I przyznam, że właśnie takie zegarki znacznie bardziej przekonują mnie do idei ekstremalnego luksusu niż kolejna koperta zasypana brylantami. Tutaj ogromna część pieniędzy znika tam, gdzie właściwie jej nie widać – pomiędzy kołami, sprężynami, młoteczkami i gongami.
Piaget Polo Minute Repeater potrafi powiedzieć godzinę bez patrzenia na tarczę
Repetier minutowy należy do najbardziej skomplikowanych klasycznych funkcji mechanicznego zegarmistrzostwa. Po uruchomieniu specjalnego suwaka zegarek za pomocą różnych tonów informuje właściciela, która jest godzina. Mechanizm wybija godziny, kwadranse oraz pozostałe minuty. Dzisiaj, kiedy sprawdzenie czasu wymaga uniesienia telefonu albo spojrzenia na ekran smartwatcha, funkcja ta jest oczywiście kompletnie zbędna.
Repetiery powstały w czasach, gdy odczytanie godziny po zmroku stanowiło realny problem. Teraz są demonstracją możliwości manufaktury. Trochę jak współczesny supersamochód rozwijający ponad 300 km/h – większość właścicieli nigdy nie wykorzysta pełni jego możliwości, ale sama świadomość, że inżynierowie potrafili go zbudować, stanowi sporą część atrakcji.
W Piagecie za dźwięk odpowiada manufakturowy kaliber 1290P. Godziny wybijane są w tonacji G-sharp, minuty w A-sharp, a kombinacja obu dźwięków służy do oznaczania kwadransów. Natężenie dźwięku sięga 64 decybeli, czyli poziomu zbliżonego do zwykłej rozmowy. Jak na niewielki mechanizm ukryty w zegarkowej kopercie jest to całkiem imponujący wynik.
9,3 mm wygląda zwyczajnie, dopóki nie wiadomo, co znajduje się w środku
Sama liczba 9,3 mm raczej nie zrobi na nikim spektakularnego wrażenia. Wystarczy jednak pamiętać, że wewnątrz znalazł się automatyczny mechanizm z repetycją minutową. Kaliber 1290P ma zaledwie 4,8 mm grubości, pracuje z częstotliwością 3 Hz i zapewnia około 40 godzin rezerwy chodu. Zastosowano też platynowy mikrorotor, dzięki któremu można było zrezygnować z dużego, centralnego wahnika automatycznego naciągu.
Piaget od dziesięcioleci traktuje smukłość mechanizmów niemal jak własną dyscyplinę sportową. Już w 1960 roku kaliber 12P miał zaledwie 2,3 mm grubości i był wówczas najcieńszym automatycznym mechanizmem zegarkowym na świecie. W 2013 roku firma pokazała ultra-smukły mechanizm z repetycją minutową 1290P, a później poszła jeszcze dalej z konstrukcjami pokroju Altiplano Ultimate Concept. Nowe Polo wykorzystuje więc doświadczenie rozwijane przez dekady, zamiast efektownego rekordu stworzonego na jedną premierę.

Jest tylko jeden detal, który skutecznie burzy wyobrażenie o filigranowym zegarku. Średnica koperty wynosi aż 48 mm. To dużo, nawet jak na współczesne standardy. Piaget jest więc bardzo cienki, ale z pewnością trudno nazwać go niewielkim.
Mechanizm jest częścią wyglądu zegarka
Kopertę wykonano z 18-karatowego białego złota, a granatowa tarcza została ręcznie ozdobiona giloszowaniem. Jej fragment otwarto, dzięki czemu można obserwować część mechanizmu repetycji. Szczególnie widoczny jest regulator znajdujący się mniej więcej na godzinie czwartej, otoczony pierścieniem z niebieskiego szafiru.
Podoba mi się ten zabieg, bo przy tak niezwykłym mechanizmie zamknięcie wszystkiego pod klasyczną tarczą byłoby trochę jak kupienie domu z widokiem na fiord i zasłonięcie wszystkich okien. Skoro znaczną część wartości zegarka stanowi mikromechanika, dobrze móc zobaczyć przynajmniej fragment tego, za co się płaci.
Z tyłu znajduje się szafirowy dekiel, więc mechanizm można oglądać również od drugiej strony. Do całości dobrano niebieski pasek ze skóry cielęcej, a producent dodaje również pasek z aligatora. Wodoszczelność wynosi 3 bary, czyli 30 metrów – pod tym względem słowo Polo zdecydowanie nie powinno zachęcać do sportowych eksperymentów.
Pięć egzemplarzy, ale warto uważać ze słowem limitowany
Przy produkcji tego typu zegarka taśma montażowa byłaby raczej kiepskim żartem. Piaget podaje, że ręczne wykończenie i montaż jednego mechanizmu zajmują ponad 150 godzin. Do tego dochodzi praca nad samą tarczą i pozostałymi elementami. W efekcie w 2026 roku manufaktura zamierza wykonać zaledwie pięć numerowanych egzemplarzy Piaget Polo Minute Repeater.
Nie oznacza to jednak pięcioegzemplarzowej limitowanej edycji. Piaget pozostawia sobie możliwość dalszej produkcji modelu w kolejnych latach. To subtelna różnica, ale przy zegarkach kolekcjonerskich bardzo istotna. Producent oficjalnie nie podaje również ceny modelu – można ją uzyskać na zapytanie.

Powstała także jeszcze bardziej ekstrawagancka wersja High Jewellery. Ma całkowicie otwartą tarczę, niebieskie szafiry szlifowane w bagietkę oraz diamenty umieszczone na kopercie i bezelu. Techniczna finezja spotyka się więc tutaj z klasycznym pokazem jubilerskiego bogactwa.
W czasach smartwatchy mechaniczny zegarek może sobie pozwolić na absurd
Smartwatch za kilka tysięcy złotych zmierzy puls, pokaże mapę, odbierze wiadomość, policzy sen i poda godzinę z dokładnością, której mechaniczny Piaget nigdy nie osiągnie. Próba rywalizacji funkcjonalnością dawno przestała mieć sens.
Dlatego najbardziej zaawansowane zegarmistrzostwo poszło w zupełnie innym kierunku. Liczy się pomysł, kunszt i trudność wykonania rzeczy, której właściwie nikt już nie potrzebuje. Repetier minutowy jest tego idealnym przykładem. Można sprawdzić godzinę na telefonie w sekundę. Można też przesunąć niewielki suwak na kopercie i usłyszeć serię dźwięków generowanych przez setki mikroskopijnych elementów, które ktoś wcześniej przez wiele godzin wykańczał ręcznie.
Racjonalność zdecydowanie przegrywa tutaj z fascynacją mechaniką. I mam wrażenie, że właśnie dzięki temu Piaget Polo Minute Repeater jest ciekawszy niż wiele luksusowych zegarków, których głównym argumentem pozostaje logo na tarczy.
