Z okazji 15. urodzin międzynarodowej sieci sklepów z odzieżą luksusową dla każdego (z odpowiednimi zasobami), Kith, jej założyciel, czyli RonnieFieg postanowił już czwarty raz wejść we współpracę z niemieckim, kultowym producentem samochodów. Razem z BMW wzięli dosłownie na warsztat dwóch przedstawicieli niemieckiego kunsztu, których dzieli 15 lat pomiędzy premierami.
Ronnie Fieg i BMW odrestaurowali dwa klasyki, celebrując 15 lat marki odzieżowej Kith
15 lat to szmat czasu, więc wybór padł na BMW 3.0 CSi E9 z 1972 roku oraz na BMW M6 E24 z 1887, które otrzymały w swoim współczesnym looku kolor o nazwie Inka Orange. Dla fanów motoryzacji jest to więc specjalna okazja, bo chociaż większości nie będzie dane zobaczyć tych aut na żywo, to przynajmniej na zdjęciu można nacieszyć oczy modelem M6 z 87′ pierwszy raz w tej barwie.

Współpraca BWM z projektantem nie jest tutaj przypadkowa. Założyciel Kith nie kryje uwielbienia dla marki i z tego powodu, to był już czwarty raz kiedy wspólnie wzięli na warsztat jakiegoś klasyka i go odnowili w niecodziennym kolorze, lecz oczywiście jak na dzisiejsze standardy. W przeszłości już użyto tak historycznej barwy jak Cinnabar Red oraz stworzonej przez Fiega Vitality Green i Techno Violet. Wszystkie łączył wspólny mianownik BMW serii M.
Trzeba najpierw zedrzeć skórę, żeby zbudować coś wyjątkowego

Proces na pewno nie był na początku miły do oglądania. Niby się wie, że do odrestaurowania wieloletnich pojazdów potrzeba wrócić do korzeni, a tutaj dosłownie do gołej ramy, lecz to i tak musi być moment budzący wiele emocji. W końcu to już jest naruszanie struktury z innej epoki i trochę raptowne zakończenie ciągu niezakłóconego od jego genezy. Niemniej, to właśnie trzeba było zrobić w przypadku obydwu BMW, zarówno z 72. jak i z 87. roku.

15 lat to sporo czasu, dzięki czemu w tych dwóch konstrukcjach widać jak na dłoni nieprzerwaną jakość kunsztu producenta, ale jednocześnie ewolucję stylu, którą perfekcyjnie widać, gdy obydwa samochody stoją przodem do widza. Co ciekawe, do odświeżenia samochodów użyto oryginalnych części wyciągniętych z niemieckich archiwów. Wśród nich tak istotne komponenty jak hamulce czy zawieszenie.

Dopełnieniem, ale i jednocześnie kontrą dla jaskrawego pomarańczowego, jest karmelowa kolorystyka tapicerki w kokpicie samochodów. Wewnątrz zostały oczywiście naszyte emblematy Kith, lecz najważniejszą częścią jest efekt, który przynosi wybór barwy panującej wewnątrz. Twórcy otrzymali nastrój godny wehikułu czasu, jednocześnie da się poczuć jakby się zostało przeniesionym do innej epoki, ale i butny kolor karoserii zyskuje w parze z karmelem elegancji.
Kolor stworzył pomost pomiędzy różnymi epokami

Podczas gdy BMW odpowiadało za techniczną stroną odnowienia klasyków, Ronnie Fieg był odpowiedzialny za wykończenie oraz charakter łączący obydwa samochody. Co nie mogło być łatwy zadaniem. 15 lat zmieniło podejście do motoryzacji. Kabina została wydłużona, nos opadł w dół, groźnie zapowiadając, że jest głodny prędkości, cała konstrukcja utraciła trochę swojej obłości na rzecz ostrych kątów. Koła również urosły.
Czytaj też: Ten motocykl najlepiej wygląda ubrudzony. BMW dobrze wie, za czym tęsknią kierowcy
Projektant musiał więc znaleźć wspólny język pomiędzy przedstawicielami epok, żeby obserwator nie poczuł się zagrożony skrajnością różnic. Harmonię odnalazł w kolorze Inka Orange, mający swoje korzenie w pragmatyzmie zwiększenia widoczności w złych warunkach pogodowych. Ten jednak miał za nic bezpieczeństwo, ciągnął w stronę przeciwnego bieguna.

Inka Orange zapadł po latach w pamięci jako przykład barwy pożądającej prędkości i torów wyścigowych. Co z dzikszym charakterem nadwozia BMW M6 E24 z 1987 roku tworzyło idealną parę. Do tego wystarczyło jeszcze dopasować detale tapicerki, wykończenia i stylu felg. Ostatecznie udało się stworzyć parę pasującą perfekcyjnie do siebie oraz całej kolekcji samochodów, które zawładnęły sercem i zmysłami Ronniego Fiega.
Więcej zdjęć do zachwytów jest dostępnych na stronie sieci Kith, warto je sprawdzić.
Źródła: designboom, kith
