I wtedy pojawia się szkocki anOrdain Model 1 Porcelain, który wykorzystuje materiał znany bardziej z filiżanek, zastawy po babci i muzealnych gablot. Porcelanowa tarcza brzmi początkowo jak detal dla wyjątkowo zaangażowanych kolekcjonerów. Kiedy jednak przyjrzeć się jej z bliska, łatwo zrozumieć, dlaczego właśnie wokół niej zbudowano cały zegarek. Każda powstaje ręcznie, ma własną fakturę i drobne różnice wynikające z procesu produkcji.
Trzy lata pracy nad czymś, co ma wyglądać bardzo prosto
anOrdain rozwijało porcelanową technikę przez trzy lata, korzystając przy tym z pomocy doświadczonych ceramików ze Stoke-on-Trent, czyli miejsca silnie związanego z brytyjskim przemysłem ceramicznym. Same tarcze powstają w warsztacie marki. Odpowiada za nie Cara Louise, a proces obejmuje przygotowanie formy, prasowanie porcelany i wypalanie szkliwa w wysokiej temperaturze.
Efekt wizualny jest zaskakująco spokojny. Zamiast ceramicznych fajerwerków dostajemy ciepłą, złamaną biel i niebieskie oznaczenia. Powierzchnia ma jednak subtelną strukturę, przez co zależnie od światła tarcza przestaje wyglądać jak idealnie płaski, przemysłowy element.
Mechanizm można kupić od cenionego producenta, stalową kopertę da się perfekcyjnie wypolerować, szkło szafirowe nie robi już na nikim szczególnego wrażenia. Prawdziwy charakter pojawia się tam, gdzie zostaje ślad ludzkiej pracy. W przypadku Model 1 Porcelain patrzymy właściwie na miniaturową ceramikę oprawioną w stal.
Biel i błękit mają za sobą znacznie dłuższą karierę niż smartwatch
Kolorystyka też została wybrana świadomie. Połączenie bieli z błękitem przewija się przez historię ceramiki od Bliskiego Wschodu, przez chińską porcelanę dynastii Yuan i Ming, aż po holenderski Delft i późniejsze brytyjskie wzornictwo. anOrdain przenosi tę estetykę na powierzchnię mającą zaledwie kilka centymetrów średnicy.
Cyfry zaprojektował typograf Kia Tasbihgou, inspirując się XVIII-wieczną kaligrafią. Są smukłe, ostro zakończone i lekko dekoracyjne. Towarzyszą im termicznie barwione na niebiesko stalowe wskazówki. Godzinowa ma kształt kojarzący się ze stylem Bregueta, co dodatkowo podbija klasyczny charakter projektu.
Łatwo byłoby tutaj przesadzić i stworzyć zegarek wyglądający jak pamiątka z pałacowego sklepiku. Szkoci wykazali jednak sporo powściągliwości. Całość pozostaje lekka i współczesna, choć czerpie z bardzo starego języka wzornictwa.
Rozmiar, który nie musi nikomu niczego udowadniać
Koperta ma 38 mm średnicy, 46 mm długości lug-to-lug i 11 mm grubości. Wykonano ją z polerowanej stali 316L. Nad tarczą znajduje się szafirowe szkło z trzema warstwami powłoki antyrefleksyjnej, a wodoszczelność wynosi 5 ATM. To proporcje, które świetnie pasują do charakteru zegarka. Model 1 Porcelain ma wyglądać elegancko na nadgarstku, a nie dominować nad rękawem koszuli.
W środku pracuje automatyczny La Joux-Perret G101. Mechanizm działa z częstotliwością 4 Hz i zapewnia około 68 godzin rezerwy chodu. Można też wybrać bardziej dekoracyjną wersję A1 z indywidualnie wykończonym mechanizmem.
Pod względem parametrów trudno mówić o technologicznej rewolucji. I dobrze. Sens tego zegarka znajduje się kilka milimetrów wyżej, dokładnie pod szkłem.
Kosztuje ponad 11 tysięcy zł i trzeba uzbroić się w cierpliwość
Cena podstawowej wersji wynosi 2200 funtów + VAT, czyli około 11 130 zł przed doliczeniem podatku. Zegarek można już zamówić, ale czas realizacji wynosi około sześciu miesięcy.
Pół roku oczekiwania na zegarek może brzmieć groteskowo, szczególnie gdy telefon dostarczany jest następnego dnia, a smartwatch można kupić podczas wizyty w galerii handlowej. Tutaj jednak długi termin ma związek z ręczną produkcją porcelanowych tarcz. Każda przechodzi kolejne etapy formowania, szkliwienia i wypalania, a jej powierzchnia pozostaje trochę inna.
Mam wrażenie, że właśnie dlatego anOrdain trafia w bardzo ciekawy fragment współczesnego rynku luksusu. Logo coraz rzadziej wystarcza. Kolekcjoner chce dostać opowieść, technikę, materiał i poczucie, że przedmiot powstał w sposób trudny do przyspieszenia.
Model 1 Porcelain ma wszystkie te elementy, choć z daleka wygląda wyjątkowo skromnie. Dopiero z bliska widać fakturę szkliwa, lekkość typografii i niebieskie stalowe wskazówki. Taki luksus przemawia do mnie znacznie bardziej niż kolejna limitowana edycja z nowym kolorem bezela. Nawet jeśli wymaga cierpliwości, na którą współczesne zakupy dawno przestały nas przygotowywać.
