powrót
Focus na życie w dobrym stylu
  • Najnowsze
  • Aktywność
  • Dom i ogród
  • Moda i uroda
  • Zdrowie

Focus na życie w dobrym stylu. Lifestyle'owy magazyn o zdrowiu, domu, podróżach, kulturze i relacjach - codziennie o tym, co realnie wpływa na jakość życia.

FacebookPlatforma XYoutubeInstagram

Nasze tematy

  • Najnowsze
  • Aktywność
  • Dom i ogród
  • Moda i uroda
  • Zdrowie
  • Parenting
  • Podróże
  • Kultura
  • Promocje
  • Styl życia
  • Pupile
  • Nauka

Redakcja

  • Polityka prywatności
  • Redakcja
  • Kontakt

© 2026 focus.pl. Wszystkie prawa zastrzeżone.

theprotocol.it
Styl życia

Patrzę na wyposażenie w Kove i zaczynam rozumieć, czego boją się duże marki

Jeszcze kilka lat temu chiński motocykl kupowało się przede wszystkim kalkulatorem. Miał kosztować rozsądnie, dawać przyzwoite osiągi i najlepiej nie prowokować zbyt wielu pytań o logo na zbiorniku. Dzisiaj sytuacja wygląda zupełnie inaczej. Coraz częściej patrzę na specyfikacje nowych maszyn z Chin i zastanawiam się raczej, jak europejscy oraz japońscy producenci zamierzają uzasadnić swoje cenniki.

M
Monika Wojciechowska
1h temu·4 minuty·
Patrzę na wyposażenie w Kove i zaczynam rozumieć, czego boją się duże marki

fot. Kove

Chcesz czytać więcej treści jak „Patrzę na wyposażenie w Kove i zaczynam rozumieć, czego boją się duże marki"?Dodaj Focus.pl do preferowanych źródeł w Google

Kove 625X jest świetnym przykładem tej zmiany. Średniej wielkości adventure kosztuje w Polsce 30 900 zł, a jego wyposażenie momentami przypomina listę opcji motocykla kosztującego dwa razy więcej. Mamy tutaj radar obserwujący ruch za motocyklem, kontrolę trakcji, monitorowanie ciśnienia w oponach, podgrzewane siedzenie i manetki, duży ekran TFT, bezkluczykowy dostęp oraz zbiornik pozwalający producentowi obiecywać ponad 500 km zasięgu.

Kove 625X ma 581 cm3 i rozsądne 62,6 KM

Sercem motocykla jest chłodzony cieczą, rzędowy silnik dwucylindrowy o pojemności 581 cm3, z wałem korbowym 270 stopni. Jednostka osiąga 62,6 KM przy 8500 obr./min oraz 56,5 Nm przy 6250 obr./min. Maksymalna prędkość wynosi około 175 km/h. Dostępna jest także wersja ograniczona do 35 kW, odpowiednia dla prawa jazdy kategorii A2.

Na papierze nie ma tu więc liczby, którą producent mógłby wielkimi literami przykleić do owiewki. I dobrze. W motocyklu turystycznym tej klasy dużo bardziej interesuje mnie elastyczność, kultura pracy i możliwość spokojnego wyprzedzania z bagażem niż wynik, którym można pochwalić się przy kawie.

Pierwsze europejskie testy pokazują zresztą, że silnik ma mocny środkowy zakres obrotów i sprawnie radzi sobie podczas normalnej jazdy. Osiągnięcie około 175 km/h potwierdzano również pomiarami GPS.

fot. Kove

Do tego dostajemy sześciobiegową skrzynię i sprzęgło antyhoppingowe. Quickshiftera zabrakło, podobnie jak tempomatu. Ten drugi brak jest trochę osobliwy, gdy spojrzy się na resztę wyposażenia. Motocykl potrafi obserwować samochody nadjeżdżające kilkadziesiąt metrów za nami, ale podczas długiej jazdy autostradą nadal trzeba trzymać gaz samodzielnie. Technologia rozwija się czasem bardzo nierównymi ścieżkami.

Radar w motocyklu za około 31 tysięcy złotych robi wrażenie

Tylnego radaru nie traktowałabym jako gadżetu do opowiadania znajomym. System monitoruje przestrzeń za motocyklem nawet do około 70 metrów i obsługuje ostrzeganie o pojeździe znajdującym się w martwym polu, asystenta zmiany pasa oraz ostrzeżenie przed ryzykiem najechania od tyłu. Informacje trafiają między innymi do wskaźników umieszczonych przy lusterkach.

W samochodach podobne rozwiązania przestały kogokolwiek dziwić, ale w motocyklach radar długo pozostawał domeną drogich konstrukcji. Pojawienie się go w maszynie kosztującej 30 900 zł dobrze pokazuje, jak szybko chińscy producenci zmieniają reguły gry.

Do kompletu dochodzą kontrola trakcji, ABS, system monitorowania ciśnienia w oponach, tryby Sport i Eco oraz duży ekran TFT o przekątnej 6,75 cala. Wyświetlacz można dodatkowo regulować w zakresie 20 stopni, co może być szczególnie praktyczne podczas jazdy na stojąco.

Ponad 500 km bez szukania stacji benzynowej

Kove deklaruje ponad 500 km zasięgu dzięki zbiornikowi mieszczącemu około 21 litrów paliwa. Przy motocyklu przeznaczonym do dalszych wyjazdów brzmi to znacznie bardziej użytecznie niż kolejny efekt świetlny czy rozbudowane menu aplikacji.

fot. Kove

Podczas chłodniejszych podróży przydadzą się trzystopniowo podgrzewane manetki oraz siedzenie kierowcy. Jest też regulowana szyba, niewielki schowek w okolicy zbiornika mieszczący nawet dwa telefony, USB i dodatkowe gniazdo zasilania. Kove pomyślało nawet o awaryjnym dostępie do instalacji elektrycznej pod siedzeniem, pozwalającym łatwiej podłączyć zewnętrzne źródło zasilania przy rozładowanym akumulatorze.

Z wyprawą terenową warto jednak zachować zdrowy rozsądek

625X stoi na bezdętkowych kołach szprychowych 19 cali z przodu i 17 cali z tyłu, wyposażonych w opony Pirelli. Zawieszenie KYB oferuje 180 mm skoku przedniego widelca oraz aż 230 mm z tyłu, a prześwit wynosi 205 mm.

Tyle że motocykl waży 221 kg w stanie gotowym do jazdy. Z trzema kuframi masa wzrasta do 239 kg. Dlatego określenie adventure pasuje tutaj przede wszystkim do maszyny turystycznej, która dobrze zniesie szuter, drogę przez las czy gorszej jakości boczny asfalt. Przy poważniejszym terenie fizyka przypomni o sobie dość szybko.

Podstawowa wersja PRO ma klasycznie regulowane zawieszenie KYB. Ciekawsza odmiana MAX otrzymuje elektroniczny tylny amortyzator oraz system pozwalający automatycznie zmieniać wysokość motocykla. Przy małych prędkościach może on obniżać siedzenie, ułatwiając podparcie nogami, a po przyspieszeniu ponownie podnosi motocykl.

fot. Kove

Za 30 900 zł zaczyna się robić naprawdę ciasno

Polski cennik Kove pokazuje kwotę 30 900 zł, a pierwsze krajowe oferty dealerskie potwierdzają taką cenę dla wersji 625X Pro. Jeden z dealerów oferuje również zestaw z kuframi za 33 900 zł.

I właśnie cena może okazać się największym problemem konkurencji. Za niewiele ponad 30 tysięcy złotych dostajemy 62,6 KM, radar, grzane elementy, ogromny ekran, kontrolę trakcji, bezdętkowe koła szprychowe, duży zbiornik i wyposażenie przygotowane pod daleką turystykę.

Oczywiście pozostaje pytanie o jakość po kilku latach, wartość przy odsprzedaży czy dostępność części w dłuższej perspektywie. Specyfikacja nie odpowie na wszystko. Kove ma jednak w Polsce oficjalnego importera i rozbudowywaną sieć dealersko-serwisową, więc trudno już traktować tę markę jako egzotyczny zakup z drugiego końca internetu.

Mam wrażenie, że właśnie takie motocykle będą w najbliższych latach najbardziej zmieniały rynek. Nie muszą pokonywać BMW, Hondy czy Yamahy w każdym teście. Wystarczy, że kupujący zacznie przed podpisaniem umowy patrzeć na dwa motocykle, ich ceny i wyposażenie, a potem zada bardzo niewygodne pytanie: za co poza marką właściwie dopłacam?

Spodobał Ci się ten artykuł?

Daj znać autorowi — kliknij wielokrotnie.

Chcesz czytać więcej treści jak „Patrzę na wyposażenie w Kove i zaczynam rozumieć, czego boją się duże marki"?Dodaj Focus.pl do preferowanych źródeł w Google
Udostępnij
FacebookX