Według danych przytaczanych przez magazyn Forbes amerykańskie państwowe firmy energetyczne używające gazu i ropy naftowej wydają każdego roku około 200 milionów dolarów na działalność lobbingową, blokowanie i opóźnianie wprowadzania prawnych rozwiązań nastawionych na ochronę klimatu. W skrócie? Proszę bardzo: 200 milionów dolarów rocznie idzie na to by duże firmy znów odnotowały zysk nie zastanawiając się, że w czasie ich kąpieli w dolarach ludzkość się upiecze. Dosłownie.

Jeśli weźmiemy pod uwagę, że poza USA istnieje przecież znacznie więcej lobbingu branży energetycznej możemy jasno wytłumaczyć sobie dlaczego tak szybko doszliśmy do tego, że ze słowa „kryzys” odnośnie klimatu przesiadamy się na „katastrofa”. Lobbystów, świadomie lub nie, wspierają denialiści klimatyczni, czyli osoby publicznie zaprzeczające negatywnym dla życia na ziemi zmianom. Nietrudno jest ich przedstawicieli znaleźć także w Polsce. Wystarczy wziąć do ręki niektóre popularne tygodniki by znaleźć porównania przerażonych widmem zagłady ludzkości osób do niebezpiecznej sekty (nazywanej „klimatystami”), czy wręcz osób niespełna rozumu.

To prosta redukcja, którą znamy z polityki i historii: sprowadzić kogoś o innych poglądach do roli psychicznie niestabilnego lub niebezpiecznego wywrotowca. Wszystko po to by dalej jeździć wygodnie pięcioosobowymi samochodami do pracy w pojedynkę, nie przejmować tym co gdzie wyrzucamy i kupować sobie co rok nowy telefon, komputer czy telewizor. Bo przecież co w tym złego, prawda? Z pewnością samochód typu SUV zawiezie do pracy nasze wnuki w zalanych wodą miastach, które podzielą los stolicy Indonezji. 

No dobrze, ulało nam się, ale z drugiej strony może czas zacząć mówić sobie prawdę w twarz, gdy każde kolejne lato obwołuje się „najgorętszym w historii”?

Oto pięć najczęściej powtarzanych błędnych tez dotyczących zmian klimatycznych.

1. Zmiany klimatyczne to tylko część naturalnego cyklu

Getty Images

To prawda, że klimat na naszej planecie nie jest czymś stałym i niezmiennym. Jednak badania paleoklimatologów pokazują, że to, co dzieje się w ciągu ostatnich 150 lat (czyli od początku rewolucji przemysłowej) jest wyjątkowe i skala zmian nie może być naturalna. To co nas czeka, wedle naukowych modeli (jeśli oczywiście zachowamy tempo), jest nieporównywalne z ostatnimi pięcioma milionami lat.

Argument „naturalnych zmian” często podpierany jest teorią, że obecnie klimat Ziemi ogrzewa się po Małej Epoce Lodowcowej (1300-1850) i można go porównać do ciepłego okresu w średniowieczu (900-1300). Problem w tym, że ta teoria dotyczy krajów północno-wschodniej Europy, wschodniej Ameryki, Grenlandii i Islandii. Tymczasem obecnie mamy „troszkę” szerszą optykę.