Ich nowy MK1 Anchor Watch ma 36 mm średnicy, kremową tarczę, niewielką kotwicę na sekundniku i tekstylny pasek w granatowo-czerwone pasy. Brzmi jak zestaw elementów wyciągniętych z szafy człowieka, który spędza weekendy na żaglówce gdzieś pod Newport. I chyba właśnie dlatego wygląda tak dobrze.
Wojskowy Timex pojechał nad morze
Podstawą nowego zegarka został MK1, czyli jeden z najbardziej charakterystycznych polowych modeli Timexa. Jego korzenie prowadzą do zegarków przygotowywanych przez markę dla amerykańskiej armii w latach 80. Później podobna stylistyka trafiła do cywilnej oferty i z czasem stała się dla Timexa czymś w rodzaju bezpiecznego klasyka – niedrogiego, lekkiego i pozbawionego zbędnej dekoracyjności.

Noah wyraźnie postanowił ten wojskowy rodowód trochę rozluźnić. Jasna, kremowa tarcza dostała nakładane cyfry, smukłe wskazówki typu alpha z masą luminescencyjną oraz małą tarczę sekundnika przy godzinie 6. W jej centrum znalazła się czerwona kotwica. Do tego dochodzi stalowa koperta i tekstylny pasek w kolorach granatu oraz czerwieni. W zestawie znajdzie się również drugi, jednolity granatowy pasek.
Mam wrażenie, że właśnie skala zmian jest tutaj największą zaletą. Projekt nie został przebudowany tak mocno, żeby po kilku miesiącach wyglądał jak pamiątka po krótkotrwałym trendzie. Kotwica wystarcza, żeby zegarek miał własny charakter, ale nadal spokojnie można założyć go do T-shirtu, koszuli czy swetra.
36 mm znowu wygląda zupełnie normalnie
Jeszcze kilka lat temu koperta 36 mm w męskim zegarku potrafiła wywołać dyskusję o tym, czy przypadkiem nie jest zbyt mała. Dziś rynek wyraźnie wraca do bardziej kompaktowych rozmiarów i dobrze pokazuje to właśnie MK1 Anchor Watch.
W zegarku inspirowanym starszymi modelami taki rozmiar wygląda naturalnie. Nie trzeba sztucznie powiększać tarczy tylko po to, żeby produkt sprawiał wrażenie bardziej współczesnego. Podobną drogę obiera dziś coraz więcej marek, szczególnie przy modelach odwołujących się do połowy XX wieku.

Timex dodatkowo pozostaje przy akrylowym szkle. Jest bardziej podatne na drobne rysy niż szkło mineralne czy szafirowe, ale ma charakterystycznie ciepły wygląd i pasuje do stylistyki starszych zegarków. Co ważne, niewielkie rysy na akrylu można stosunkowo łatwo wypolerować.
W środku pracuje mechanizm kwarcowy, więc romantyzmu mechanicznego nakręcania tutaj nie znajdziemy. Trudno jednak uznać to za wadę w zegarku pomyślanym jako lekki model na co dzień. Wodoszczelność wynosi 30 metrów, dlatego żeglarską symbolikę lepiej traktować stylistycznie – kąpiel w morzu nie jest naturalnym środowiskiem tego Timexa.
Noah znalazł sobie bardzo ciekawą niszę
Relacja Timexa z Noah trwa już od kilku lat. Pierwsze wspólne projekty pojawiły się w 2019 i 2020 roku, później przyszły znacznie głośniejsze modele. Szczególnie dużo uwagi zdobył prostokątny zegarek przywołujący skojarzenia z Cartier Tank, a później seria owalnych modeli stylistycznie zbliżonych do klasycznych zegarków pokroju Patek Philippe Ellipse.

Marka Noah ma przy tym dość charakterystyczne podejście do zegarków. Zamiast tworzyć kolejne wariacje przeznaczone przede wszystkim dla kolekcjonerów, sięga po bardzo rozpoznawalne elementy dawnego wzornictwa i przekłada je na produkty znacznie bardziej dostępne cenowo.
W MK1 Anchor Watch podoba mi się ten kierunek bardziej niż zabawa w projektowanie budżetowych odpowiedników drogich zegarkowych ikon. Tutaj punkt wyjścia jest już modelem Timexa, a Noah nadaje mu własną estetykę. Efekt wygląda przez to swobodniej i mniej zależy od skojarzenia z produktem kosztującym kilkadziesiąt razy więcej.
Cena nie jest już typowo timexowa
Timex x Noah MK1 Anchor Watch trafi do sprzedaży 27 sierpnia o godzinie 11:00 czasu wschodniego w sklepach internetowych obu marek. Cena wynosi 248 dolarów, czyli około 915 zł. Liczba dostępnych egzemplarzy nie została ujawniona. Poprzednie wspólne projekty obu firm sprzedawały się szybko, więc podobny scenariusz również tutaj byłby mało zaskakujący.
Niemal 1 000 zł za niewielkiego Timexa z mechanizmem kwarcowym i akrylowym szkłem trudno nazwać okazją. Płaci się tutaj przede wszystkim za projekt, limitowany charakter współpracy i markę Noah.

Z drugiej strony rynek zegarków dawno przestał być prostym równaniem, w którym cena wynika wyłącznie z mechanizmu i materiałów. MK1 Anchor Watch funkcjonuje również jako modowy dodatek. Pod tym względem ma sporo argumentów – dobry rozmiar, sympatyczne detale i stylistykę, która powinna starzeć się znacznie lepiej niż niejeden bardziej wymyślny zegarkowy eksperyment.
Kotwica jest mała, ale wystarczyła, by poczciwy wojskowy Timex wyglądał jak zegarek znaleziony przypadkiem w szufladzie nadmorskiego domu gdzieś w latach 60. I chyba właśnie taki rodzaj nostalgii sprzedaje się obecnie najlepiej.
