W przeciwieństwie do poprzednich rekonstrukcji, które mogły opierać się na nieprzejrzystych, arbitralnych, a nawet rasistowskich przesłankach dotyczących naszych prehistorycznych przodków, autorzy nowej rekonstrukcji przedstawiają cały proces w sposób przejrzysty – zapewniają badacze. 

Naukowcy z Wydziału Anatomii i Patologii Uniwersytetu Adelaide w Australii postanowili odtworzyć wygląd słynnej Lucy. Takie imię nadano najstarszym i najbardziej kompletnym szczątkom, należącym do naszej przodkini z gatunku Australopithecus afarensis (australopitek). Jej szkielet znaleziony w 1974 datuje się na 3,2 mln lat. 

Druga rekonstrukcja dotyczy czaszki tzw. dziecka z Taung – również australopiteka, ale żyjącego o wiele później niż Lucy, bo 2,8 mln lat temu. Czaszkę dziecka, którego wiek szacuje się na 3 lata, znaleziono w 1924 roku w dzisiejszej Republice Południowej Afryki. 

Szkielet Lucy. Jak widać większość kości czaszki się nie zachowała / Wikimedia/Domena publiczna

W związku z okresem życia i miejscem odkrycia szczątków, pracujący przy rekonstrukcji naukowcy użyli różnych pigmentowanych odlewów silikonowych. Skórze Lucy nadano odcień  podobny do karnacji małp bonobo (Pan paniscus) uważa się bowiem, że małpy bonobo i ludzie mieli wspólnego praprzodka. Z kolei dziecku z Taung przypisano cechy bardziej zbliżone do współczesnych ludzi pochodzących z RPA.

Rekonstrukcja wolna od uprzedzeń i sugestii

Rekonstruując twarze Lucy i dziecka z Taung naukowcy starali się „odejść od sugestii” i zachować naukową dokładność i przejrzystość w swoich metodach – podkreślili autorzy, choć wskazali na mnogość prezentowanych na całym świecie rekonstrukcji praludzi. 

W przypadku rekonstrukcji twarzy dziecka z Taung wykorzystano tradycyjne techniki, aby wykonać kopię czaszki z odlewu oryginalnego okazu. Czaszka była dobrze zachowana, ale rekonstrukcja tkanek miękkich wymagała od naukowców przyjęcia pewnych założeń, bowiem nauka nie dysponuje żadnymi przykładami tego typu tkanek, należących do wczesnych ludzi.

Artyści musieli zdecydować, czy w odtwarzaniu mięśni, skóry i wymiarów tkanek oprzeć się o dane pochodzące od małp człekokształtnych, od ludzi, czy też zdecydować się na mieszankę cech. Ostatecznie podczas rekonstrukcji dziecka z Taung zdecydowano o stworzeniu dwóch wersji, z czego jedna jest wyglądem bardziej zbliżona do małpy, a druga do człowieka. Chcieli w ten sposób pokazać różnicę między tymi dwiema interpretacjami. 

Dwie wersje rekonstrukcji wyglądu dziecka z Taung / Image credit: R. Campbell, G. Vinas, M. Henneberg, R. Diogo

Rekonstrukcja twarzy Lucy była wyzwaniem – przyznają naukowcy. A to dlatego, że choć jej szkielet jest jednym z najbardziej kompletnych, to praktycznie nie zachowały się kości czaszki. Jedyna dość kompletna część to dolna szczęka Lucy, która pomogła artystom odtworzyć kształt głowy. W przypadku Lucy zespół wykorzystał dane dotyczące grubości skóry współczesnych ludzi i włączył je do równań zaprojektowanych w celu określenia wczesnej grubości skóry człowieka.

Chociaż wynik prac może być postrzegany jako lepszy niż wcześniejsze rekonstrukcje Lucy, jej autorzy uważają, że „wcale tak nie jest” - napisali w badaniu. Ich wątpliwości budzi zastosowane równanie, które czasami dawało wynik ujemny, a przecież zwierzę nie może mieć ujemnej grubości tkanki.

Rekonstrukcja wyglądu Lucy / Image credit: R. Campbell, G. Vinas, M. Henneberg, R. Diogo

Zespół rozpoczął też prace nad rekonstrukcją twarzy neandertalczyka znanego jako Amud 1. To było najłatwiejsze zadania – przyznali naukowcy, ponieważ neandertalczycy mieli więcej podobieństw do współczesnych ludzi. Choć nadal zespół musiał oszacować na podstawie zbiorów danych inne cechy, takie jak profil nosa czy szerokość ust.

Prace nad rekonstrukcją wyglądu neandertalczyka były łatwiejsze ze względu na więcej podobieństw do współczesnych ludzi / Image credit: R. Campbell, G. Vinas, M. Henneberg, R. Diogo

Muzealne eksponaty i podręczniki do wyrzucenia? 

Australijscy naukowcy w swoim artykule zwracają uwagę, że inne dotychczas powstałe rekonstrukcje Lucy, dziecka z Taung i innych wczesnych ludzi zostały wykonane przez artystów, którzy przyjęli pewne założenia, często nie kierując się przy tym danymi naukowymi, a uprzedzeniami i subiektywnymi przekonaniami. „Te rekonstrukcje często znajdują się w muzeach historii naturalnej i mają na celu edukację społeczeństwa o ewolucji człowieka” – zauważają na łamach Frontiers in Ecology and Evolution. 

Jedna z wcześniejszych rekonstrukcji wyglądu Lucy / (fot. Getty Images)

Kiedy naukowcy przyjrzeli się przedstawieniom praludzi na całym świecie, odkryli, że „każda wersja Lucy” znajdująca się w muzeum wygląda zupełnie inaczej niż pozostałe. „Różnice były tak poważne, że uznałem, że wszyscy poprzedni praktycy [podejmujący się rekonstrukcji] nigdy nie spotkali się z żadną rekonstrukcją hominidów przed rozpoczęciem własnej” - twierdzi główny badacz Ryan Campbell. 

Analiza 860 rekonstrukcji hominidów (grupy obejmującej ludzi, małpy i ich wymarłych bliskich krewnych) z 55 ekspozycji muzealnych wykazała niezwykłe niespójności. Nawet w przypadku przestawienia tych samych osobników. 

Autorzy rekonstrukcji apelują, aby naukowcy i muzea przyznali, że rekonstrukcja wciąż jest bardziej sztuką niż nauką. Na przykład kultowy dwuwymiarowy obraz ewolucji człowieka, „Marsz postępu” Rudolpha Zallingera, wydrukowany w serii książek naukowych i obecny do dziś w popkulturze i edukacji, utrwala błędny pogląd, że ludzie ewoluowali w sposób liniowy od małpy do człowieka o wyglądzie białego Europejczyka.