To bezprzewodowy odkurzacz pionowy z głowicą AquaTwister, która służy do czyszczenia podłóg na mokro. Nie chodzi jednak o symboliczną szmatkę doczepioną do szczotki, jaką widzieliśmy już w wielu sprzętach 2 w 1. Tu pracują dwa obracające się pady, stale nawilżane wodą ze zbiornika w samej głowicy. Miele dość wyraźnie kieruje ten model do osób, które mają w domu sporo paneli, płytek, winylu albo kamienia i nie chcą codziennie robić dwóch kursów sprzątania.
Coś więcej niż odkurzacz z mokrą ściereczką
Mam wrażenie, że rynek odkurzaczy pionowych przez chwilę kręcił się wokół bardzo podobnych pomysłów: więcej mocy, więcej diod LED, lepsze wykrywanie kurzu, jeszcze jedna końcówka do kanapy. To wszystko jest przydatne, ale nie zmienia domowej rutyny tak mocno jak sprzęt, który realnie skraca cały proces sprzątania. AquaTwister wydaje się właśnie takim rozwiązaniem.
Po podłączeniu głowicy Triflex HX3 Aqua automatycznie przełącza się z trybu odkurzania na tryb kontroli wody. Użytkownik może wybrać jeden z trzech poziomów dozowania, zależnie od rodzaju podłogi i skali zabrudzeń. Dwie obrotowe nakładki mają radzić sobie także z zaschniętym brudem, a po skończonej pracy można je zdjąć i wyprać w pralce w 60°C. Zbiornik mieści 300 ml wody. Do codziennego utrzymania podłóg w ryzach brzmi dużo sensowniej niż klasyczny mop.
W samej głowicy pojawiło się też oświetlenie 360°, które ma uwidaczniać zabrudzenia. I tu akurat trudno mi się z tego śmiać, choć diody w sprzętach sprzątających często balansują na granicy gadżeciarstwa. Każdy, kto choć raz odkurzał podłogę przy dobrym świetle bocznym, wie, że kurz ma zaskakującą zdolność do ukrywania się.
Miele nie zrobiło tylko modelu z mopem
Nowy Triflex HX3 Aqua jest częścią większej serii HX3, która właśnie pojawiła się także w Polsce. W ofercie znalazły się cztery modele: podstawowy Triflex HX3, wersja Cat & Dog, Triflex HX3 Plus z dłuższym czasem pracy oraz warianty Aqua przeznaczone do sprzątania na mokro.

Standardowa wersja Aqua pracuje do 70 minut na jednym ładowaniu, oczywiście w najoszczędniejszym trybie. Ma pojemnik na kurz o pojemności 0,5 litra, waży 3,6 kg i korzysta z silnika Digital Efficiency Motor oraz technologii Vortex. Miele deklaruje zbieranie 99,99% kurzu oraz filtr HEPA zatrzymujący 99,999% cząstek w powietrzu wylotowym. W praktyce takie liczby trzeba zawsze czytać z pewną ostrożnością, bo dużo zależy od warunków pomiaru, ale dobrze pokazują, gdzie producent ustawia ten sprzęt. To nie ma być tania pionówka do szybkiego zebrania płatków spod stołu, tylko pełnoprawny odkurzacz domowy w formie bezprzewodowej.
Do tego dochodzi FloorDetect, czyli automatyczne rozpoznawanie rodzaju podłoża i dopasowywanie mocy oraz pracy szczotki. Jest też tryb Boost, który przez 10 sekund zwiększa moc o 42%, co przydaje się przy mocniej zabrudzonych fragmentach podłogi.
Najbardziej przekonuje mnie tu zwykła wygoda
W sprzętach do domu często fascynujemy się technologią, a potem i tak wygrywa to, co po prostu zmniejsza liczbę kroków między bałaganem a porządkiem. Widać też, że Miele próbuje odpowiedzieć na zmianę mieszkań. Coraz częściej mamy otwarte strefy dzienne, kuchnię połączoną z salonem, dużo gładkich powierzchni, mniej wykładzin i coraz większą niechęć do wystawiania kilku urządzeń do jednego sprzątania. W takim domu odkurzacz, który potrafi po przełączeniu głowicy zająć się także mokrym czyszczeniem, może być znacznie częściej używany niż klasyczny mop schowany za pralką.
Oczywiście cena nie jest niska. 3499 zł za wersję Aqua i 3999 zł za Plus Aqua od razu ustawiają te modele w segmencie premium. Trudno udawać, że to sprzęt kupowany impulsywnie przy okazji sobotnich zakupów. Z drugiej strony Miele nigdy nie budowało swojej pozycji na byciu najtańszym wyborem, a tu faktycznie widać próbę stworzenia urządzenia, które nie powiela jeden do jednego tego, co już mamy na półkach sklepów.
Czy to może zastąpić mop w domu? W codziennym sprzątaniu twardych podłóg – bardzo możliwe. Przy rozlanych płynach, świeżych plamach, kurzu i zwykłym miejskim brudzie wnoszonym na butach taki system ma sporo sensu. Przy większym sprzątaniu po remoncie, mocno zabrudzonej terakocie w wiatrołapie albo zaschniętych plamach, klasyczne mycie może nadal okazać się skuteczniejsze. To zresztą nie jest wada, tylko uczciwe ustawienie oczekiwań.
