Trzy dekady później nosimy w kieszeni aparat, mapę, portfel, odtwarzacz muzyki, telewizor, komunikator, komputer i dostęp do banku. Gdyby komuś w 1996 roku pokazać współczesny smartfon, pewnie największym zaskoczeniem nie byłby nawet składany ekran czy możliwość płacenia telefonem. Bardziej zdziwiłoby go, że tak zaawansowane urządzenie trzeba podłączać do ładowarki praktycznie każdego dnia.
Jubileuszowe badanie przeprowadzone z okazji 30-lecia sieci Plus dobrze pokazuje ten paradoks. Polacy pamiętają stare Nokie, Motorole, Snake’a i puszczanie strzałek, ale gdy mają wskazać cechę dawnych telefonów, którą najchętniej odzyskaliby dzisiaj, wygrywa po prostu długa praca na baterii.
Nokia była dla wielu pierwszym osobistym kawałkiem technologii
Jeśli istnieje jedna marka, która łączy bardzo różne pokolenia polskich użytkowników telefonów, jest nią Nokia. Jako markę pierwszego telefonu wskazało 44% badanych Baby Boomers, 34% przedstawicieli pokolenia X i 27% Millenialsów. Dopiero w pokoleniu Z sytuacja wygląda inaczej – Samsung osiąga 27%, a Nokia 24%.
Nie chodzi przy tym wyłącznie o legendarną 3310. W tamtym okresie Nokia miała ogromną liczbę modeli i przez lata była zwyczajnie jednym z najbardziej oczywistych wyborów. Różnica pomiędzy pokoleniami dobrze pokazuje też, jak szybko telefon zmienił status społeczny. Starsi respondenci często kupowali swój pierwszy aparat samodzielnie już po 25. roku życia. Dla Millenialsów i generacji Z znacznie częściej był prezentem otrzymywanym między 7. a 20. rokiem życia.

W ciągu jednego pokolenia przedmiot kojarzony z dorosłością i sporym wydatkiem zaczął trafiać do dziecięcych plecaków.
Jedną trzecią numerów nadal nosimy we własnej głowie
Około jedna trzecia badanych wciąż pamięta swój pierwszy numer komórkowy. Wiele osób ze starszych pokoleń potrafi też bez zastanowienia podać numer telefonu stacjonarnego do rodzinnego domu. Dzisiaj może wydawać się to zaskakujące, bo własny numer potrafimy czasem sprawdzać w ustawieniach telefonu, a numerów znajomych właściwie nie znamy. Są zapisane pod imieniem, zsynchronizowane z chmurą i przenoszą się automatycznie przy zmianie urządzenia.
Kiedyś pamięć użytkownika była częścią książki telefonicznej. Podobnie wyglądało umawianie się na spotkania. Ustalało się miejsce i godzinę, wychodziło z domu i zakładało, że druga osoba również przyjdzie. Nie było wiadomości wysyłanej trzy minuty przed spotkaniem z pytaniem gdzie jesteś?, udostępnionej lokalizacji ani zdjęcia słupka, obok którego właśnie stoimy.
Nie twierdzę, że chciałabym do tego wrócić. Obecna wygoda wygrywa zdecydowanie. Z dzisiejszej perspektywy ciekawie jednak zobaczyć, jak bardzo smartfon zmienił nawet tak banalną rzecz jak punktualność i sposób planowania dnia.
Millenialsi mieli własny język oszczędzania
Badanie dobrze przypomina również moment przejściowy, w którym telefon był już bardzo ważny, ale mobilny internet jeszcze nie przejął komunikacji. Millenialsi szczególnie często wspominają SMS-y, Gadu-Gadu i puszczanie strzałek. Ponad jedna trzecia z nich deklaruje, że w okresie największej popularności SMS-ów wysyłała ponad 20 wiadomości dziennie.

Strzałka była przy tym jednym z najciekawszych przykładów technologicznego kombinowania. Jedno nieodebrane połączenie mogło oznaczać zadzwoń do mnie, jestem na miejscu, wróciłam do domu albo po prostu pamiętam o tobie. Wszystko zależało od wcześniejszego ustalenia i pozwalało przekazać komunikat bez płacenia za rozmowę czy SMS.
Dzisiejsze reakcje, emotikony i komunikatory wydają się znacznie bardziej zaawansowane, ale mechanizm jest podobny. Nadal próbujemy przekazać jak najwięcej przy jak najmniejszym wysiłku.
Czego nam najbardziej brakuje?
Na pytanie o cechy dawnych telefonów, które przydałyby się dzisiaj, wygrywa bateria. Wśród Millenialsów wskazało ją 39% respondentów, a w pokoleniu X i Z po 32%. Trudno mi się temu dziwić.
Dzisiejszy telefon może wykonać nieporównywalnie więcej zadań, ale wraz z nimi dostał wielki ekran, szybki procesor, kilka aparatów, GPS, 5G i aplikacje pracujące w tle. Zużycie energii rosło razem z możliwościami.

Producenci próbują nadrabiać szybszym ładowaniem i większymi akumulatorami. Nadal jednak ładowarka została niemal stałym elementem codzienności. Stara Nokia przegrywa ze smartfonem właściwie w każdym nowoczesnym zastosowaniu. W jednym pojedynku potrafiłaby go jednak zawstydzić bez większego wysiłku: można było wyjechać na weekend i nie zastanawiać się, gdzie znajduje się najbliższe gniazdko.
Smartfona mimo wszystko nie chcemy oddać
Najciekawszy kontrast pojawia się na końcu badania. Kiedy respondentów zapytano, z czego byliby w stanie zrezygnować na tydzień, smartfon był najmniej popularnym wyborem we wszystkich pokoleniach. Łatwiej wyobrażamy sobie tydzień bez telewizji, mediów społecznościowych czy streamingu.

To chyba najlepiej pokazuje, dlaczego powrotu do Nokii 3310 raczej nie będzie, niezależnie od tego, ile ciepłych wspomnień wywołuje. Nie tęsknimy za ograniczeniami dawnych telefonów. Tęsknimy za niektórymi ich zaletami. Chcielibyśmy baterii działającej kilka dni, prostoty i urządzenia, które nie domaga się ciągle uwagi. Jednocześnie raczej nie zrezygnujemy z nawigacji, aparatu, bankowości mobilnej, płatności, komunikatorów i dostępu do całego internetu.
