Coraz szersze opony, schowki w ramach, wyrafinowane napędy i wreszcie amortyzowane widelce sprawiły, że niektóre gravele przypominają dziś lekkie rowery górskie. Do tego segmentu wchodzi właśnie szwedzki Öhlins, marka doskonale znana z amortyzacji motocyklowej i rowerowej. Nowy GXF30 M.1 to widelec przygotowany specjalnie do graveli, oferujący 40 mm skoku i własny układ tłumienia. Ma ważyć 1249 g, a jego premierową, żółtą wersję ograniczono do 300 egzemplarzy.
Przyznam, że jestem rozdarta: pomysł wydaje się technicznie uzasadniony, ale właśnie w takich momentach przypominam sobie, dlaczego pokochałam gravele za prostą konstrukcję.
Czterdzieści milimetrów skoku może zmienić odczucia z jazdy
Öhlins GXF30 M.1 ma golenie o średnicy 30 mm i skok 40 mm. To zakres wyraźnie mniejszy niż w klasycznym rowerze górskim, lecz potencjalnie wystarczający, żeby ograniczyć uderzenia odczuwane podczas jazdy po kamieniach, korzeniach i mocno zniszczonych szutrach.
Producent opracował nową platformę tłumienia FTX14, dostosowaną do wymagań rowerów gravelowych. Najważniejszą obietnicą pozostaje poprawa przyczepności przedniego koła bez nadmiernego pogarszania efektywności pedałowania.

Kiedy widelec pozwala kołu łatwiej śledzić nierówności, rowerzysta może zachować większą kontrolę i mniej męczyć dłonie. Nie oznacza to jednak automatycznie wyższej prędkości na każdej trasie. Na gładkim asfalcie dodatkowa masa i ruch zawieszenia mogą być mniej pożądane. Ocena zależy od tego, gdzie jeździmy.
Największe znaczenie mają trasy, a nie moda
Wyobrażam sobie dwie zupełnie różne osoby wybierające gravela. Pierwsza pokonuje długie asfaltowe dojazdy i od czasu do czasu skręca na równe drogi szutrowe. Druga regularnie mierzy się z kamienistymi zjazdami, korzeniami i trasami wymagającymi ciągłego wybierania toru jazdy. Dla pierwszej sztywny widelec z dobrze dobraną oponą może być rozwiązaniem całkowicie wystarczającym.
Druga może rzeczywiście docenić 40 mm skoku i możliwość mocniejszego trzymania tempa na nierównym odcinku. Sama przed zakupem drogich komponentów zawsze zadałabym sobie pytanie, czy mój sprzęt ogranicza jazdę, czy po prostu chciałabym nowej części. W świecie rowerowym te dwie sytuacje wyjątkowo łatwo pomylić. Nowoczesna technologia ma sens wtedy, gdy odpowiada na rzeczywiste potrzeby.

Szerokość opon i geometria ograniczają możliwości montażu
GXF30 M.1 przygotowano pod nowoczesne opony gravelowe. Maksymalny prześwit wynosi 52 mm bez błotnika oraz 47 mm z błotnikiem. Zastosowano mocowanie hamulca typu flat mount, dostosowane do tarczy 160 mm, a wymiar axle-to-crown wynosi 445 mm.
Nie każda rama będzie więc odpowiednim kandydatem do takiej modernizacji. Zmiana długości widelca może wpłynąć na geometrię roweru, wysokość przodu i prowadzenie, dlatego zgodność trzeba sprawdzić z producentem ramy. Ważne są również standard osi, prowadzenie przewodu hamulcowego oraz dopuszczalne obciążenia.
W rowerach gravelowych często znajduje się też mocowanie błotników czy dodatkowych akcesoriów, więc zamiana sztywnego widelca na amortyzowany może wymagać rezygnacji z części wyposażenia. Kupowanie wyłącznie na podstawie skoku i ceny byłoby ryzykowne.

Öhlins wnosi doświadczenie z wyścigów, lecz musi udowodnić trwałość
Szwedzka marka przez dekady rozwijała amortyzatory do sportów motorowych i rowerów górskich. W świecie graveli jest nowym graczem, a to oznacza konieczność dopracowania nie tylko samej pracy zawieszenia, ale również obsługi serwisowej. Amortyzowany widelec wymaga okresowej konserwacji uszczelek, odpowiedniego oleju i kontroli elementów ruchomych.
Trzeba liczyć się także z dodatkowymi kosztami oraz masą większą niż w sztywnym widelcu karbonowym. W zamian otrzymujemy możliwość tłumienia uderzeń i poprawy kontaktu przedniego koła z podłożem. Dla osoby regularnie jeżdżącej po trudnych trasach może to być uczciwa wymiana.

Nie jestem natomiast przekonana, że każdy gravel potrzebuje zawieszenia tylko dlatego, że na rynku pojawiła się kolejna markowa propozycja. Producenci sprzętu potrafią tworzyć potrzeby szybciej, niż my zdążymy je poczuć.
Czterdzieści milimetrów może zmienić sposób planowania trasy
Pytanie o sens amortyzowanego widelca dotyczy również tego, gdzie faktycznie jeździmy gravelem. Jeśli większość kilometrów pokonujemy po dobrym asfalcie i równym szutrze, dodatkowa masa oraz konieczność serwisowania mogą przeważyć nad korzyściami.
Zupełnie inaczej wygląda sytuacja na drogach rozjeżdżonych przez maszyny leśne, kamienistych zjazdach i wielogodzinnych trasach, podczas których dłonie stopniowo tracą komfort. Tam możliwość utrzymania lepszego kontaktu przedniej opony z podłożem może dawać więcej pewności.

Sama przed zakupem sprawdziłabym jeszcze dopuszczalny rozmiar opony, długość widelca i zgodność z geometrią konkretnej ramy. Zamiana sztywnego widelca na amortyzowany może bowiem zmienić prowadzenie całego roweru, nawet jeśli nowy komponent ma tylko 40 mm skoku.
Żółty limitowany widelec kosztuje prawie cztery tysiące złotych
Pierwsza seria GXF30 M.1 liczy 300 egzemplarzy w charakterystycznym kolorze Racing Yellow. Cena wynosi 895 euro, czyli około 3 940 zł, albo 995 dolarów, około 3 830 zł, zależnie od rynku. Przy takiej kwocie warto porównać koszt modernizacji z zakupem szerszych opon, zmianą ciśnienia, dopasowaniem kierownicy czy poprawą pozycji na rowerze.
Dla wielu osób te prostsze działania mogą zapewnić zauważalny wzrost komfortu. Z kolei zawodnicy i ambitni miłośnicy technicznych tras mogą traktować amortyzator jako narzędzie pozwalające dłużej utrzymać kontrolę i ograniczyć zmęczenie dłoni. Na razie pozostaje sprawdzić, jak nowe rozwiązanie wypadnie w niezależnych testach, szczególnie podczas długiej eksploatacji w deszczu i błocie.

GXF30 M.1 jest kolejnym dowodem, że granica pomiędzy gravelem a rowerem górskim coraz bardziej się zaciera. Nie widzę w tym niczego złego, dopóki użytkownik rzeczywiście zyskuje lepszy sprzęt do swoich tras.
Osobiście wciąż cenię gravele za lekkość i prostotę, dlatego w moim rowerze amortyzowany widelec musiałby sobie bardzo solidnie zapracować na miejsce. Ale jeśli ktoś regularnie wraca ze szutrowej wycieczki z obolałymi dłońmi, nowy Öhlins jest propozycją, której warto przyjrzeć się bliżej. W końcu komfort i kontrola bywają cenniejsze niż idealnie lekki rower stojący w garażu.
