Nowa Honda CB1000F ma w sobie coś z epoki, w której motocykle wyglądały bardziej mechanicznie, a mniej jak wynik pracy zespołu od aerodynamiki i gniewnych reflektorów. Duża okrągła lampa, kanciasty zbiornik, wyraźna linia siedzenia i charakterystyczny wydech 4-w-1 od razu prowadzą skojarzenia w stronę przełomu lat 70. i 80. Inspiracją była Honda CB750F związana z wyścigową legendą Freddiego Spencera.
Retro, które nie zatrzymało się na zdjęciu z albumu
W takich motocyklach najłatwiej przesadzić z pozowaniem. Zbyt wierna kopia dawnego modelu potrafi wyglądać jak rekwizyt, a zbyt nowoczesna interpretacja szybko gubi cały urok pierwowzoru. CB1000F idzie środkiem. Ma sylwetkę z dawnych lat, ale nie wygląda jak sprzęt, który boi się współczesnej drogi, autostrady i kierowców zapatrzonych w telefony.
Najbardziej przekonuje mnie właśnie ta równowaga. Honda nie ograniczyła się do ładnej skorupy na przeciętnym motocyklu. Pod klasycznym ubraniem pracuje litrowy, czterocylindrowy silnik wywodzący się z Fireblade’a, odpowiednio dostrojony do bardziej drogowego charakteru. Mówimy o 122 KM przy 9000 obr./min i 103 Nm momentu obrotowego przy 8000 obr./min. To już poziom, przy którym wspomnienia z plakatów mogą bardzo szybko zamienić się w dość trzeźwą refleksję na temat własnych umiejętności.

CB1000F waży 214 kg z płynami, ma wysokość siedzenia 795 mm i zbiornik paliwa o pojemności 16 litrów. Nie jest lekką zabawką do nauki, ale też nie wygląda na motocykl, który od pierwszego kontaktu będzie próbował onieśmielić kierowcę samą masą. Raczej na maszynę dla kogoś, kto już wie, po co wsiada na litrowego nakeda, ale niekoniecznie chce jeździć czymś, co wygląda jak projekt dla bohatera gry science fiction.
Klasyczny wygląd, bardzo dzisiejsze zabezpieczenia
Za retro-estetyką stoi pełny pakiet współczesnych rozwiązań. Z przodu pracuje 41-milimetrowy widelec Showa SFF-BP USD, z tyłu amortyzator Showa. Hamulce też nie są dekoracją do katalogu – z przodu mamy radialne, czterotłoczkowe zaciski Nissin i tarcze 310 mm, z tyłu tarczę 240 mm z jednotłoczkowym zaciskiem. Do tego dochodzi ABS działający w zakrętach, kontrola unoszenia przedniego koła, tryby jazdy Standard, Sport i Rain oraz dwa tryby konfigurowalne.
Współczesny motocykl retro ma wyglądać analogowo, ale działać przewidywalnie. Ma dawać emocje, ale nie karać za każdy gorszy dzień. Ma mieć charakter, ale bez tej dawnej romantycznej loterii, w której hamulce, opony i elektronika wymagały od kierowcy sporo wiary. Honda najwyraźniej rozumie, że sentyment jest świetnym dodatkiem, ale w ruchu ulicznym wolę jednak dobrą trakcję i skuteczne hamowanie niż czystą poezję o dawnych czasach.

W środku tej mieszanki pojawia się pięciocalowy ekran TFT z łącznością ze smartfonem. Można kręcić nosem, że w motocyklu o tak klasycznej sylwetce cyfrowy wyświetlacz trochę psuje nastrój. Tyle że ja coraz mniej wierzę w motocykle udające pełną analogowość, gdy cała reszta świata dawno poszła dalej. Lepszy czytelny ekran z nawigacją i ustawieniami pod ręką niż udawanie, że każdy właściciel takiego sprzętu będzie jeździł wyłącznie z papierową mapą w kieszeni kurtki.
Cena nie jest niska, ale charakter kosztuje coraz więcej
W Wielkiej Brytanii cena wynosi 10 599 funtów, czyli około 50 tysięcy zł. Polska cena może wyglądać inaczej, ale już sam ten pułap pokazuje, że mówimy o motocyklu z wyraźnie wyższej półki niż codzienne, rozsądne maszyny do dojazdów.

Rynek od lat lubi przekonywać, że klasyka jest ponadczasowa, ale gdy przychodzi do cennika, ponadczasowość nagle staje się całkiem konkretną pozycją w budżecie. CB1000F nie będzie motocyklem dla każdego, bo litrowy naked z mocnym silnikiem i takim wyposażeniem nigdy nim nie był. Może jednak trafić do tych, którzy nie chcą kolejnego bezimiennego sprzętu o ostrych kształtach, tylko motocykla z historią widoczną w sylwetce.
CB1000F to nie jest grzeczne odwołanie do przeszłości dla ludzi, którzy chcą tylko ładnie zaparkować pod kawiarnią. Pod klasyczną linią jest tu litrowy silnik, konkretne zawieszenie, mocne hamulce i elektronika, która pozwala używać tego potencjału z większym spokojem.
Honda zrobiła motocykl, który wygląda znajomo, ale nie prosi o taryfę ulgową.
