Wiem, że to jest wiersz o tobie, bo wielokrotnie widziałeś kogoś takiego jak grizzly. Myślałeś o czyjejś irracjonalnej złości, jakimś idiotycznym, wrogim zachowaniu i stawiałeś kropkę. Ale tam nie ma kropki, nigdy. Bo gdybyś popatrzył uważniej, nad tą kropką zobaczyłbyś drugą kropkę i kropka zamieniłaby się w dwukropek: bo pod złością człowieka prawie zawsze jest coś jeszcze – ból, miłość, krzywda. Atakuję cię, bo kiedyś ty zrobiłaś tak samo. Atakuję cię, bo ktoś inny, komu nie mogłem oddać, wcześniej mnie zranił. Atakuję, bo cię kocham, a ty mnie nie. Atakuję cię wprost, zadając ci ból, albo – tego nie umiałby niedźwiedź, to umie tylko człowiek – atakuję cię moim milczeniem, całymi latami milczenia – tak żebyś poczuł, że dla mnie nie istniejesz. To można zobaczyć, jeśli zajrzy się do środka, między szczęki niedźwiedzia „zżarte wrzodem i próchnicą”. Ale na ogół nie idziemy tak daleko. Poprzestajemy na tym, co widać na pierwszy rzut oka.

Interpretacja: w niej jest wszystko. Nie tylko cały twój obraz świata, ale też wszystko to, co się zdarzy. Bo to, co myślisz, wywołuje ciąg dalszy, samospełnia się. Jeżeli stawiam kropkę po cudzej agresji, daję sobie prawo do własnej agresji. I biznes się kręci. Latami.

Mógłbyś też spróbować inaczej – popatrzyć poza pozór, głębiej. Ale czy to się opłaca? Sam stworzyłbyś sobie kłopot, urobiłbyś się po łokcie, próbując zrozumieć prawdziwe motywy innych. I jeszcze utraciłbyś to cudowne poczucie przewagi, które napełnia nas za każdym razem, kiedy myślimy sobie, jaki ten niedźwiedź (Kazek, Staszek, Marysia, Baśka) fatalny, głupi, bezmyślny, obrzydliwy. W tle jest zawsze kontrast – ja jestem inna, ja jestem inny. Poczucie przewagi, ten fast food dla ego, przez chwilę smakuje naprawdę dobrze. I łatwo się trawi – poczucie, że świat jest be, a my cacy, nie zajmuje wiele miejsca w naszych głowach, lecz porządkuje świat jednym ruchem miotły. I tak mijają lata w upojnym poczuciu, że z nami jest wszystko w porządku.

Czy każdego niedźwiedzia trawi „ból zębów, latami”? Nie sądzę. Osobiście wierzę w szczerych, litych psychopatów. Grizzlich, którzy po prostu odnajdują przyjemność w ranieniu innych – i nie kryje się pod tym żadne własne zranienie, żadna wrażliwa dusza czekająca na to, żeby ktoś ją dostrzegł i wziął w objęcia. Takich ludzi poznać po tym (i tu twoje ego odnajdzie prawdopodobnie przyjemność w poczuciu przewagi, jako że zaraz rozpoznasz w tym opisie kogoś, kogo bardzo nie lubisz) – więc poznać ich po tym, że świat widzą w podziale na silnych i słabych. Przed tymi pierwszymi z wielkim wdziękiem potrafią się kłaniać – tych słabych, kiedy silni odwracają wzrok, z satysfakcją wdeptują w ziemię. Tak bywa. Ale nie każdy, kogo masz przyjemność nie lubić, jest psychopatą – stwierdzono, że jest ich zaledwie 1 proc. Reszta to grizzly, który atakuje, bo zżera go ból.

Nie spędzimy jednak życia, zaglądając głęboko w oczy każdemu, kto potraktuje nas źle. Raczej przeciwnie – będziemy, zgodnie z ekonomią naszego umysłu, stawiać kropki i szufladkować. Ale dziś – z sympatii dla mnie, której nie znasz, i poety, którego może od lat nie czytałeś, zrób wyjątek – rozejrzyj się wokół. Kiedy następnym razem poczujesz na sobie czyjąś agresję, pomyśl, co jest pod spodem. Albo spytaj. Może znajdziesz coś, czego nie podejrzewałeś. Co wtedy? Być może nic, to samo. Gdyby Meader znał przyczynę ataków niedźwiedzia, pewnie i tak wyszedłby na niego ze strzelbą. I miałby rację. Ale rozumiałby więcej, widziałby lepiej. Tak jak my, którzy przeczytaliśmy ten wiersz.