Odnalazł największą jaskinię świata, a potem ją zgubił. Ponowne poszukiwania zajęły dwie dekady

Eksploracja jaskiń to wymagające, a przede wszystkim niebezpieczne zajęcie. Nie zawsze jest ona jednak nakierowana na odkrywanie nowych podziemnych tuneli. Na przykład w 1990 roku pewien mieszkaniec wietnamskiej dżungli poszukiwał drewna, a przypadkowo natknął się za największą znaną ludzkości jaskinię na Ziemi. Problem w tym, że po kilku dniach zgubił drogę powrotną, dlatego ludzkość musiała czekać niemal dwie dekady, aby ponownie ją zlokalizować.
Odnalazł największą jaskinię świata, a potem ją zgubił. Ponowne poszukiwania zajęły dwie dekady

Zaginiona jaskinia większa niż wieżowce

Wspomniany bohater całej historii to Ho Khanh, lokalny drwal, który przemierzał gęste lasy w regionie dzisiejszego Parku Narodowego Phong Nha-Kẻ Bàng. Pewnego dnia, szukając schronienia przed burzą, natrafił na tajemniczy otwór w skalnej ścianie. Z jego wnętrza wydobywał się silny wiatr, a z ciemności dochodził huk podziemnej rzeki. Widok był na tyle niepokojący, że mężczyzna nie zdecydował się wejść do środka. Zamiast tego wrócił do domu. Po pewnym czasie nie potrafił już odnaleźć tego miejsca w gęstej, niemal nieprzebytej dżungli.

Czytaj też: Globalne ocieplenie może doprowadzić do epoki lodowej. Nowe odkrycie naukowców

Odnaleziony przypadkiem otwór prowadził do jaskini Sơn Đoòng, dziś uznawanej za największą na świecie pod względem objętości. Jej rozmiary są wręcz trudne do wyobrażenia. Największe komory osiągają wysokość ponad 60 pięter. W jej wnętrzu zmieściłaby się nawet cała piramida w Gizie. Przez miliony lat podziemna rzeka drążyła skałę, tworząc gigantyczne korytarze, które do dziś wciąż się powiększają.

Co więcej, jaskinia skrywa własny, odrębny świat. Dzięki zawalonym fragmentom stropu do środka dociera światło słoneczne, co doprowadziło do powstania podziemnej dżungli. Występują tam rośliny, zwierzęta, a nawet lokalny mikroklimat z chmurami i opadami. Przytoczona historia mogła zakończyć się na przypadkowym odkryciu, gdyby nie spotkanie Ho Khanha z brytyjskimi speleologami. Na początku XXI wieku mężczyzna opowiedział im o dziwnej jaskini, którą kiedyś widział. Problem polegał na tym, iż nie pamiętał, gdzie dokładnie się znajduje.

Wejście do innego świata

Rozpoczęły się wieloletnie poszukiwania. Brak ścieżek, gęsta roślinność i trudny teren sprawiały, że nawet sam odkrywca nie był w stanie odnaleźć wejścia. Dopiero w 2008 roku Ho Khanh przypadkowo natrafił na to samo miejsce po raz kolejny. Tym razem zapamiętał drogę. Rok później poprowadził międzynarodową ekspedycję, która jako pierwsza zeszła do wnętrza jaskini i rozpoczęła jej badania.

Czytaj też: Budząca się potęga pod dnem oceanu. Gigantyczna kaldera Kikai znów wypełnia się magmą

Eksploracja Sơn Đoòng do dziś pozostaje ekstremalnym wyzwaniem. Dotarcie do niej wymaga kilkudniowej wędrówki przez dżunglę, przekraczania rzek i poruszania się w trudnych warunkach terenowych. Wejście do jaskini oznacza zejście kilkudziesięciu metrów w dół do absolutnej ciemności. W środku znajdują się podziemne rzeki, ogromne komory, pionowe ściany i formacje skalne, które powstawały przez miliony lat. W niektórych miejscach konieczne są wspinaczki po śliskich skałach, a w porze deszczowej jaskinia staje się całkowicie niedostępna z powodu zalania. Mimo rozwoju technologii i satelitów, miejsce to przez tysiące lat pozostawało ukryte przed światem. Nawet dziś dostęp do niego jest ściśle ograniczony, aby chronić unikalny ekosystem.

Źródło: CBS News

Aleksander KowalA
Napisane przez

Aleksander Kowal

Redaktor
Z wykształcenia romanista (język francuski oraz hiszpański) ze specjalizacją z traduktologii. Dziennikarską przygodę rozpocząłem około piętnastu lat temu, początkowo w związku z recenzjami gier komputerowych i filmów.