Tourbillon to mechanizm niezwykły i przez to fascynujący nie tylko w zegarku, lecz i samodzielnie. Wiąże się on z koniecznością wdrożenia precyzji niecierpiącej drogi na skróty, a to zaś najczęściej odbija się i na cenie urządzenia w którym drzemie. Dlatego częściej się spotka je w markach luksusowych, o długiej tradycji jak Omega czy Bulgari. Jednakże ten chiński wytwórca pokazuje, że nie zawsze musi tak być.
Peacock chce żeby użytkownicy dali się wciągnąć do czarnej dziury zegarka o odważnym designie
Black Hole III to produkt rzemiosła firmy powoli zbliżającej się do całego wieku swojego założenia. Zatem chociaż zastosowany mechanizm sprawia wyzwanie swoim konstruktorom, to trudno o Peacock powiedzieć, że są nowicjuszami branży. Co więcej, w pewnym sensie uwalniają ten skomplikowany projekt od cen niebotycznych, zamykając go w zegarku mechanicznym o cenie około 5000 dolarów.

Wzrok przyciąga już od samego początku, najpierw swoją ramką z tytanu okryta przez kopułę ze szkła, stopniowo, warstwa po warstwie wciągając wzrok prosto do kryształu w centrum. Po drodze nie przeszkodzi oczom żadna wskazówka, co jest wynikiem oraz cechą charakterystyczną zastosowanego tourbillonu.
Czytaj też: Mechaniczny zegarek bez koronki? Minerva znalazła znacznie ciekawsze rozwiązanie
Owa technologia została ukryta w dość futurystycznym wydaniu, którego kosmiczne wrażenie wzmacnia wspomniany brak konwencjonalnego wskazywania godziny. Metalowe elementy to tytan 5 klasy, średnica tarczy wynosi 43,5 milimetra, a to wszystko zachowując dość rozsądną w stosunku do rozmiaru grubość 11,9 milimetrów, która chociaż brzmi strasznie, to wizualnie się zatraca dzięki przemyślanemu projektowi szafirowej kopuły.

Pod nią można zobaczyć szczyt mechanizmu, który wymusił latające wskazówki i niecodzienną formę wskazywania czasu, na pierwszy rzut oka, sprawiającą, że obserwator się zastanawia, czy przez przypadek nie opublikowano w internecie grafik w lustrzanym odbiciu. Wszystko się staje jasne, kiedy pozna się wyjaśnienie ukazywania godziny.
Dwa tytanowe okręgi dzierżą numery godzin i oczywiście minut. Górna strzałka jest wycelowana w bieżącą godzinę, zaś dolna, czyli tam, gdzie tradycyjnie stale widnieje 6, jest precyzyjnie zaznaczona minuta. Nie jest to konwencjonalna metoda, ale nikt szukający prostych rozwiązań, nie sięgnie przecież po zegarek taki jak propozycja Peacock z tourbillonem.


Okręgi godzinowe i minutowe okala charakterystyczna ozdoba z wygrawerowanym wzorem guilloche nazwanym Grawitacyjną Falą, zainspirowaną załamywaniem się czasoprzestrzeni wciąganej do centrum czarnej dziury. Tę zresztą w bardzo subtelny sposób przywołuje wygładzona, obręcz na granicy czasu i Grawitacyjnych Fal, która swoim delikatnym rozciągnięciem w dwóch przeciwnych końca na wysokości korony, upodabniają się do światła załamywanego przez pole grawitacyjne kosmicznego obiektu.
Mechanizm zegarka na szczęście widać i byłaby wielka szkoda, gdyby Peacock podjął decyzję o jego zakryciu. Między innymi dzięki wykonane przy użyciu tradycyjnych maszyn sterowanych ręcznie, rowki obracane silnikiem wyrafinowanym silniczkiem stopniowo się kurczą w kierunku środka, zapewniając przepiękny spektakl.

Zegarek gwarantuje bardzo solidną rezerwę 120 godzin dzięki zastosowaniu serii 4, niewielkich bębnów. Projektowanie tych elementów utrudniało dodatkowo użycie mechanizmu tourbillon, który wymaga bardzo konkretnych warunków, zmuszających do zachowania idealnego balansu procesów na całej powierzchni.
Cena i dostępność
Zegarek można nabyć oczywiście na oficjalnej stronie twórców. Niestety brakuje mu kropki nad i, chociaż naturalnie jest to kwestia gustu, ale może zawieść fakt użycia silikonowych pasków, których największym aspektem luksusu jest spinający jest z zegarkiem tytan. Peacock prawdopodobnie za wszelką cenę chciał zminimalizować koszty ponoszone przez potencjalnych klientów, niemniej trochę szkoda, ale w swojej kategorii, za 5099 dolarów i tak ma dużą szansę przebicia.
Źródło: monochrome
