W wersji przygotowanej na 2027 rok motocykl otrzymał malowanie Option 719 Hematite. Szary zbiornik, czerwono pomalowana rama, czarne podzespoły i srebrny wydech tworzą zestaw, który wygląda zaskakująco naturalnie. Jakby projektant nie dobierał kolorów przy monitorze, lecz najpierw zostawił motocykl na kilka dni w garażu pełnym starych rajdowych zdjęć.
Mam wrażenie, że BMW bardzo dobrze rozumie dziś siłę nostalgii. Firma nie sprzedaje wyłącznie kolejnego wariantu kolorystycznego. Sprzedaje wyobrażenie o motocyklowej przygodzie z czasów, gdy wyprawa zaczynała się od papierowej mapy, a nie aktualizacji oprogramowania.
Rajdowe wspomnienia mają dziś bardzo konkretną cenę
R 12 G/S wyrasta z legendy BMW R 80 G/S, motocykla kojarzonego z początkiem wielkich maszyn adventure i zwycięstwem w rajdzie Paryż-Dakar w 1981 roku. Dzisiejszy model nie kopiuje tamtej konstrukcji dosłownie. Wykorzystuje jednak jej proporcje, prostą osłonę reflektora, wysoko poprowadzony błotnik i charakterystyczny układ z bokserem wystającym po obu stronach motocykla.

Nowe malowanie potrafi wydobyć te odniesienia lepiej niż niejedna rocznicowa plakietka. Frozen Brooklyn Grey Metallic brzmi jak nazwa koloru proponowanego do luksusowego SUV-a, lecz w połączeniu z czerwoną ramą nabiera surowego, warsztatowego charakteru. Całość przypomina dobrze wykonany custom, przy którym właściciel miał konkretny pomysł i umiał zatrzymać się przed dołożeniem kolejnej ozdoby.
Taka oszczędność bardzo mu służy. Poprzednie malowanie Sandstorm Rover Matte było bardziej rozbudowane i mocniej podkreślało pustynne inspiracje. Hematite wypada dojrzalej. Nie stara się wizualnie relacjonować całego Dakaru na jednym zbiorniku paliwa.
Na rynku amerykańskim wersja Option 719 Hematite kosztuje od 19 120 dolarów, czyli około 72 400 zł. Dla porównania czarny wariant podstawowy zaczyna się od 17 095 dolarów, czyli około 64 700 zł. Oznacza to dopłatę przekraczającą 7 600 zł głównie za wygląd. Rozsądek może przy tym lekko chrząknąć, ale właściciele motocykli od dawna wiedzą, że emocje rzadko sprawdzają arkusze kalkulacyjne.

Wygląda analogowo, lecz elektronika pilnuje kierowcy
Pod względem technicznym zmiany są skromne. R 12 G/S zachowuje chłodzony powietrzem i olejem, dwucylindrowy silnik typu bokser o pojemności 1170 cm³. Jednostka rozwija 109 KM i 115 Nm momentu obrotowego. Nie jest to wynik, którym producent musi walczyć o pierwsze miejsce w internetowych tabelach. W praktyce taka moc pozwala sprawnie podróżować po asfalcie, jeździć po szutrach i korzystać z charakterystycznego dla boksera sposobu oddawania momentu.
Motocykl ma regulowane zawieszenie enduro z progresywnym tłumieniem, dynamiczną kontrolę trakcji, ABS oraz tryby Rain, Road i Enduro. Oświetlenie wykonano w technologii LED, a uruchamianie odbywa się bez tradycyjnego kluczyka. Lista wyposażenia pokazuje, że stylistyczny powrót do lat 80. ma jasno wyznaczoną granicę. Kierowca może wyglądać jak uczestnik dawnego Dakaru, lecz elektronika pozostaje gotowa do interwencji.

Za dopłatą dostępny jest również pakiet komfortowy obejmujący quickshifter, asystenta ruszania pod górę i podgrzewane manetki. Można się z tego lekko uśmiechnąć, zwłaszcza gdy producent przywołuje obraz surowej rajdowej maszyny. Po kilku godzinach jazdy w chłodzie sentyment do dawnych czasów zwykle przegrywa jednak z ciepłymi dłońmi.
I dobrze. Romantyzowanie starych motocykli bywa łatwe, dopóki nie trzeba na nich hamować awaryjnie, jechać przez ulewę albo spędzić całego dnia w siodle. R 12 G/S zachowuje wygląd dawnej maszyny, ale nie każe płacić za niego codzienną niewygodą.
Motocykl terenowy, który wiele czasu spędzi na asfalcie
Duże motocykle adventure już dawno przestały należeć wyłącznie do podróżników przemierzających pustynie. Dziś pełnią podobną rolę jak terenowe samochody stojące na parkingach w centrum miasta. Ich możliwości są znacznie większe niż potrzeby większości użytkowników, lecz właśnie ta rezerwa buduje poczucie swobody.

R 12 G/S podchodzi do tego zjawiska w bardziej stylowy sposób. Nie sprawia wrażenia narzędzia przygotowanego do objechania globu z trzema kuframi, dodatkowym oświetleniem i zestawem aluminiowych osłon. Jest lżejszy wizualnie i bliższy klasycznemu enduro. Nadaje się do codziennej jazdy, weekendowych tras oraz zjazdu na drogę, na której asfalt skończył się kilka kilometrów wcześniej.
Czy każdy właściciel wykorzysta jego terenowy potencjał? Zapewne nie. Podejrzewam też, że sporo egzemplarzy częściej zobaczy modną kawiarnię niż piaszczysty odcinek specjalny. Trudno mi się temu dziwić. Motocykl może być kupowany również dla sposobu, w jaki wygląda, pracuje i wpływa na nastrój przed jazdą. Użytkowość nie musi oznaczać regularnego pokonywania rzek.

Moda na motocykle inspirowane przeszłością trwa już wystarczająco długo, by część projektów zaczęła przypominać dekoracje. Okrągła lampa, przeszywana kanapa i odpowiedni lakier często mają wystarczyć, nawet jeśli pod spodem znajduje się konstrukcja pozbawiona większego związku z przywoływaną epoką.
BMW ma tu przewagę. Bokser, wał napędowy i historia serii G/S dają firmie autentyczny punkt odniesienia. Projektanci nie muszą wymyślać rodzinnej legendy na potrzeby katalogu. Wystarczy, że umiejętnie z niej korzystają.
