powrót
Focus na życie w dobrym stylu
  • Najnowsze
  • Aktywność
  • Dom i ogród
  • Moda i uroda
  • Zdrowie

Focus na życie w dobrym stylu. Lifestyle'owy magazyn o zdrowiu, domu, podróżach, kulturze i relacjach - codziennie o tym, co realnie wpływa na jakość życia.

FacebookPlatforma XYoutubeInstagram

Nasze tematy

  • Najnowsze
  • Aktywność
  • Dom i ogród
  • Moda i uroda
  • Zdrowie
  • Parenting
  • Podróże
  • Kultura
  • Promocje
  • Styl życia
  • Pupile
  • Nauka

Redakcja

  • Polityka prywatności
  • Redakcja
  • Kontakt

© 2026 focus.pl. Wszystkie prawa zastrzeżone.

theprotocol.it
Styl życia

Ten mały odtwarzacz przypomina, że muzyki czasem lepiej nie wybierać z ekranu

Mam coraz większe podejrzenie, że część współczesnej elektroniki domowej zmęczyła się własną inteligencją. Wszystko ma aplikację, konto, asystenta, ekran, powiadomienie i aktualizację, po której nagle trzeba uczyć się własnego głośnika od początku. W muzyce widać to szczególnie wyraźnie. Teoretycznie mamy dostęp do niemal wszystkiego. Praktycznie często kończymy z telefonem w dłoni, skacząc po playlistach jak po półkach w sklepie, w którym ktoś zgasił światło, ale zostawił tysiące etykiet.

M
Monika Wojciechowska
2h temu·4 minuty·
Ten mały odtwarzacz przypomina, że muzyki czasem lepiej nie wybierać z ekranu

fot. Atonemo

Chcesz czytać więcej treści jak „Ten mały odtwarzacz przypomina, że muzyki czasem lepiej nie wybierać z ekranu"?Dodaj Focus.pl do preferowanych źródeł w Google

Dlatego Atonemo NTS Radio Player przyciąga uwagę rodzajem ulgi, jaki obiecuje. To mały streamer Wi-Fi przygotowany we współpracy ze stacją NTS Radio, zaprojektowany do podłączenia pod wzmacniacz, amplituner albo aktywny głośnik. Zamiast kolejnego ekranu dostajemy fizyczne przyciski i pokrętła. Dwa z nich prowadzą prosto do kanałów NTS 1 i NTS 2, a duże pokrętło pozwala przełączać się między 16 stałymi strumieniami muzycznymi.

Powrót do pokrętła ma w sobie dużo sensu

Fizyczne sterowanie w sprzęcie audio nie jest sentymentalną dekoracją dla osób, które wzdychają do srebrnych wież z lat 90. Jest czymś znacznie bardziej praktycznym. Pokrętło można przekręcić bez odblokowywania telefonu. Przycisk można nacisnąć, kiedy ręce są zajęte robieniem kawy. Głośność można zmienić jednym ruchem.

Myślę, że właśnie dlatego takie urządzenia zaczynają wracać do łask. Nie chodzi o udawanie dawnych czasów, lecz o odzyskanie kilku zwykłych gestów. Muzyka od zawsze była trochę materialna – płyta, kaseta, przycisk play, igła na winylu, gałka głośności. Streaming wyrwał ją z przedmiotów i zamknął w ekranie smartfona, który przy okazji pokazuje wiadomości, maile, pogodę, memy, stan baterii i trzy powody, żeby przestać słuchać.

Atonemo NTS Radio Player próbuje przywrócić muzyce osobne miejsce. Ma wymiary 105 x 70 x 23 mm, więc nie będzie dominował półki z audio. Raczej usiądzie gdzieś obok wzmacniacza jak mały pilot do świata, który ktoś wcześniej poukładał za nas z odrobiną gustu.

Radio internetowe jako lekarstwo na zmęczenie wyborem

NTS Radio od lat buduje swoją pozycję na kuratorstwie, a nie na algorytmicznym zgadywaniu nastroju użytkownika. To dość ważna różnica. Algorytm potrafi sprawnie podać nam więcej tego, co już znamy. Człowiek czasem ma czelność puścić coś, czego sami byśmy nie znaleźli, bo nie wiedzieliśmy nawet, że mamy tego szukać.

W tym sensie NTS Radio Player jest urządzeniem dla osób, które lubią odkrywać muzykę, ale niekoniecznie lubią codziennie prowadzić śledztwo w sprawie własnego nastroju. Zamiast wybierać konkretny album, artystę, gatunek i playlistę, można przekręcić pokrętło i wylądować w jednym z przygotowanych strumieni.

Wśród Infinite Mixtapes są m.in. klimaty ambientowe, jazzowe, klasyczne, reggae, house’owe, rapowe czy bardziej eksperymentalne. To bardziej przypomina wejście do dobrze prowadzonego małego sklepu z płytami niż scrollowanie platformy, która wie o nas za dużo, ale rozumie nas tylko do pewnego stopnia.

I przyznaję, ten pomysł mnie przekonuje. Zwłaszcza w domu, gdzie muzyka często ma po prostu być obecna. Nie zawsze potrzebujemy wielkiej decyzji. Czasem wystarczy, że ktoś z lepszą cierpliwością do selekcji poda nam sensowny kierunek.

Nowoczesność ukryta pod bardzo analogowym gestem

Pod tym spokojnym, niemal radiowym charakterem kryje się jednak całkiem współczesny sprzęt. Odtwarzacz obsługuje Google Cast, Spotify Connect, Tidal Connect i Qobuz Connect, więc nie zamyka użytkownika wyłącznie w świecie NTS. Można potraktować go jako streamer do istniejącego zestawu audio, zwłaszcza jeśli w domu stoi starszy wzmacniacz albo kolumny aktywne, którym brakuje wygodnej łączności sieciowej.

fot. Atonemo

Na liście parametrów pojawia się odtwarzanie 24-bit / 192 kHz, Wi-Fi 6 w pasmach 2,4 i 5 GHz, automatyczne aktualizacje oraz 10-pasmowy korektor w aplikacji. Wyjście analogowe 3,5 mm może wydawać się skromne, ale w pudełku znajduje się przewód 3,5 mm do RCA, więc podłączenie do starszego sprzętu powinno być dość proste. Zasilanie odbywa się przez USB-C.

Oczywiście można zapytać, czy małe pudełko za 129 funtów, czyli około 650 zł, jest konieczne w świecie, w którym telefon potrafi streamować muzykę niemal wszędzie. I tu odpowiedź będzie niewygodnie subiektywna. Technicznie pewnie nie. Życiowo – bardzo możliwe. Bo nie za wszystko płaci się wyłącznie funkcją. Czasem płaci się za to, że dana rzecz wyciąga nas z nawyku, który zaczął nas męczyć.

Mały gadżet, duża diagnoza współczesnego słuchania

Atonemo NTS Radio Player podoba mi się jako objaw szerszej zmiany. Po latach dokładania ekranów do wszystkiego zaczynamy doceniać sprzęty, które ograniczają liczbę decyzji. Nie w imię technologicznego minimalizmu z folderu reklamowego, lecz zwykłego komfortu. Odtwarzacz muzyki nie musi zachowywać się jak centrum dowodzenia. Może być przedmiotem, który robi jedną rzecz przyjemnie, szybko i z wyczuwalnym gestem.

Jest w tym też lekka ironia. Internet dał radiu drugie życie, ale teraz potrzebujemy fizycznego pudełka, żeby znowu poczuć, że radio naprawdę stoi w pokoju. NTS i Atonemo dobrze wyczuły moment. W epoce, w której nawet wybór muzyki potrafi przypominać małe zadanie administracyjne, zwykłe przekręcenie pokrętła zaczyna brzmieć jak luksus.

Nie wiem, czy to urządzenie trafi do masowego odbiorcy. Cena około 650 zł sprawia, że trudno mówić o impulsywnym drobiazgu do koszyka. Ale dla osób z dobrym zestawem audio, sympatią do radia internetowego i rosnącą alergią na ekranowe wybieranie wszystkiego może być zaskakująco sensownym dodatkiem. Taki mały przedmiot, który przypomina, że czasem największą przyjemnością w technologii jest nie kolejna funkcja, lecz moment, w którym wreszcie przestajemy klikać.

Spodobał Ci się ten artykuł?

Daj znać autorowi — kliknij wielokrotnie.

Chcesz czytać więcej treści jak „Ten mały odtwarzacz przypomina, że muzyki czasem lepiej nie wybierać z ekranu"?Dodaj Focus.pl do preferowanych źródeł w Google
Udostępnij
FacebookX