Samotność truje jak pół paczki papierosów dziennie [RAPORT]

Naukowcy opracowali pierwsze leki, które mają poprawiać nasze zdolności społeczne i komunikacyjne. Pigułka na samotność wkrótce w aptekach. Jak ośmielić mózg bez wspomagania?

– Kiedyś wydawała mi się ona zwykłą niedogodnością. Jednak badania naukowe dowodzą, że samotność jest jednym z najbardziej szkodliwych czynników, na jakie jesteśmy narażeni – mówi prof. Steve Cole z Uniwersytetu Kalifornijskiego w Los Angeles. Osoby towarzyskie mają większe szanse na dłuższe życie niż te, które oddychają powietrzem bez smogu, rzuciły palenie, schudły czy regularnie ćwiczyły – wynika z analizy przeprowadzonej przez Julianne Holt-Lunstad, psycholog z brytyjskiego Uniwersytetu Brigham Young. Badaczka wzięła pod uwagę 309 tys. osób w średnim wieku, które wypytywano, czy ćwiczą, czy palą, co jedzą, jak dużo piją, na co chorują, jakie leki przyjmują i czy są w związku. Kompleksowo zbadano też stan ich zdrowia i powtórzono te badania po 7,5 roku.

Od czego zależało, czy badany pozostawał w dobrym zdrowiu? Od tego, jak często nawiązywał kontakty z innymi. Nie chodziło przy tym tylko o kontakty bliskie – z rodziną i przyjaciółmi, ale także o te uznawane za słabsze, jak rozmowy z sąsiadami czy sprzedawcami. Bycie samotnym okazało się natomiast równie groźne jak wypalanie 15 papierosów dziennie. – Innymi słowy samotność zwiększa ryzyko przedwczesnej śmierci o jedną czwartą – wyjaśniał prof. John Cacioppo z Uniwersytetu Chicago, jeden z najwybitniejszych badaczy tego zjawiska na świecie.

Niestety, współczesny świat zasadniczo różni się pod tym względem od poprzednich epok. Nasi przodkowie całe życie spędzali w niewielkich, ściśle powiązanych społecznościach. W grupie łowców-zbieraczy czy wiosce trudno było o samotność. Tymczasem my coraz rzadziej mieszkamy razem z rodziną – dotyczy to zwłaszcza seniorów. W Polsce co piąte gospodarstwo domowe jest jednoosobowe, w Szwecji – aż 50 proc.

Rośnie też grupa osób, które nie mają z kim porozmawiać o problemach. W Europie to poczucie najsilniejsze jest wśród obywateli państw byłego bloku socjalistycznego, m.in. Ukrainy, Węgier, a także Polski – uskarża się na nie średnio co trzeci dorosły. W Wielkiej Brytanii, gdzie problem z izolacją społeczną dotyczy co najmniej 9 mln osób, mianowano niedawno „ministra samotności” – tę funkcję ma pełnić Tracey Crouch, kierująca resortem sportu i spraw obywatelskich. Podobne inicjatywy rozważają Szwajcarzy i Niemcy.

CZEKAJĄC NA ATAK

Dlaczego samotność jest tak szkodliwa dla zdrowia? Nasze mózgi ewoluowały w czasach, gdy jedność społeczna oznaczała przetrwanie, a izolacja – głód, zagrożenie ze strony drapieżników i niechybną śmierć. – Rodzimy się zależni od naszych rodziców, którzy muszą troszczyć się o potomstwo, chronić je. Inne zwierzęta biegają szybciej niż my, mają lepszy węch, słuch i wzrok. Naszą przewagą ewolucyjną jest mózg i zdolność do komunikacji, planowania i współpracy. Przetrwanie zależy od tej ostatniej, a nie od naszego indywidualnego umysłu – przekonywał prof. Cacioppo. Samotność jest systemem wczesnego ostrzegania, wysyłającym biologiczny sygnał do jednostek, które z jakiegoś powodu odłączyły się od grupy.

 

W takiej sytuacji nasz organizm przestawia się w tryb gotowości, spodziewając się np. ataku drapieżnika czy wroga. Układ odpornościowy mobilizuje mechanizmy zwalczające bakterie, które mogłyby dostać się przez zranienia skóry. Jeśli taki stan trwa długo, dochodzi do zaburzeń: spada nasza odporność na infekcje wirusowe, pojawiają się przewlekłe stany zapalne, rośnie poziom hormonów stresu, takich jak kortyzol.

Osoby samotne częściej cierpią na choroby układu krążenia i nowotwory. – Co gorsza, do zmian dochodzi także w działaniu mózgu. Tracimy energię do działania, możemy sięgać po niezdrowe jedzenie, a przede wszystkim stajemy się nieufni wobec innych – mówi prof. Cole. W ten sposób samotność wpędza nas w błędne koło – im bardziej osamotnieni się czujemy, tym mniejszą mamy chęć do wyjścia z domu.

Do tego dochodzą efekty czysto społeczne. Osoby towarzyskie mają większą szansę na uzyskanie pomocy w przypadku kłopotów finansowych, zdrowotnych czy emocjonalnych. Jest to szczególnie ważne dla samotnie mieszkających seniorów czy niepełnosprawnych, wyjątkowo narażonych na wykluczenie. Badania pokazują na przykład, że gęsta sieć kontaktów zwiększa szansę na przeżycie u kobiet z rakiem piersi.

JAK OŚMIELIĆ MÓZG

U części ludzi samotność wynika nie tylko z uwarunkowań społecznych, ale przede wszystkim z mechanizmów psychologicznych. Takim osobom bardzo trudno jest wyjść z domu, odezwać się do kogoś obcego czy zaangażować w życie lokalnej społeczności. I właśnie z myślą o nich powstają leki takie jak balovaptan. – Pomaga on przełamać bariery psychologiczne. Prowadzone przez nas testy kliniczne wykazały, że dzięki balovaptanowi rosną zdolności komunikacyjne i społeczne u ludzi – mówi dr Federico Bolognani z ośrodka badawczego firmy Roche w Bazylei. Wyniki były na tyle dobre, że amerykańska Agencja ds. Żywności i Leków (FDA) uznała balovaptan za lek przełomowy, dzięki czemu może on trafić do aptek w ciągu kilku lat.

 

Mechanizm działania balovaptanu nie jest do końca jasny. Lek ten wpływa na działanie hormonu zwanego wazopresyną, regulującego m.in. nasze zachowania społeczne. Im wyższy jest poziom tej substancji we krwi, tym większą mamy skłonność do kontaktu z innymi. Logiczne wydawałoby się, że pigułka towarzyskości powinna zwiększać jej poziom. – Balovaptan blokuje receptory wazopresyny zwane V1a w mózgu – mówi dr Bolognani. Działa więc dokładnie na odwrót niż naturalny hormon. Dlaczego w takim razie efektem jest zwiększenie chęci do kontaktu z innymi? Badacze spekulują, że może to wynikać z wielotorowego działania wazopresyny. Hormon ten w nerkach wpływa na zagęszczanie moczu, w mózgu zaś zarówno na towarzyskość, jak i nieufność wobec obcych. Możliwe, że zablokowanie receptorów V1a wpływa tylko na to ostatnie zjawisko, dzięki czemu kontakty z innymi ludźmi stają się łatwiejsze.

– Badania wykazały, że lek jest bezpieczny i dobrze tolerowany – podkreśla dr Bolognani. Oznacza to, że balovaptan bardzo precyzyjnie ingeruje w działanie wazopresyny w mózgu, nie wywołując np. ataków agresji, których wystąpienia obawiali się uczeni. – Ten lek badamy w tym momencie wyłącznie z udziałem osób autystycznych. Mamy obiecujące wyniki u dorosłych, prowadzimy też badania z udziałem dzieci i młodzieży – wyjaśnia dr Bolognani.

Autystycy często mają problemy w nawiązywaniu kontaktów z innymi i nie odnajdują się w zawiłych regułach rządzących życiem społecznym. W rezultacie często są samotni, a przez to wyjątkowo zagrożeni np. śmiercią w wyniku samobójstwa. Jeśli jednak badania powiodą się, być może z balovaptanu skorzystają także osoby cierpiące na fobię społeczną, które mają ogromny problem z nawiązywaniem kontaktów z innymi. Tylko w Polsce jest ich co najmniej kilkaset tysięcy.

PRZYJACIELE ZAMIAST NARKOTYKU

Na to, czy jesteśmy towarzyscy wpływa także inny hormon – oksytocyna. Jej stężenie w mózgu rośnie w sytuacjach, które są ściśle związane z interakcjami społecznymi – od kontaktów towarzyskich po orgazm.

 

WIERZĄCY SĄ MNIEJ SAMOTNI

Subiektywne poczucie osamotnienia może być ważniejsze dla naszego zdrowia niż to, ilu mamy znajomych i jak często się z nimi
kontaktujemy – mówi Sławomir Prusakowski, psycholog z Uniwersytetu SWPS we Wrocławiu

Jan Stradowski: Wielu ludzi nie uważa samotności za zjawisko negatywnie wpływające na zdrowie. Próbują argumentować, że np. osoby chore po prostu częściej czują się
samotne.

Sławomir Prusakowski: Jest bardzo dużo badań pokazujących istnienie korelacji między samotnością, nazywaną też niskim wsparciem społecznym, a niekorzystnymi zmianami w układzie krążenia oraz w układzie nerwowym. Jeśli do mózgu dociera coraz mniej bodźców, może to prowadzić do jego degradacji. Z kolei poczucie, że nie jesteśmy sami, bardzo dobrze na nas wpływa.

Jaki jest mechanizm tego dobroczynnego wpływu?

– W przypadku najbliższych osób częsty kontakt z nimi jest wręcz niezbędny do rozwoju, zwłaszcza jeśli weźmiemy pod uwagę dzieci – dowodzi tego wiele badań. Z drugiej strony duża częstotliwość kontaktów z nieznanymi ludźmi to wyższy poziom stresu, a stres do pewnego poziomu działa mobilizująco na organizm, przyśpiesza bicie serca, zwiększa dotlenienie organizmu. Brak tej zdrowej dawki stresu może prowadzić do niepożądanych zmian.

Podobnie jak stres, samotność może być „ostra” – np. gdy kończymy związek z partnerem albo umiera ktoś z naszej rodziny – i przewlekła, związana z mniejszą liczbą kontaktów z innymi ludźmi. Skąd się bierze ta druga?

– Przewlekła samotność ma różne źródła. Najmocniej wiąże się z neurotyzmem, czyli podwyższonym poczuciem lęku przed nowymi sytuacjami, takimi jak wchodzenie w nowe kontakty. Jest to więc uzależnione od cech naszej osobowości i zapewne w sporym stopniu wrodzone. Warto zwrócić tu uwagę na to, że neurotyzm może wywoływać poczucie osamotnienia także u tych, wokół których jest mnóstwo ludzi. Lęk zakłada takim osobom klapki na oczy i może nawet nie pozwalać im dostrzec tego, jak bardzo ich otoczenie angażuje się we wsparcie dla nich.

 

Czy oznacza to, że taka subiektywna samotność jest ważniejsza niż obiektywna?

– Badaczom łatwiej jest zmierzyć tę drugą – policzyć, ilu ktoś ma znajomych, z iloma osobami się spotyka. Myślę jednak, że jest to sprzężone z wewnętrznym poczuciem samotności. Jest np. cała masa badań mówiących o tym, że wiara w istnienie Boga powoduje, iż ludzie rzadziej chorują, szybciej zdrowieją i dłużej żyją.

Chodzi o to, że wierzący stają się częścią wspólnoty religijnej, a więc mogą mieć więcej kontaktów społecznych?

– Nie tylko o to, lecz także o poczucie, że nie jesteśmy sami. Prof. Krzysztof Kaniasty, polski uczony pracujący na Uniwersytecie Pensylwanii, udowodnił to, zajmując się badaniami katastrof naturalnych. Okazało się, że ludzie przekonani, iż mogą dostać wsparcie, lepiej funkcjonowali i szybciej wracali do równowagi niż ci, którzy sądzili, że tego wsparcia nie dostaną. Przy czym nie trzeba było wcale korzystać z takiej pomocy – najważniejsza była świadomość, że w razie potrzeby ktoś nam jej udzieli.

Jak w takim razie traktować nowe technologie? Dają nam możliwość szybkiego kontaktu z innymi na duże odległości, ale też coraz więcej rzeczy załatwiamy zdalnie, coraz częściej zastępujemy spotkania twarzą w twarz wiadomościami tekstowymi…

– Dla nas, urodzonych przed rewolucją elektroniczną, może to być niepokojące. Ale jak to będzie w przypadku naszych dzieci czy wnuków? Jestem optymistą – człowiek jest na tyle elastyczny, że jeśli brakuje mu jakichś bodźców, zapewni je sobie w inny sposób. Myślę, że jesteśmy teraz w okresie przejściowym, bo przecież technologie takie jak telefony komórkowe mają zaledwie 30 lat. Dostosujemy je do swoich potrzeb i jako społeczeństwo będziemy rozwijać się dalej.

To dzięki niej powstaje więź między partnerami seksualnymi, rodzicami i dziećmi, przyjaciółmi i współpracownikami. – Jest spoiwem społeczeństwa – prostym, a zarazem o głębokim znaczeniu – mówi prof. Paul Zak z Center for Neuroeconomics Studies. Jego badania dowiodły, że oksytocyna sprzyja zachowaniom takim jak ufność i hojność. Jednak podawanie tej substancji ludziom – w formie sprayu do nosa – dawało tylko krótkotrwałe efekty.

 

Przełomem w tej dziedzinie może być syntetyczna cząsteczka zwana SOC-1, badana przez zespół prof. Iana McGregora z Uniwersytetu Sydney. Uczeni testują ją w leczeniu pacjentów uzależnionych od metamfetaminy czy alkoholu. Substancje te sprawiają m.in., że w mózgu spada poziom oksytocyny, a osoba z nałogiem izoluje się od otoczenia i skupia się wyłącznie na narkotyku. SOC-1 naśladuje działanie naturalnej oksytocyny i sprawia, że zerwanie z uzależnieniem staje się łatwiejsze, a chęć do kontaktów społecznych rośnie. Przynajmniej u szczurów, ponieważ badania z udziałem ludzi mają się zacząć w przyszłym roku dzięki firmie Kinoxis Therapeutics.

Badacze twierdzą, że lek bazujący na SOC-1 powinien być bezpieczny dla pacjentów. – Oksytocyna działa bardzo subtelnie – sama z siebie nie wywołuje np. poczucia euforii. Prawdopodobnie po prostu sprawia, że chcesz spotkać się ze znajomymi, zamiast zastępować ich sobie narkotykiem – mówi dr Michael Bowen biorący udział w badaniach. A to oznacza, że SOC-1 może być kolejną pigułką na samotność, która w przyszłości znajdzie zastosowania szersze niż sama terapia uzależnień.
 

BEZSENNOŚĆ W PUSTYM DOMU

Specjaliści od snu podkreślają, że na nocny wypoczynek wpływa aktywność w ciągu dnia – nie tylko fizyczna, ale także społeczna. – Dobrze widać to w przypadku osób niewidomych. Ich oczy nie reagują na światło, które jest głównym czynnikiem regulującym zegar biologiczny. Może to powodować zaburzenia snu, ale niewidomi, którzy mają liczne kontakty społeczne, śpią dobrze – opowiada dr hab. n. med. Adam Wichniak, psychiatra i neurofizjolog kliniczny z Instytutu Psychiatrii i Neurologii w Warszawie. Osoby samotne z kolei często uskarżają się na bezsenność. Z badań wynika, że chociaż spędzają w łóżku mniej więcej tyle samo czasu co towarzyscy, śpią krócej i gorzej: niespokojnie, częściej się wybudzają. W pustym, cichym domu każdy szmer wydaje się niepokojący. Nie pomagają tu zatyczki do uszu, bo jeśli regularnie zakładamy je przed snem, wrażliwość na dźwięki tylko rośnie. Kontakty są szczególnie ważne w przypadku osób starszych. – Jeśli mieszkamy z seniorem, angażujmy go w wieczorną aktywność rodziny, gdy zaś nasi rodzice czy dziadkowie mieszkają sami, zadzwońmy do nich wieczorem. Taka rozmowa pomoże im spokojniej zasnąć – radzi dr Wichniak.
 

Samotność może dziś dotyczyć praktycznie każdego. Najbardziej zagrożone są nią osoby starsze, przewlekle chore, niepełnosprawni i ich opiekunowie. Ale coraz częściej problem ten dotyczy także młodych ludzi, nawet tych intensywnie korzystających z mediów społecznościowych. Zdaniem części badaczy winę za to ponosi nienaturalna forma kontaktu – najczęściej tekstowa, odarta z emocji i niedająca poczucia bliskości. Susan Pinker, psycholog rozwojowa i autorka książki „Efekt wioski” twierdzi, że samotności najlepiej zapobiegają rozmowy twarzą w twarz. – Kontakt z rodziną i przyjaciółmi przez telefon lub Skype’a jest najlepszym rozwiązaniem, jeśli nie możemy się z nimi spotkać. Ale alternatywne formy kontaktu nie są równoznaczne z osobistą obecnością i wywołują złudne wrażenie poszerzania się naszych sieci społecznych – mówi Pinker.

ZBUDUJ SWOJĄ WIOSKĘ

Jej zdaniem powinniśmy wziąć przykład z wyjątkowo długowiecznych społeczności, takich jak mieszkańcy Sardynii. Mieszkający tam liczni stulatkowie są w dobrej formie nie tylko dzięki genom, zdrowej diecie i regularnej aktywności fizycznej, ale też wskutek bardzo gęstej sieci kontaktów. – Wszyscy stulatkowie mieszkają w domach swoich dzieci, mają częste kontakty z wnukami, prawnukami, z którymi uwielbiają gawędzić. Rozmawianie z każdym, kto się nawinie, wydaje się tutejszym sposobem na starość – tłumaczy Luisa Salaris, demograf z Sardynii.

Tymczasem w krajach rozwiniętych coraz częściej możemy funkcjonować niemal bez kontaktów z innymi. Korzystamy z bankomatów, samoobsługowych kas w supermarketach, coraz więcej spraw załatwiamy przez internet, marzą nam się autonomiczne samochody bez kierowców. Technologie, które zwiększają naszą wygodę, często sprzyjają też izolacji. Pilnie potrzebujemy programów aktywizacji osób samotnych – inicjatyw, które wyciągną z domów osoby samotne i włączą je w życie społeczności. Na szczęście pojawia się ich coraz więcej, także w Polsce, gdzie budowane są centra aktywizacji seniorów i prężnie działają uniwersytety trzeciego wieku.

 

Jednak w walkę z samotnością może włączyć się każdy z nas, naśladując długowiecznych Sardyńczyków. – Na nasz stan zdrowia i długowieczność ogromny wpływ mają pozornie błahe pogawędki z sąsiadami, mówienie „dzień dobry” i „do widzenia” nieznajomym w windzie, uśmiechnięcie się do sprzedawczyni w sklepie czy osoby siedzącej naprzeciwko nas w pociągu. Im więcej takich interakcji, tym lepiej – mówi Pinker. W ten sposób możemy zbudować własną, wirtualną „wioskę”, która pomoże nie tylko nam, ale i innym osobom. Walkę z epidemią samotności możemy wygrać tylko wspólnie.
 

JAK ROZMAWIAĆ Z OBCYMI

Jedną z metod zapobiegania samotności jest częste nawiązywanie przelotnych, powierzchownych kontaktów z innymi. Orędowniczką takiego podejścia jest Kio Stark – wykładowczyni uniwersytecka i autorka książek takich jak „When Strangers Meet” („Gdy spotykają się nieznajomi”). Jej zdaniem zwykłe, grzecznościowe wymiany zdań odgrywają ważną rolę – dają nam poczucie bezpieczeństwa i bycia zauważonym, a przy tym są tak krótkie, że nie mają głębszych
konsekwencji. I choć od dzieciństwa uczymy się, by nie rozmawiać z obcymi, warto przełamywać ten schemat. W jaki sposób?

1. Mijając kogoś obcego uśmiechnij się i zobacz, jaka będzie reakcja.

2. Wygłoś wyważony komplement pod adresem osoby, np. jeśli ma fajne ubranie czy buty.

3. Skomentuj coś, co oboje widzicie – np. wyjątkowy budynek albo dziwną sytuację na ulicy.

4. Możesz rozpocząć rozmowę, zwracając się do pośrednika takiego jak dziecko albo pies, towarzyszącego obcej osobie.