Krystyna Romanowska: Woody  Allen powiedział: „Życie nie naśladuje sztuki. Naśladuje telewizję”. Co potrzebne jest menedżerowi, aby dobrze wypaść przed kamerą?

 

 

Jacek Rozenek: To, co niekoniecznie  musi mieć polityk, czyli prawda, spójność, kompetencja, prostota i elegancja. Niezależnie od tego, czy menedżer występuje w „Pytaniu na śniadanie”, „Dzień dobry TVN”, w nagraniach dla portali internetowych czy w programach nagrywanych dla stron internetowych firmy. Wystąpienie menedżera powinno być doskonale skomponowane – osoba występująca dwa razy z rzędu przed ekranem i głosząca sprzeczne tezy z miejsca traci wiarygodność.

K.R.: Telewizja raczej „nie lubi”  menedżerów, widz tym bardziej. Często są nadęci, sztuczni albo kompletnie niezrozumial i , nie budzą sympati i . Z czego to wynika?

J.R.: Z dwóch podstawowych błędów.  Po pierwsze: z mówienia wszystkiego, co ma się w głowie, kreowania tylko własnej osoby, a nie firmy. Taka postawa wzmaga u widza wrażenie sztuczności i bufonowatości. Drugi błąd to mówienie wyłącznie na temat firmy. Kiedy oglądamy takiego menedżera, myślimy sobie: „klasyczny przykład firmowego niewolnika, przed czterdziestką czeka go zawał”. Nie słuchamy tego, co mówi, bo korporacyjnego slangu nie da się strawić.

K.R.: Co zrobić, by nie wypaść ani jak bufon, ani jak człowiek bez osobowości?

J.R.: Trzeba jasno określić cel: po co ja  to robię? Co ma wyniknąć z tego, że pojawiam się w telewizji? Warto spotkać się z dziennikarzem i zapytać go o koncepcję programu, a potem napisać skrypt wypowiedzi. Ma on zawierać następujące elementy: po pierwsze to, co muszę powiedzieć, po drugie to, co powinienem, i po trzecie to, co chciałbym powiedzieć. Nie należy przeładowywać komunikatu informacjami, bo popisywanie się wiedzą robi fatalne wrażenie. Wywiady telewizyjne warto traktować jak okazję do porozmawiania z ludźmi. Na przykład dla bankowca będzie to niepowtarzalna możliwość kontaktu w jednej chwili z kilkoma milionami klientów. Nie warto jej marnować.

K.R.: A co w sytuacji, kiedy na  ekranie pojawia się przedstawiciel dynamicznego banku kojarzonego z ofertą dla ludzi aktywnych, otwartych, żyjących intensywnie. Otwiera usta i widz spostrzega, że ma do czynienia z... powolnym, skrupulatnym księgowym.

J.R.: Tak, to również częsty błąd. Należy zadbać o spójność wizerunku osoby wypowiadającej się na ekranie z obrazem firmy. Co nie znaczy, że każdy ma być nagle „hej do przodu” i powinien udawać Kubę Wojewódzkiego. Pożądany jest wyważony ton, przyjazne nawiązanie kontaktu z dziennikarzem i prowadzenie rozmowy bez wielkich emocji.

K.R.: Wrogiem ludzi nienawykłych do kamery i mikrofonu jest stres. Jak go opanować?

J.R.: Najlepszą techniką antystresową  jest wymiana kilku zdań z prowadzącym program tuż przed wejściem na antenę. Nie warto siedzieć w milczeniu, patrząc po ścianach. Namawiam moich klientów, aby jak najszybciej weszli w interakcję z prowadzącym i „rozgrzali się” na trzydzieści sekund przed właściwą rozmową na antenie. To daje niezbędny, niewymuszony luz.

K.R.: Ale zanim menedżera zobaczą widzowie, na przykład w audycji na żywo, najpierw musi on wejść do telewizyjnego studia. Wchodzi i...

J.R.: Grzecznie się wita. I to nie tylko z dziennikarzem prowadzącym rozmowę, ale także ze wszystkimi, których ma w zasięgu wzroku! Nie warto lekceważyć dźwiękowców, kamerzystów, pań od makijażu... Oni także chcą, aby ich praca była doceniona. Jeżeli nie ma czasu na podanie im ręki, wystarczy kiwnąć głową. Jeżeli ktoś ostentacyjnie – chociaż pewnie nieświadomie – wita się tylko z jedną osobą, niech się nie dziwi niespodziankom, które go mogą spotkać w czasie programu.

K.R.: Operatorzy pokazują ten gorszy profil?

J.R.: Na przykład, ale nie tylko. Doświadczenie mnie nauczyło, że dwóch operatorów, którym zajdzie się za skórę w studiu telewizyjnym, może zepsuć nawet najlepsze wystąpienie.

K.R.: Menedżer jest już na antenie. Co ma robić z rękami?

J.R.: W telewizji mniej znaczy więcej. Lepiej w ogóle nie gestykulować niż wymachiwać bezładnie rękami. Główna zasada: dłonie powinny być widoczne, najlepiej, żeby leżały na stole, klasycznie złączone. Jeżeli gesty, to tylko otwartą dłonią, ale jeżeli nie ma się w tej dziedzinie doświadczenia – lepiej z nich zrezygnować. Uwaga na nogi! Fatalnie wygląda, jeżeli podczas rozmowy rytmicznie podrygują. Zwłaszcza gdy na dodatek spodnie odsłaniają owłosione łydki. Zakładanie podkolanówek i zdejmowanie białych karteczek z cenami na podeszwach butów – obowiązkowe. Zdarzyło mi się kilka razy poprosić o przerwanie nagrywania programu, kiedy dostrzegłem, że informacje o cenie ciągle na butach widać.

K.R.: Pada pierwsze pytanie, a tu pustka w głowie...

J.R.:  Jaka jest przyczyna blackoutu?  Zbytnie skupianie się na sobie. Jeżeli myśli się o tym, co chce się powiedzieć, taki błąd nie powinien się wydarzyć. Najlepiej przygotować sobie hasłowe zdania na kartce i położyć ją przed sobą. W przypadku pustki w głowie zerknięcie na kartę wybawia nas z opresji. Jeżeli rozmowa się toczy, trzeba zwrócić uwagę na ekspresję i akcentowanie treści. „Płaskie” mówienie daje fatalny efekt braku wyrazistości. Dobrze jest zwrócić uwagę na siłę głosu. Najczęściej jest za cichy, dlatego warto się dostroić z jego poziomem do głosu prowadzącego. Niewybaczalne są błędy gramatyczne, wulgaryzmy czy agresja słowna podczas wypowiedzi – zwłaszcza ta ostatnia dyskwalifikuje. Trzeba zapomnieć o aluzjach, zwłaszcza pod adresem konkurencji, o porozumiewawczych uśmiechach, które są sygnałem braku kultury, świadczą o niskich standardach etycznych.

K.R.: Telewizyjną zmorą są pytania zamknięte zaczynające się od „czy”: czy to prawda, że pana firma wchodzi na giełdę w tym tygodniu?

J.R.: Fatalne wrażenie robi lakoniczne „tak” lub „nie”. Proponuję w takim przypadku pokazać proces: „Tak, dokładnie 26 lipca rozpoczynamy emisję” itd. Odpowiedź powinna się składać ze zdań prostych, im krótsza i bardziej zwięzła, tym lepiej. Dobrze jest sprawiać wrażenie, że wie się więcej, niż mówi. Unikajmy zdań wielokrotnie złożonych, łatwo się w nich poplątać. Podobnie jest w przypadku niezwiązanych z tematem oraz naiwnych pytań. Jeśli takie padną, słuchamy uważnie, robimy małą pauzę i… mówimy to, co chcemy powiedzieć.