Teraz do tej relacji chce wkroczyć sztuczna inteligencja. PettiChat to niewielkie urządzenie przypinane do obroży psa lub kota, które ma analizować dźwięki, ruch i zachowanie zwierzęcia, a następnie przekładać je na komunikaty zrozumiałe dla człowieka. Działa też w drugą stronę – przynajmniej według jego twórców. Naszą wypowiedź ma zamieniać na sygnały dostosowane do sposobu komunikowania się zwierzęcia. Kickstarterowa kampania zakończyła się sporym sukcesem: 931 osób wpłaciło łącznie 1,22 mln dolarów hongkońskich, czyli około 597 tysięcy zł.
I właściwie trudno mi się temu dziwić. Jeśli technologia potrafi już streszczać spotkania, generować zdjęcia i odpowiadać na maile, naturalnym kolejnym etapem było przecież zapytanie jej, dlaczego pies od dziesięciu minut stoi przy drzwiach balkonowych i wzdycha.
PettiChat chce dopisać napisy do życia psa i kota
Urządzenie waży 27 gramów i przypina się do obroży lub szelek. Mikrofony zbierają odgłosy zwierzęcia, a czujniki ruchu pomagają uwzględnić kontekst zachowania. Dane trafiają do modelu AI, który ma rozpoznawać stany emocjonalne oraz sytuacje i wyświetlać interpretację w aplikacji. Producent podaje, że system trenowano na ponad 1,5 mln próbek dźwięku i zachowania.

Deklarowana dokładność w warunkach laboratoryjnych wynosi 94,6%, a odpowiedź ma pojawiać się po mniej więcej 1,2 sekundy. To są jednak wyniki podawane przez twórców urządzenia, a nie niezależnie potwierdzona skuteczność przekładania zwierzęcej komunikacji na ludzki język.
Na ekranie nie zobaczymy zapewne surowego komunikatu poziom pobudzenia wysoki, wokalizacja związana z oczekiwaniem. PettiChat idzie znacznie dalej. W materiałach promocyjnych pojawiają się zdania w rodzaju prośby, by właściciel nie wychodził albo informacji, że zwierzę cieszy się z jego powrotu. I właśnie w tym miejscu urządzenie staje się jednocześnie urocze i problematyczne.
Bo jestem przekonana, że wiele osób wolałoby dostać od psa komunikat tęskniłem za tobą niż prawdopodobieństwo: ekscytacja 84%.
Z tłumaczem trzeba jednak uważać. Zwierzęta nie mówią po angielsku z akcentem
Nauka rzeczywiście pokazuje, że zwierzęce odgłosy niosą informacje. Badania nad kotami wskazują choćby, że miauczenie zmienia się zależnie od sytuacji, m.in. pod względem długości, częstotliwości i intonacji. Eksperymenty pokazały również, że ludzie potrafią w pewnym stopniu rozpoznawać kontekst miauczenia, choć skuteczność daleka jest od perfekcji.
Podobne możliwości mają algorytmy. Już kilka lat temu badacze wykazywali, że uczenie maszynowe potrafi rozpoznawać kontekst psiego szczekania na podstawie właściwości akustycznych. To daje PettiChatowi całkiem sensowny punkt wyjścia.

Problem pojawia się przy słowie tłumaczenie. Rozpoznanie strachu, pobudzenia, oczekiwania na jedzenie albo zachowania związanego z samotnością nie oznacza jeszcze odkrycia zwierzęcego odpowiednika zdań. Współczesna nauka nadal jest daleko od stworzenia systemu pozwalającego swobodnie przekładać naturalną komunikację zwierząt na język człowieka. Badacze zwracają również uwagę, że podobieństwo akustyczne sygnałów nie musi odpowiadać temu, jak odbiera je przedstawiciel danego gatunku.
Dlatego potraktowałabym zdania generowane przez PettiChat raczej jako przyjazną interpretację zestawu sygnałów niż stenogram z myśli kota. Być może komunikat chcę wyjść będzie w praktyce oznaczał wzorzec dźwięku i ruchu często występujący przed spacerem. Nadal może być użyteczny. Po prostu dobrze pamiętać, ile warstw interpretacji znajduje się pomiędzy szczeknięciem a zdaniem na ekranie.
Tłumaczenie to tylko część pomysłu
PettiChat ma też funkcje zdecydowanie mniej spektakularne, za to potencjalnie bardziej praktyczne. Producent dorzucił lokalizację GPS, geofencing oraz cyfrowy dziennik zwierzęcia. System może zapisywać aktywność i wykrywane zmiany zachowania. Deklarowany czas pracy to nawet 100 godzin w trybie lokalizacji albo do około 1000 analiz dźwięku na jednym ładowaniu.
Analiza zmian zachowania, ruchu czy wokalizacji może potencjalnie podpowiedzieć opiekunowi, że coś odbiega od zwyczajnego schematu. Oczywiście aplikacja nie zastąpi weterynarza ani behawiorysty, ale urządzenie gromadzące informacje przez cały dzień widzi rzeczy, których człowiek po prostu nie ma szans obserwować.

Obecnie PettiChat kosztuje w oficjalnym sklepie 179 dolarów, czyli około 687 zł. Pierwszy rok funkcji online jest wliczony w cenę, później abonament wynosi 9,90 dolara miesięcznie, czyli około 38 zł. Osoby, które wsparły pierwotną kampanię na Kickstarterze, otrzymały inne warunki i zapowiadano dla nich brak miesięcznej opłaty.
Chyba najbardziej chcemy usłyszeć to, co już podejrzewamy
PettiChat świetnie pokazuje, dokąd zmierza rynek technologii dla zwierząt. Lokalizator przestał wystarczać. Chcemy wiedzieć, gdzie jest pupil, jak spał, co robił pod naszą nieobecność, jaki ma nastrój i najlepiej jeszcze, żeby wieczorem przedstawił krótkie podsumowanie dnia.

Mam tylko nadzieję, że wraz z kolejnymi modelami AI nie zgubimy najstarszej i wciąż zadziwiająco skutecznej technologii do komunikacji ze zwierzętami – obserwacji. Ułożenie uszu, ogon, pozycja ciała, rutyna i lata wspólnego życia potrafią powiedzieć bardzo dużo.
Choć przyznaję, że wizja kota wyposażonego w urządzenie za 700 zł, który po analizie 1,5 mln próbek informuje mnie, że natychmiast życzy sobie kolacji, ma w sobie coś pięknie absurdalnego.
