeszcze robisz? Wyjdź na zewnątrz, jest ładna pogoda” - mówiła w swoim wystąpieniu na platformie TED Talk. Wtedy też po raz pierwszy zrozumiała, że praca nie może być głównym celem w życiu. Bo prawdziwe życie jest właśnie na zewnątrz. 

 

"Nie ma złej pogody, jest tylko złe ubranie”

Wyrażenie friluftsliv zostało wymyślone przez norweskiego dramaturga Henrika Ibsena w latach pięćdziesiątych XIX wieku. Ibsen użył tego terminu, aby opisać wartość, jaką dla dobrego samopoczucia ma obcowanie z przyrodą. Z czasem idea relaksu na łonie natury stała się ważną częścią norweskiej kultury. - Dziś już nawet dziewięciu na dziesięciu Norwegów deklaruje zainteresowanie friluftsliv - mówi Bente Lier, sekretarz generalna „Norsk Friluftsliv", organizacji zrzeszającej 18 norweskich grup outdoorowych.

Friluftsliv nie musi oznaczać sportów ekstremalnych. Możliwości spędzania czasu na świeżym powietrzu są nieograniczone. Badania dowodzą, że spokojne siedzenie w lesie może być równie dobre dla naszego zdrowia, jak wbieganie na szczyt góry. - Fizyczne korzyści płynące z friluftsliv są nieocenione. Najczęściej bowiem przyjmuje on jakąś formę aktywności fizycznej. Ale równie ważne są korzyści psychiczne, czyli lepszy nastrój i mniejszy stres - mówi Lier.

Friluftsliv stała się integralną częścią norweskiej tożsamości narodowej, a miłość do natury znajduje odzwierciedlenie we wszystkich aspektach życia jej mieszkańców. I to dosłownie. W Norwegii coraz większą popularnością cieszą się przedszkola na świeżym powietrzu, rowerowe randki, „biblioteki” ze sprzętem do wędrowania, czy studia na kierunku „Friluftsliv”. - Podczas pierwszych miesięcy życia w Norwegii, byłam w szoku jak wiele osób - deszcz, czy nie deszcz - rusza przed siebie. W kraju, w którym jest tak mała gęstość zaludnienia, wiele odludnych miejsc i kapryśna pogoda trzeba nauczyć się żyć w zgodzie z przyrodą. Dlatego frilufstliv ma się tutaj tak dobrze - opowiada Sylwia Smółkowska, autorka bloga „Kierunek Norwegia”, która norweskie szklaki przemierza od niemal 5 lat.