Ma duży mózg, jest towarzyski, jego dzieciństwo trwa długo, a w tym czasie zdobywa wiedzę o świecie od rodziców i rówieśników. Ma skłonność do wynajdowania nowych sposobów rozwiązania problemów – od wytwarzania i używania narzędzi, przez przewidywanie reakcji innego osobnika, po manipulację jego stanem świadomości. Kto to taki? Człowiek? Dziecko? A może szympans lub tresowany pies? Nie – to zwykły gawron.

Kulturalny ptasi móżdżek

Choć wspólny przodek ssaków i ptaków żył blisko 280 mln lat temu, w obu grupach kręgowców są gatunki cechujące się tak samo wysokim IQ. O zachowania inteligentne podejrzewano małpy człekokształtne jeszcze w czasach, gdy cała wiedza o nich pochodziła od treserów cyrkowych. Natomiast dopiero w latach 90. ubiegłego stulecia okazało się, że i ptasie móżdżki mogą być całkiem mądre. Inteligencja to domena przede wszystkim papug (Psittacidae) i krukowatych (Corvidae).

Wśród tych drugich wytwarzanie narzędzi – działalność, wydawałoby się, charakterystyczna tylko dla ludzi i kilku gatunków małp – okazało się powszechną praktyką. W swoim środowisku naturalnym potrafią wykorzystać patyki i liście, na przykład do wydłubania larw ze szczelin drzew. Nawet w laboratorium, gdzie do dyspozycji mają inny zestaw przyborów, potrafią improwizować.

Wrona nowokaledońska o imieniu Betty zasłynęła z produkcji haków z drutu, dzięki którym dobierała się do pożywienia. Naukowcy podejrzewają ptaki także o tworzenie kultur posługiwania się narzędziami. O kulturze mówimy wtedy, gdy lokalna populacja wymyśli jakiś innowacyjny sposób wykorzystywania środowiska naturalnego do zdobywania pożywienia. Zwyczaj ten jest przekazywany z pokolenia na pokolenie i nie występuje wśród innych populacji tego gatunku.

Kulturę łupania orzechów stworzyły japońskie wrony z miasta Sendai, które siadały na ulicznym sygnalizatorze, zrzucały orzechy i czekały, aż światło zmieni się na czerwone. Wtedy, z zachowaniem wszelkich reguł ruchu drogowego, wchodziły na pasy i zbierały rozgniecione przez samochody orzechy. Z kolei kulturę dobierania się do śmietnika stworzyły angielskie gawrony mieszkające w pobliżu jednej z autostrad. Nauczyły się współpracować przy otwieraniu klapy od kubła, by następnie wspólnie przebrać jego zawartość. Taka innowacyjność, umiejętność plastycznego dostosowania zachowania do nowych okoliczności – zwłaszcza w odniesieniu do wytwarzania narzędzi – świadczy o wyższej inteligencji, przypisywanej dotychczas tylko ssakom naczelnym.

Skrzydlata manipulacja

Co więcej, Natan Emery z uniwersytetu w Cambridge wykazał, że niektóre gatunki ptaków potrafią wczuć się w stan psychiczny innych osobników – domyślają się, o czym inny ptak myśli, i na tej podstawie podejmują odpowiednie działania. Wiele gatunków krukowatych chowa pożywienie – nawet do 30 tysięcy nasion w kilku tysiącach miejsc – aby sięgnąć po nie, gdy znajdą się w trudnej sytuacji. I jak to zwykle bywa, zdarzają się kradzieże. Aby nie zostać z pustą lodówką w środku zimy, trzeba tak chować zapasy, żeby nikt tego nie widział. Przede wszystkim trzeba się ustrzec podglądaczy.

Krukowate rozumieją, że jeśli jakiś ptak ma skierowany wzrok w stronę kryjówki, to znaczy, że wie i zapamięta, iż tam może być pokarm. Dlatego ptaki te rozwinęły szereg strategii, aby wywieść w pole złodzieja. Czekają, aż uwaga konkurenta na chwilę skoncentruje się na innym ptaku. Albo tylko udają, że coś zakopują, lub zmieniają co chwila kryjówkę tak, aby podglądający konkurent się pogubił.

Zachowania te – typowe dla wyższych ssaków naczelnych – świadczą, że również ptaki mogą mieć „teorię umysłu”, czyli wyobrażenia na temat procesów myślowych innych osobników swojego gatunku. Do niezwykłych osiągnięć ptasiego umysłu należy – przypisywana do niedawna wyłącznie naczelnym – zdolność uczenia się reguł, w przeciwieństwie do „wkuwania na pamięć”.

Test wygląda tak: do wyboru są dwa kolory A i B, za wybranie jednego (A) jest nagroda, za drugi (B) nie ma nagrody. W kolejnych powtórzeniach trzeba więc wybierać kolor A i nie zmieniać tej strategii, dopóki będzie nagroda. Ale trzeba natychmiast zmienić preferencje, jeśli okaże się, że kolor A przestał przynosić nagrody. Po pewnym czasie eksperymentatorzy wprowadzają następne kolory: C, D itd.

Gołębie, które mają niezwykłą pamięć fotograficzną (mogą zapamiętać setki obiektów, rozróżniać style w malarstwie!), uczą się na pamięć wybierania pierwszego koloru, za który była nagroda (A), i nie reagują zmianą strategii, gdy za ten wybór nie ma już nagrody. Krukowate i małpy za każdym razem, gdy wprowadzane są nowe pary kolorów, stosują opanowaną na początku regułę „nagroda – nie zmieniaj; pudło – zmieniaj”.

Zła sława, która otacza „ptasi móżdżek”, wzięła się prawdopodobnie z XIX-wiecznego myślenia o naturze jak o drabinie, tzw. scala naturae. Na samym jej dole umieszczano najprostsze organizmy jednokomórkowe, wyżej organizmy bardziej złożone, a najwyżej – oczywiście nas. Tymczasem ewolucja chodzi różnymi drogami, które czasami się krzyżują. Dlatego dwa gatunki bardzo daleko spokrewnione mogą być pod pewnymi względami podobne. Decydujące znaczenie ma tzw. presja selekcyjna, czyli warunki środowiskowe, które wywołały powstanie podobnych cech.

Zbieżne drogi ewolucji

 

Podstawowe pytanie brzmi: dlaczego nie wszystkie zwierzęta są inteligentne? Przecież zawsze lepiej być mądrzejszym niż głupszym. Ale inteligencja jest kosztowna. Mózg to narząd o bardzo dużym zapotrzebowaniu na energię i nie każde zwierzę może sobie pozwolić na taki luksus. Zwłaszcza jeśli i tak skutecznie rozmnaża się z mniejszym mózgiem. Gazela może z powodzeniem uniknąć drapieżnika dzięki sile nóg. Dlatego zwierzęta najczęściej inwestują w „tańsze” energetycznie tkanki, na przykład w mięśnie. W jakich więc warunkach inteligencja staje się opłacalna?

Pierwsze badania koncentrowały się na ekologii inteligentnych zwierząt, czyli na ich związkach ze środowiskiem, w którym żyją. Okazało się na przykład, że małpy liściożerne mają mniejsze mózgi niż małpy owocożerne. Owoce są zasobem, który pojawia się i znika. Trzeba nie tylko pamiętać, gdzie rośnie owocodajne drzewo, ale także kiedy jego owoce są jadalne. Zwierzęta odżywiające się owocami żyją na dużo większym obszarze niż liściożerne, zatem muszą również lepiej orientować się w terenie. Wysunięto więc hipotezę, że większe mózgi mogły ewoluować wraz z większymi wymaganiami intelektualnymi, związanymi z wyszukiwaniem pożywienia.

Inna hipoteza akcentowała trudności techniczne w pozyskiwaniu owoców. Większość z nich trzeba obrobić – zdjąć kolce, twardą skorupę, gorzką skórę itp. Ale mogło być przecież tak, że inteligentniejsze z innych przyczyn zwierzęta zaczęły wykorzystywać zasoby niedostępne mniej inteligentnym, czyli pożywne owoce.

Rozum w stadzie

Pojawiły się więc przypuszczenia, że inteligencja może być związana z wymaganiami życia społecznego. Tym tropem poszedł Robin Dunbar, wybitny prymatolog z uniwersytetu w Liverpoolu. Zmierzył stosunek wielkości kresomózgowia – tej części mózgu, która ewolucyjnie pojawiła się najpóźniej (i jest odpowiedzialna za podejmowanie decyzji i rozwiązywanie problemów) – do wielkości ciała. Założył, że im proporcjonalnie większy jest mózg, tym większa będzie inteligencja. A potem porównał mierzoną w ten sposób inteligencję z liczbą pobratymców, z którymi osobnik danego gatunku na co dzień się kontaktuje. Okazało się, że im większy mózg, tym większa grupa, lub na odwrót – im większa grupa, tym inteligentniejsze osobniki.

Podobne badania przeprowadzono na innych zwierzętach uznawanych za inteligentne – waleniach, hienach, lwach, słoniach, krukowatych – wyniki były podobne. W ten sposób powstała hipoteza inteligencji społecznej, według której życie w grupie promuje inteligencję. Ale dowody przemawiające za tą hipotezą pojawiły się dopiero w 2003 roku. Były to dwie prace naukowe dotyczące pawianów. Pierwsza dowiodła, że pawiany są inteligentne i rozumieją złożone układy społeczne: wiedzą, kto ma jaką pozycję w grupie, kto z kim jest spokrewniony i jak ma się do tego wszystkiego ich własna pozycja w grupie.

Druga praca pokazała, że od zrozumienia układów wiążących członków grupy zależy sukces rozrodczy samicy. Oznacza to, że niska rangą samica może odchować więcej młodych, jeśli tylko będzie się orientować, kogo i kiedy należy iskać, a kogo i kiedy można pogryźć. Jest to dowód na to, że dzięki samej tylko inteligencji można osiągnąć większy sukces reprodukcyjny – a to przecież najważniejsze dla ewolucji. Jednak nie musi to być jedyna możliwa „recepta na inteligencję”.

Inną koncepcję przedstawił Daniel Sol z Universitat Autonoma w Barcelonie. Dowiódł, że ptaki o większym mózgu są lepiej predysponowane do wynajdywania innowacyjnych rozwiązań nowych problemów i w związku z tym odnoszą większy sukces w zasiedlaniu nowych, nieznanych dotąd terenów. Ta hipoteza nie wyklucza wszystkich poprzednich, lecz osadza je w szerszych ramach.

Zmienność i nieprzewidywalność środowiska – czy to naturalnego, czy społecznego – jest sednem wszystkich dotychczasowych scenariuszy ewolucji inteligencji. Duży mózg jest potrzebny do odnajdywania jadalnych owoców, ale też do ich technicznej „obróbki” przed zjedzeniem. Hipoteza inteligencji społecznej koncentruje się na przydatności dużego mózgu w radzeniu sobie ze zmiennymi sojuszami w grupie społecznej. Sol twierdzi więc, że wspólnym mianownikiem tych wszystkich koncepcji jest stawianie czoła kapryśnej naturze. Wygląda na to, że tylko te zwierzęta, które prowadzą nudne życie, nie mają potrzeby wykształcenia inteligencji.