OPPO Bubble zadebiutował w Chinach jako akcesorium do smartfonów OPPO. Kosztuje 499 juanów, czyli około 267 zł. To niewielki, okrągły ekran magnetyczny, który można przyczepić do tyłu telefonu i używać jako podglądu przy zdjęciach. W najprostszym tłumaczeniu: gdy korzystamy z głównego aparatu, na tym małym ekranie widzimy kadr. Dla osób robiących selfie, zdjęcia grupowe albo nagrania bez pomocy drugiej osoby to może być drobiazg, który oszczędza kilka podejść, krzywych uśmiechów i klasycznego pytania: czy wszyscy się zmieścili?
Mały ekran na pleckach telefonu
W smartfonach mieliśmy już składane konstrukcje z zewnętrznymi ekranami, mieliśmy telefony z wyświetlaczami na pleckach, mieliśmy też etui z dodatkowymi funkcjami. OPPO Bubble wpisuje się w tę samą potrzebę, ale wybiera mniej radykalną drogę. Zamiast kupować zupełnie inny telefon, można dołożyć mały moduł wtedy, gdy faktycznie się przyda.
Akcesorium ma około 7 mm grubości i waży 27,5 g, więc nie powinno zmieniać telefonu w nieporęczną cegiełkę. Z przodu znajduje się okrągły ekran AMOLED, na którym można wyświetlać nie tylko podgląd aparatu, lecz także tapety, animacje, zdjęcia czy proste motywy dekoracyjne. I tu widać, że OPPO nie celuje wyłącznie w osoby, które chcą praktycznego wizjera. Bubble ma być też ozdobą, czymś pomiędzy ekranowym brelokiem a cyfrową przypinką.
Mam z tym mieszane uczucia. Z jednej strony personalizowanie wszystkiego, od etui po ekran zegarka, bywa już męczące. Z drugiej – trudno udawać, że użytkownicy nie lubią takich dodatków. Wystarczy spojrzeć na popularność naklejek, zawieszek, gripów, magnetycznych akcesoriów i etui z dziwnymi fakturami. Telefon dawno przestał być neutralnym narzędziem. Dla wielu osób jest przedmiotem noszonym na widoku, więc nic dziwnego, że producenci próbują zrobić z niego małą scenę dla nastroju, stylu i humoru.

Selfie z głównego aparatu ma większy sens
Najbardziej praktyczna funkcja OPPO Bubble dotyczy fotografowania. Akcesorium pozwala podejrzeć kadr podczas korzystania z tylnego aparatu i zdalnie wyzwolić zdjęcie. Zasięg ma wynosić do 10 metrów, więc w teorii wystarczy postawić telefon na statywie, odejść, sprawdzić ustawienie i zrobić zdjęcie bez biegania tam i z powrotem. Brzmi banalnie, ale każdy, kto próbował zrobić sensowne zdjęcie grupowe bez osoby za aparatem, wie, że takie banały potrafią uratować atmosferę.
Tu akurat rozumiem logikę OPPO. Przednie aparaty w smartfonach są wygodne, ale tylne moduły zwykle dają lepszą jakość, szersze możliwości i bardziej naturalny efekt. Problem polega na tym, że fotografując siebie głównym aparatem, często działamy trochę na ślepo. Bubble próbuje usunąć tę niedogodność bez zmuszania użytkownika do kupowania składanego telefonu z dużym ekranem zewnętrznym.

Oczywiście pozostaje pytanie, ile osób naprawdę będzie chciało nosić taki dodatek. Influencerki, twórcy krótkich wideo, osoby często nagrywające produkty, stylizacje, treningi czy podróże pewnie zobaczą w tym sens szybciej niż użytkownik, który robi dwa zdjęcia miesięcznie i każde kończy w galerii rodzinnej. Ale to nie jest zarzut.
Gadżet ładny, ale zależny od ekosystemu
OPPO Bubble działa z wybranymi smartfonami OPPO, między innymi z serią Reno16, Reno15, Reno14 oraz wybranymi modelami Find X8 i Find X9. Parowanie ma być bezprzewodowe i automatyczne po zbliżeniu urządzenia. W środku znajduje się bateria 550 mAh. Na razie mówimy o premierze w Chinach, więc polska dostępność pozostaje znakiem zapytania.
To ważne, bo takie akcesoria żyją albo umierają razem z ekosystemem. Jeżeli działają tylko z kilkoma modelami i nie trafiają szeroko do sprzedaży, szybko stają się ciekawostką z zagranicznych sklepów. Jeżeli producent będzie rozwijał kompatybilność, może z tego wyjść mała, ale sensowna kategoria dodatków. Zwłaszcza że magnetyczne akcesoria przyzwyczaiły nas już do tego, że telefon można doposażać trochę jak aparat albo laptopa.

Nie spodziewałabym się jednak, że Bubble nagle zmieni sposób fotografowania smartfonem. To raczej drobny ukłon w stronę osób, które robią zdjęcia świadomie i często. Dla nich 267 zł może być ceną do przełknięcia, jeśli akcesorium faktycznie uprości kadrowanie. Dla reszty będzie kolejnym uroczym ekranikiem, który wygląda zabawnie na zdjęciach promocyjnych i po tygodniu mógłby wylądować w szufladzie obok zapasowych kabli.
Myślę, że takich akcesoriów będzie więcej. Smartfony są już bardzo dobre, więc producenci szukają sposobów, by dopisać do nich scenariusze użycia. Raz będzie to pierścień, raz ekranik, raz etui, raz magnetyczny moduł do ładowania albo filmowania. Czasem wyjdzie z tego gadżet absurdalny, czasem naprawdę pomocny. Bubble stoi gdzieś pośrodku. Uśmiecham się pod nosem, bo wygląda jak technologiczna błyskotka dla pokolenia krótkich wideo, ale jednocześnie widzę, że jego podstawowa funkcja jest całkiem rozsądna.
