
Naukowcy związani z Uniwersytetem Gabriele d’Annunzio w Chieti-Pescarze sprawdzili zależność między lateralizacją, płcią i nastawieniem do rywalizacji. Wyszło im, że silniejsza leworęczność wiąże się dodatnio z orientacją na rywalizację rozumianą jako rozwój i osiąganie celu, a u osób leworęcznych wyraźniej zaznaczała się też tzw. hiperrywalizacja. Jednocześnie silniejsza praworęczność częściej łączyła się z unikaniem rywalizacji napędzanym lękiem.
To interesujące przesunięcie akcentu. Zwykle, gdy mówi się o przewadze leworęcznych, od razu pojawia się obraz tenisisty, boksera albo baseballisty, który zaskakuje przeciwnika “nietypową stroną”. Tymczasem nowe wyniki sugerują, że źródło części tej przewagi może być bardziej psychologiczne niż mechaniczne. Nie chodzi o to, że lewa ręka magicznie robi coś szybciej. Chodzi raczej o to, że jej właściciel może chętniej wejść do gry.
Rywalizacja zaczyna się wcześniej, niż w chwili startu
W badaniu wzięło udział ponad 1100 osób, które wypełniły kwestionariusze dotyczące ręczności, osobowości, lęku, depresji i różnych wymiarów rywalizacji. Najmocniej wybrzmiał wynik dotyczący dwóch rzeczy: większej skłonności osób leworęcznych do hiperrywalizacji oraz mniejszej tendencji do unikania współzawodnictwa z powodu napięcia czy obawy. To bardzo ważny detal, bo rywalizacja nie zaczyna się dopiero wtedy, gdy ktoś staje na starcie. Zaczyna się w momencie decyzji, czy w ogóle chce stanąć.
To trochę jak z rozmową kwalifikacyjną, turniejem czy negocjacją. Część ludzi przegrywa jeszcze przed wejściem do pokoju, bo sam fakt konkurencji uruchamia w nich hamulec ręczny. Jeśli ktoś odczuwa mniejszą potrzebę wycofania się z rywalizacji, już na starcie zyskuje coś bardzo konkretnego: częściej podejmuje próbę. A w świecie współzawodnictwa sama gotowość do wejścia na boisko bywa połową sukcesu.
Badacze zauważyli też, że różnice płci pozostały wyraźne niezależnie od ręczności. Mężczyźni w badaniu częściej uzyskiwali wyższe wyniki w skalach rywalizacji, a kobiety częściej deklarowały unikanie jej z powodów lękowych. To nie unieważnia efektu leworęczności, ale pokazuje, że mamy tu do czynienia z bardziej złożonym obrazem niż prosty slogan leworęczni są urodzonymi zwycięzcami.
Nie ręka wygrywa, tylko nastawienie
Druga część eksperymentu była szczególnie cenna właśnie dlatego, że ostudziła łatwe skojarzenia. Naukowcy zaprosili 48 osób: lewo- i praworęcznych, po równo kobiet i mężczyzn – do wykonania zadania zręcznościowego z tablicą kołeczkową. Chodziło o zwykły test sprawności manualnej: szybko wkładać i wyjmować elementy, najpierw jedną, potem drugą ręką. Wynik? Sprawność manualna nie korelowała ani z deklarowaną ręcznością, ani z miarami rywalizacji.
Gdyby osoby leworęczne po prostu były “lepsze technicznie”, można by tę przewagę zrzucić na biomechanikę czy trening. Tymczasem badanie podpowiada coś subtelniejszego: różnica nie musi tkwić w wydajniejszej dłoni, lecz w innym psychologicznym ustawieniu wobec współzawodnictwa. To trochę jak różnica między kierowcą, który ma minimalnie lepszy silnik, a takim, który po prostu później naciska hamulec.
Ta obserwacja dobrze tłumaczy, dlaczego temat leworęczności tak często wraca w kontekście sportów bezpośrednich, pojedynków i sytuacji jeden na jednego. Owszem, element zaskoczenia nadal ma znaczenie, bo większość ludzi częściej ćwiczy przeciw praworęcznym. Ale nowe wyniki sugerują, że sama nietypowość stylu może być tylko częścią historii. Drugą częścią jest gotowość psychiczna do wejścia w konflikt interesów, starcie albo pojedynek.

Leworęczni stanowią około 10 procent populacji, a najczęściej cytowana globalna estymacja mówi o 10,6 proc. To od dawna intryguje naukowców, bo jeśli dana cecha jest rzadka, a jednocześnie trwa w populacji przez pokolenia, to zwykle znaczy, że w pewnych warunkach daje jakiś zysk. Jedna z hipotez mówi o tzw. strategii ewolucyjnie stabilnej: większość korzysta z przewagi zgodności i współpracy, a mniejszość zyskuje w sytuacjach bezpośredniej rywalizacji.
Nowe badanie dobrze wpisuje się w ten trop, bo przesuwa rozmowę z poziomu silniejszej ręki na poziom silniejszego nastawienia. To ważna korekta. Dawniej łatwo było wyobrażać sobie leworęczność jako czysto “bojową” przewagę, niemal jak dodatkowy atut w pojedynku. Teraz obraz robi się bardziej elegancki. Być może ewolucja nie premiowała samej dłoni, lecz cały pakiet cech, w którym większa gotowość do rywalizacji odgrywa konkretną rolę.
Nie znaczy to oczywiście, że każda osoba leworęczna ma mentalność zdobywcy, a każda praworęczna odruch wycofania. Badanie pokazuje tendencję statystyczną, nie wyrok na charakter. Zresztą sami autorzy podkreślają ograniczenia: próba nie była reprezentatywna dla całej populacji, opierała się głównie na kwestionariuszach, a mechanizm nie został powiązany z realnymi zwycięstwami, poziomami hormonów czy wynikami w prawdziwych zawodach.