Monika Maciejewska: Specjalizuje się pan w wykrywaniu kłamstw?

Grzegorz Załuski: Umiejętność rozpoznania, czy ktoś mówi prawdę, czy nie, to dla mnie ważna życiowa zdolność. Na każdym etapie mojej kariery zawodowej wykorzystywałem techniki przekonywania innych, czyli negocjacje i perswazję. Zrozumiałem, że niewłaściwe posługiwanie się mową ciała to w takich sytuacjach autosabotaż. Nie można zarządzać ludźmi, wpływać na innych bez choćby podstawowej umiejętności korzystania z mowy ciała i czytania jej.

Potrafi pan czytać w myślach?

Kiedy mówimy o czytaniu mowy ciała, to rzeczywiście w większości przypadków zajmujemy się czytaniem w myślach. Najczęściej uczymy się schematów, na przykład tego, że jeżeli ktoś trzy razy z rzędu podrapał się po nosie, to może to być wskazówką, że kłamie. Pozostaje jednak tylko wskazówką, a nie dowodem kłamstwa.

„Czytania w myślach” czy też interpretowania mowy ciała uczymy się w sposób nieświadomy przez całe życie. Podczas rekrutacji 80–90 proc. decyzji zostaje podjętych przez rekrutujących jeszcze przed rozpoczęciem rozmowy. Często bezwiednie oceniamy kandydatów do pracy po tym, jak stoją, jak się ruszają czy jak się uśmiechają. Ciało jest szybsze niż słowa, które często doskonale maskują prawdziwe intencje.

Trzeba pamiętać, że schematy to tylko wskazówki. Popełnienie błędu nadinterpretacji, np. uznanie, że rozmówca kłamie, bo zdarzyło mu się dotknąć nosa, stawia nas w takiej samej sytuacji, w jakiej jest osoba, która nigdy nie uczyła się mowy ciała. A nawet w gorszej. Naukowcy ustalili, że ci, którzy obejrzeli serial „Magia kłamstwa” [opowiadający o pracy eksperta w dziedzinie wykrywania kłamstwa – M.M.], nie mają większej szansy wykrycia kłamstwa niż inni. Okazało się nawet, że są w tym mniej skuteczni, bo stają się zbyt podejrzliwi. Wniosek z tego taki, że niewłaściwie podana wiedza może odnieść skutek przeciwny do zamierzonego.

Jakich zatem metod użyć, aby skutecznie rozpoznawać kłamców?  

- Podstawowy sposób składa się z trzech elementów: obserwacji reakcji bazowych, odkrywania tzw. hotspotów i zadawania mistrzowskich pytań. Pierwszy warunek powodzenia to poświęcenie odpowiednio dużej ilości czasu na obserwowanie wybranej osoby w naturalnej sytuacji, kiedy jest wypoczęta i zrelaksowana. Jak siedzi, jak gestykuluje, jak mówi, kiedy zadajemy codzienne pytania typu: „co słychać?”, „jak tam dzieci?”, „jak minął weekend?”. Z taką wiedzą można przejść do drugiego etapu – wychwytywania hotspotów, czyli ewentualnych różnic między reakcjami bazowymi a tym, jak ta osoba będzie się zachowywać podczas rozmowy o rzeczach dla nas istotnych.