Kiedy przestajemy się wstydzić swoich słabości, proces samoakceptacji może przynieść gotowość do mówienia na zewnątrz o tym, co dzieje się w nas w środku i jak sobie z tym radzimy. Takie otwarte przyznawanie się do tego, co zupełnie niepotrzebnie uznajemy za słabość, wadę, defekt, wnosi odwagę na kolejny poziom. Podziwiając gwiazdy sportu, filmu czy muzyki fantazjujemy, że „oni” są tacy doskonali, idealni i że dokładnie takie też jest ich życie. Ale często obraz, który tworzy się w naszej głowie, budujemy z niepełnych informacji. Widzimy ich życie jako idealne po części dlatego, że wciąż wielu z nich pokazuje tylko te jasne jego strony, a po części dlatego, że my chcemy je takim widzieć. Chcemy wierzyć, że taki ideał istnieje.

Dlaczego tak się dzieje? Odpowiedzialny za to jest dość prosty mechanizm, który w uproszczeniu można nazwać: usprawiedliwianiem siebie. Zaczynamy wierzyć, że jeśli nam coś w życiu nie wychodzi albo mamy z czymś trudniej, to dlatego, że się nam nie poszczęściło, nie jesteśmy wystarczająco utalentowani, niewystarczająco piękni czy sławni. Wtedy z powodzeniem możemy zrzucić winę na małe miasteczko, z którego pochodzimy, złe wychowanie, brak pieniędzy na treningi w dzieciństwie czy brak talentu sportowego albo w ostateczności na brak szczęścia w kartach. Innymi słowy przerzucamy odpowiedzialność za losy naszego życia na czynniki zewnętrzne. A przecież w życiu każdego z nas obcowanie z porażkami, trudnościami i upadkami to stały element gry.

Dotyczy to również gwiazd, bo trening za treningiem, sezon za sezonem, film za filmem, konkurs za konkursem zwyciężają i przegrywają. Ich droga jest pełna zakrętów i odcinków prostych, płaskich i pod górę, ścieżek samotnych i w otoczeniu tłumu fanów. Taka sama jest ta nasza ścieżka: kręta i prosta, płaska i pod górę, samotna i w tłumie. Więc kiedy gwiazdy dużych formatów odważnie mówią o tym, z czym się mierzą, to pokazują nam tę pięknie niedoskonałą ludzką twarz.

Nie dajmy się jednak zwieść pułapce, że im się udaje wszystko, a nam nic. Tylko wtedy, kiedy uznamy i zaakceptujemy swoje niedoskonałości – tak jak przyznają się do nich oni – będziemy mogli pójść dalej w stronę swoich marzeń. Cele osiągają nie ci, którzy mają wszystko. Cele osiągają ci, którzy dają z siebie wszystko, pomimo że wszystkiego nie mają.

 

ŻEBY NIE BYŁO TAK, JAK BYŁO

Ta odwaga do pokazywania siebie prawdziwym jest jednak mniej głośna, mniej spektakularna bo też i mniej mierzalna. Nie mierzy się jej popularnością sprzedanych płyt ani strzelonych goli czy też kolejnym zdobytym ośmiotysięcznikiem. Ona często przybiera cichsze formy, bo to odwaga, która szepcze: „hej, potrzebuję pomocy, już sama sobie nie radzę” albo „przygniata mnie to, nie wiem co robić, potrzebuję wsparcia”.

Dla wielu z nas odwagą jest przyznać się do smutku i strachu. Dla wielu odwagą jest powiedzieć otoczeniu, że w naszej rodzinie ktoś cierpi na chorobę psychiczną. Odwagą jest też zabrać głos na spotkaniu firmowym, kiedy chorujemy na trądzik różowaty. Odwagą jest przyznać się do poronienia, do bankructwa, do zdrady. Dla bardzo wielu odwagą jest wyjść z domu, kiedy mierzymy się z chorobową dwubiegunową. Odwagą jest przyznać się, że jesteśmy dorosłym dzieckiem alkoholika i wciąż, mimo rosnącej świadomości, odwagą dla wielu jest pójść na terapię i przyznać się do tego przed rodziną czy przyjaciółmi.

Poznawanie siebie to często bolesny proces odkrywania faktów o sobie, swojej rodzinie, pracy i znajomych. To czas znajdowania odpowiedzi na pytanie: dlaczego wierzę w to albo tamto? Czym dla mnie jest miłość? Jak radzę sobie z konfliktami? Jak traktuję pracę w moim życiu? To szereg pytań, na które nie zawsze od razu znajdujemy odpowiedź. A na dodatek ta podróż nie ma wyraźnie zarysowanego końca. Dla osób, które w nią wyruszają, ten brak wyraźnej mety staje się nową normą. Jednak dla otoczenia ten ciągle trwający proces rozwoju może być trudny i wyczerpujący. Wtedy mogą pojawiać się w naszym otoczeniu liczne głosy: znowu idziesz na te warsztaty? To twoja terapeutka kazała ci mówić takie bzdury? Co to znowu za pomysł z tym wyjazdem rozwojowym? Po części jest to naturalny proces dopasowywania się otoczenia do zmieniającej się jednostki. Przez jakiś czas będzie wszystkim niewygodnie, bo będzie inaczej niż było. A ludzie zwykle nie lubią zmian, więc najpierw je bojkotują. Z tego powodu między innymi wiele osób, które obserwują pierwsze efekty tej zmiany wewnętrznej, słyszy: „Zmieniłeś się. Już nie jesteś taki jak dawniej. Dawniej byłaś inna, a teraz już trudno z tobą normalnie porozmawiać”.