Francuskie Moustache doszło chyba do wniosku, że w pewnym momencie ta pogoń zaczyna przeszkadzać w podstawowym zadaniu roweru. Nowy Lundi 27 na sezon 2027 przeszedł sporą zmianę konstrukcyjną. Silnik powędrował z okolic korby do tylnego koła, akumulator stał się mniejszy, rama smuklejsza, a masa całego roweru spadła o ponad 3 kg względem poprzedniej generacji.
Moustache ruszyło element, którego wcześniej trzymało się przez lata
Lundi to ważny model dla francuskiej marki. Pierwsza wersja pojawiła się w 2012 roku, a rodzina pozostawała wierna silnikom Boscha montowanym centralnie, czyli w rozwiązaniu bardzo popularnym w droższych e-bike’ach. W Lundi 27 na sezon 2027 producent zmienił tę architekturę i zastosował nowy Bosch Hub Line BDU30 umieszczony w tylnej piaście.

Silnik oferuje 45 Nm momentu obrotowego i wspomaganie dostosowane przede wszystkim do krótkich przejazdów, częstego zatrzymywania się oraz ruszania. Moustache właśnie tak definiuje naturalne środowisko tego modelu – codzienną jazdę po mieście. Bosch Hub Line przekazuje moment bezpośrednio na tylne koło, więc charakter pracy różni się od jednostki centralnej wykorzystującej przełożenia klasycznego napędu.
Na stromych trasach centralny silnik nadal ma ważne zalety. W mieście sytuacja wygląda inaczej. Start spod świateł, kilkaset metrów jazdy, kolejne skrzyżowanie, ścieżka rowerowa, chwila prowadzenia roweru po chodniku. Tutaj kilka kilogramów mniej można odczuć częściej niż dodatkowe dziesiątki niutonometrów.
Mniejsza bateria może być całkiem rozsądnym kompromisem
W nowym Lundi 27 znalazł się akumulator Bosch PowerTube o pojemności 360 Wh. Waży około 2,1 kg, można go wyjąć z ramy, a producent podaje zasięg dochodzący do około 70 km. Pełne ładowanie ładowarką 4 A zajmuje około czterech godzin.

Na tle e-bike’ów z bateriami 500, 625 czy 750 Wh liczba 360 Wh wygląda dziś wręcz skromnie. Tyle że miejski rower bardzo często pokonuje kilka albo kilkanaście kilometrów między ładowaniami. Wożenie każdego dnia ogromnego zapasu energii przypomina wtedy zabieranie dużej walizki na jednodniowy wyjazd, bo przecież kiedyś może się przydać.
Mniejszy akumulator pozwolił jednocześnie wyszczuplić konstrukcję. Silnik w piaście uwolnił okolice suportu, dzięki czemu Lundi 27 wygląda delikatniej niż wiele typowych e-bike’ów. Elektryczne wspomaganie nadal jest obecne, ale rower wizualnie przestaje być zdominowany przez napęd.
Belt dla spokojnego miasta, Chain dla tych, którzy mają pod górkę
Moustache przygotowało dwie podstawowe konfiguracje. Lundi 27 Belt wykorzystuje pasek Gates i został pomyślany przede wszystkim z myślą o stosunkowo płaskich miastach. Pasek wymaga niewiele obsługi, pracuje cicho i nie brudzi nogawki olejem z łańcucha. Marka przewiduje również Lundi 27 Chain z 9-biegowym napędem Shimano CUES, który daje większą swobodę tam, gdzie trasa regularnie prowadzi pod górę.

Według danych porównawczych producenta masa nowych wariantów wynosi około 23,8 kg dla Belt i 24,2 kg dla Chain. To wciąż nie są wartości kojarzące się z ultralekkim rowerem miejskim, ale poprzednia generacja była cięższa o ponad 3 kg. Przy wprowadzaniu roweru do windy, ustawianiu go w stojaku czy pokonywaniu kilku schodów taka różnica przestaje być wyłącznie liczbą w specyfikacji.
Do tego Lundi 27 ma hydrauliczne hamulce Shimano MT200, amortyzowaną sztycę o skoku 40 mm, błotniki, oświetlenie, podpórkę oraz tylny bagażnik kompatybilny z systemem MIK HD. Dopuszczalna masa całkowita wynosi 150 kg. Producent oferuje dwa zakresy rozmiarów ramy – XS/S dla osób o wzroście około 155-165 cm oraz M/L dla 162-190 cm.
Miejski rower powinien przede wszystkim dobrze znosić miasto
Zmiana napędu ma też swoje minusy. Silnik w tylnej piaście oznacza cięższe tylne koło i może utrudnić niektóre czynności serwisowe. Przy wymagających podjazdach napęd centralny korzystający z przełożeń roweru nadal będzie bardziej wszechstronny. Lundi 27 został jednak wyraźnie zaprojektowany pod inne warunki.

Coraz bardziej podoba mi się takie podejście do miejskiej elektromobilności. Przez długi czas producenci zachowywali się trochę tak, jakby każdy właściciel e-bike’a miał w piątek po pracy spontanicznie wyruszyć w stukilometrową wyprawę. Tymczasem mnóstwo rowerów jeździ między mieszkaniem, biurem, sklepem i kawiarnią.
Moustache zdecydowało się więc oddać część zasięgu oraz możliwości mocnego napędu centralnego w zamian za lżejszą konstrukcję i łatwiejsze prowadzenie. I właśnie takie kompromisy mogą okazać się ważne w kolejnej generacji miejskich e-bike’ów.
Cena spadła razem z masą, choć nadal mówimy o drogim rowerze
Lundi 27 Belt i Chain kosztują po 2399 euro, czyli około 10 490 zł. To o 300 euro mniej niż podstawowy model poprzedniej generacji. W świecie rowerów, gdzie nowa wersja często oznacza także wyższą cenę, taki ruch zwraca uwagę.


Jest jeszcze Lundi 27 Limited Edition w kolorze Chromatic Blue. Powstanie 270 numerowanych egzemplarzy wyposażonych między innymi w 10-biegowy napęd, moduł Bosch ConnectModule z funkcjami lokalizacji, uchwyt na smartfon i przedni bagażnik. Cena wynosi 2899 euro, czyli około 12 680 zł.
Tanio więc nie jest. Za około 10,5 tysiąca zł można znaleźć wiele mocnych rowerów elektrycznych z większymi bateriami. Lundi 27 pokazuje jednak ciekawą zmianę priorytetów. Mniej zaczyna oznaczać lżejszy rower, łatwiejsze manewrowanie i sprzęt lepiej dopasowany do kilkukilometrowej codzienności.
