Jedzenie dżdżownic w studiu telewizyjnym, żeby na chwilę zaistnieć, to już prehistoria. Ludzie gotowi są rozebrać się do naga i zdradzić najintymniejsze sekrety, jeśli to przyniesie im choć trochę popularności. Dla filozofa to znamienne zjawisko. Rodzi sporo pytań: czym naprawdę jest indywidualizm współczesnego człowieka Zachodu, skoro nie potrafimy wytrzymać w samotności kilku minut, a największą nagrodą jest dla nas poklask? Dlaczego tak bardzo jesteśmy samotni w tłumie, bo przecież w tłumie znajdujemy się bez przerwy, mając ciągły kontakt z innymi ludźmi za pomocą urządzeń elektronicznych?

Nasze czasy pokazują prawdę, której domyślali się już antyczni filozofowie: życie z innymi ludźmi i godzenie się na to, żeby to oni wymyślili dla nas najważniejsze zasady życiowe, przestaje być autentyczne. W czasach nowożytnych precyzyjnie ujął to Fryderyk Nietzsche w „Jutrzence”: „[Większość ludzi] przez całe życie nie czyni jednakże nic dla swojego ja, lecz jeno dla urojonego ja, które w mózgach otoczenia o nich się wytworzyło i im się udzieliło. Skutkiem tego żyją wszyscy w obłoku nieosobistych, na wpół osobistych mniemań, tudzież dowolnych, niejako poetyckich ocen, jeden w mózgu drugiego, ten zaś w mózgach innych”.

Kiedy nie mamy innych ludzi – luster, w których możemy się przeglądać, i tym samym utwierdzać w przekonaniu o własnym istnieniu, dopada nas trwoga. W pospolitej wersji przybiera postać nudy. Zjawiska tak nieciekawego, że nie stało się zbyt częstym przedmiotem badań naukowców, którzy przebadali już w człowieku wszystko inne. Ale i na nudę w końcu przyszła pora.

Odpowiedzi na nudę

Medytacyjne zwrócenie uwagi na siebie samego nie zwiększa samotności, tylko ją oswaja

Poszatkowaliśmy rzeczywistość na to, co dobre i złe, przyjemne i nieprzyjemne, i stosujemy strategię konia na szachownicy. Chcemy przeskakiwać momenty nudy i od razu pojawiać się na polu „ekscytacja”. Robią tak już dzieci. Kilka lat temu wyruszyliśmy z żoną i jej kilkuletnią córką z Poznania do Chorwacji. Przy wyjeździe z miasta, po kwadransie podróży, dziecko spytało: „Czy już dojeżdżamy?”.Nuda towarzyszy naszemu życiu na co dzień. Z badań, na które powołuje się lipcowo-sierpniowy „Scientific American Mind”, wynika, że stan umysłu, który nazywamy nudą, jest groźniejszy, niż przypuszczano. W zbyt dużej dawce może zaszkodzić zdrowiu, a na pewno nam nie pomaga. Obniża efektywność działań, zadowolenie z pracy, za to zwiększa ryzyko nałogów. Osłabia motywację i sprzyja depresji.

Reagujemy na nudę na dwa sposoby: popadnięciem w bezruch i apatię albo serią nerwowych gestów (machamy nogami, pstrykamy palcami, zmieniamy pozycje ciała). Jeśli nieruchomiejemy, oznacza to, że zgadzamy się na nudę i chcemy ją przeczekać. Jeśli wykonujemy nerwowe gesty, to buntujemy się przeciwko nudzie. To w skarłowaciałej formie te same dwie strategie, które dotyczą wszystkich istot na naszej planecie – walczyć albo zastygnąć i udać, że nas nie ma. Trzecia uniwersalna strategia – uciekać, w przypadku nudy najczęściej jest niemożliwa do zrealizowania. Nie wyjdziemy przecież z sali konferencyjnej, kiedy szef wygłasza mowę motywacyjną roku.