Focus: Diametralnie zmienił pan sposób, w jaki powstają roboty. Zamiast inżynieryjnych planów wykorzystuje pan efekty darwinowskiej ewolucji. Dlaczego?

prof. Josh Bongard: Ponieważ my, ludzie, nie potrafimy sobie wyobrazić, jak po-winien wyglądać robot przeznaczony do konkretnych celów. Podam panu przykład z historii lotnictwa. Kiedy w XIX wieku konstruktorzy postanowili zbudować samolot, przypatrywali się ptakom. Projektowali maszyny, które ma-chały skrzydłami. Nic z tego nie wychodziło. Dopiero gdy bracia Wright zrobili krok w tył i powiedzieli „chcemy maszyny, która ma nie-ruchome skrzydła”, przyszedł sukces. Nie należy ślepo kopiować produktów ewolucji. Trzeba naśladować samą ewolucję.

Focus: Kiedy więc zaczyna pan pracę nad nową maszyną, nie ma pan żadnej wizji?

J.B.: Staram się nie robić jakichkolwiek założeń co do wyglądu przyszłego robota. Nie chcę, by miała na mnie wpływ budowa jakiegokolwiek konkretnego zwierzęcia. Pozwalam, by sama ewolucja o tym zadecydowała.

Focus: I jakie efekty przyniosło takie darwinowskie podejście?

J.B.: Choćby robota, którego opisaliśmy w 2006 roku w magazynie „Science”. Aż do tej publikacji maszyny, które się psuły, nie po-trafiły same się naprawić. Tymczasem umieją to robić zwierzęta, bo ewolucja zaopatrzyła je w elastyczność. A to coś innego niż odporność. Odporność oznacza: „będę robić to, co robię, niezależnie od tego, co się ze mną stanie”. Ela-styczność zaś mówi: „jeśli zostanę uszkodzony, muszę się zatrzymać i wymyślić nowy sposób na wykonanie zadania”. Skonstruowaliśmy więc robota, który kształtem przypomina rozgwiazdę z czterema kończynami i potrafi się poruszać. Oderwaliśmy mu jedną z nóg, a on nauczył się, jak chodzić na trzech. Przywrócił sobie funkcjonalność, choć został uszkodzony. Moim kolegom robotykom, którzy nie stosują podejścia ewolucyjnego, nigdy nie udało się skonstruować takiej elastycznej maszyny.

Focus: Czy kształt jakiegokolwiek robota, który powstał w wyniku takiej darwinowskiej ewolucji, zaskoczył pana?

J.B.: Owszem. Pracowaliśmy nad projektem robota, który miał specjalizować się w brachiacji. Oznacza to przemieszczenie się z jednego drzewa na drugie za pomocą ruchu wahadłowego. Brachiację stosują niektóre małpy.

Focus: Wyobrażam sobie, że robot, który by to potrafił, powinien wyglądać jak gibon.

J.B.: Nic podobnego. Robot, który wyewoluował w naszym laboratorium, nie przypomina żadnego ssaka naczelnego. Wygląda jak... Proszę sobie wyobrazić koło od roweru, z które-go usunięto obręcz. Pozostały jedynie szprychy sterczące promieniście ze środka. Każda z nich zakończona jest prostym haczykiem, który po-trafi huśtać się do przodu i do tyłu. Jeśli takiego robota postawi się na gałęzi, zaczepi się jednym hakiem, a potem ruchem wahadłowym prze-mieści się dalej. Wtedy kolejna szprycha zbliży się do konaru, zaczepi, rozhuśta itd. To jest coś, co nie istnieje w przyrodzie, ale doskonale spełnia zadany cel.

Focus: „Nie ma znaczenia, czy wierzysz w darwinizm, czy nie. W robotyce on się sprawdza” – to pana słowa?

J.B.: Tak, to ja powiedziałem. Ale mówiłem o darwinizmie neuronalnym.

Focus: Co to takiego?

J.B.: To teoria na temat funkcjonowania mózgu. Zgodnie z nią darwinowski dobór naturalny dotyczy także wzorów aktywności neuronalnej. Np. kiedy zastanawiam się, co będę robić po śniadaniu albo co czuję czy też widzę przed sobą, w moim mózgu powstaje określony wzorzec elektryczny – sekwencja aktywności komórek nerwowych. Może on zostać skopiowany do innej części mózgu. Nowy, lepszy pomysł zastępuje wtedy stary i gorszy. W trakcie tej operacji może zajść drobna, przypadkowa zmiana. Kopia staje się jeszcze lepszą interpretacją tego, co czuję lub widzę. Te wzorce mnożą się i mutują, wskutek czego stają się bardziej użyteczne dla zwierzęcia lub człowieka. Na tym właśnie polega idea darwinizmu neuronalnego. Jak zapewne pan się domyśla, ta teoria jest bardzo kontrowersyjna. Ale sprawdza się w robotyce.

Focus: Czy projektując roboty, opiera się pan na klasycznej idei ewolucji darwinowskiej, czy na darwinizmie neuronalnym?

J.B.: Każdy z robotów ma swój kod genetyczny, w którym zapisane są cechy maszyny. One potem konkurują ze sobą jak w klasycznej ewolucji. I dopiero do tego dokładamy darwinizm neuronalny. Gdyby pan rozmontował dowolny z naszych robotów i zajrzał mu do środka, znalazłby pan w jego mózgu liczne symulacje. Na populację robotów działa więc ewolucja darwinowska, a wewnątrz każdego z nich funkcjonuje darwinizm neuronalny.