Dlatego Blueair PetAir Pro brzmi jak gadżet z kategorii – śmieję się, ale jednak słucham dalej. To oczyszczacz powietrza połączony z legowiskiem dla zwierzaka. Urządzenie ma filtrować powietrze tam, gdzie problem zaczyna się najczęściej – tuż przy psie lub kocie. I choć pierwsza reakcja może być dość prosta, bo naprawdę doszliśmy już do etapu oczyszczacza w posłaniu, to przy drugim oddechu ten pomysł robi się bardzo ciekawy.
Zwierzak jako centrum domowego pylenia
Klasyczny oczyszczacz powietrza zwykle stoi gdzieś w rogu pokoju. Działa, mruczy, świeci diodą i z czasem staje się jednym z tych sprzętów, których się nie zauważa, dopóki nie trzeba wymienić filtra. Problem w domu ze zwierzakiem polega na tym, że sierść i zapachy rzadko grzecznie czekają, aż powietrze samo dopłynie do urządzenia. One są przy legowisku, przy kanapie, przy misce, przy drapaku i na ulubionym kocu, którego nikt już dawno nie próbuje odkłaczyć.
PetAir Pro próbuje złapać ten bałagan bliżej źródła. Ma nisko położony wlot powietrza, osobny pojemnik na sierść i pięciostopniową filtrację z filtrem H13 HEPA oraz warstwą węglową. Producent deklaruje usuwanie do 99,9% zanieczyszczeń unoszących się w powietrzu, ale ja podchodziłabym do takich liczb spokojnie. W realnym mieszkaniu zawsze dochodzą dywany, tekstylia, uchylone okna, wentylacja i pies, który po spacerze wygląda, jakby właśnie osobiście przetestował wilgotność gleby w całej okolicy.
Legowisko, które musi przekonać najtrudniejszego użytkownika
Największym testem dla takiego sprzętu nie będzie aplikacja ani liczba trybów, tylko zwierzę. Człowiek może zachwycić się technologią, filtrem i CADR, a kot i tak wybierze karton po przesyłce. Pies może uznać, że nowe legowisko jest podejrzane, bo pachnie sklepem i plastikiem. Tu żadna specyfikacja nie wygra z temperamentem naszego czworonożnego przyjaciela.

Blueair przewidział tryb Pet, który wykrywa obecność zwierzaka na legowisku i przełącza urządzenie na najcichsze ustawienie oraz najniższą prędkość wentylatora. To akurat rozumiem. Jeżeli pod psem lub kotem zaczęłoby nagle mocniej dmuchać, większość zwierząt potraktowałaby to jak zdradę zaufania. Zakres głośności wynosi od 29 do 58 dB, więc w najniższym trybie urządzenie powinno być raczej tłem niż domowym generatorem hałasu.
Są też trzy typy posłań: podstawowe pikowane, wariant do drapania i bardziej miękka wersja Dream Bed. Standardowo w zestawie jest Quilt Bed, a pozostałe opcje kosztują dodatkowo. To drobiazg, ale przy kotach może być kluczowy. Drapanie jest codzienną procedurą administracyjną kota. Jeśli sprzęt ma stać w salonie i nie zostać natychmiast zignorowany, taka możliwość personalizacji ma dużą wartość.
Cena jak za oczyszczacz premium
PetAir Pro kosztuje 499,99 dolarów, czyli około 1820 zł. To dużo jak na legowisko i niemało jak na oczyszczacz. Trzeba jednak uczciwie przyznać, że porównywanie go z samym posłaniem za kilkaset złotych byłoby trochę nie fair. W środku mamy oczyszczacz do pomieszczeń o rekomendowanej powierzchni około 25 m². Urządzenie ma w ciągu 12,5 minuty oczyścić powietrze w takiej przestrzeni, a w godzinę obsłużyć do około 121 m².
Do tego dochodzą koszty eksploatacji. Filtr Particle & Carbon kosztuje 89,99 dolarów, czyli około 327 zł, choć w subskrypcji cena spada do 67,50 dolarów, czyli około 245 zł. Deklarowana żywotność filtra to do roku, zależnie od użycia i jakości powietrza. W praktyce przy kilku zwierzakach, sezonie grzewczym i mieszkaniu przy ruchliwej ulicy zakładałabym raczej ostrożność niż optymizm.

Gdybym miała małego psa albo kota, który faktycznie lubi własne posłania, rozważyłabym taki sprzęt bardziej niż wiele gadżetów dla zwierząt, które obiecują rewolucję, a kończą jako drogi przedmiot obok drapaka. Tutaj przynajmniej widać konkretny problem: sierść, pył, zapach i powietrze, którym oddychają wszyscy domownicy.
Największy znak zapytania zostaje przy zwierzęciu. Człowiek może kupić ten gadżet, ale nie może kupić zgody kota na korzystanie z niego.
