Krążący po internecie dowcip głosi, że po trzydziestce w życiu człowieka nie zmienia się nic – poza tym, że zaczynają go boleć plecy. Ta przypadłość, która kiedyś dopadała nas w wieku podeszłym, coraz częściej dotyczy ludzi młodych i w średnim wieku. 90 proc. mieszkańców świata zmagała się z dotkliwym bólem pleców przynajmniej raz w życiu.

Jest to widoczne zwłaszcza w krajach rozwiniętych, gdzie już co czwarta wizyta u lekarza podstawowej opieki medycznej wynika z takich właśnie dolegliwości. Diagnostyka, leczenie i rehabilitacja pacjentów z bólem pleców w samych tylko Stanach Zjednoczonych generuje koszty sięgające 635 mld dolarów rocznie.

Skąd wzięła się ta epidemia? Ból pleców może mieć wiele przyczyn: od wypadków i kontuzji sportowych po wrodzone wady budowy kręgosłupa. Jednak największym problemem jest nasz siedzący, mało aktywny styl życia.

– Już przyjęcie pozycji stojącej, wyprostowanej, gdzie kręgosłup pozostaje w chwiejnej równowadze, balansując nad biodrami i stopami, było dla naszych przodków wielkim wyzwaniem biomechanicznym. Stopniowo jednak rozwijaliśmy w sobie mechanizmy kontroli postawy – wyjaśnia dr n. med. Łukasz Bartochowski, specjalista ortopedii i traumatologii narządu ruchu z Centrum Ortopedii Rehasport.

Ból pleców najczęściej wywołuje przeciążenie dolnego odcinka kręgosłupa

Mechanizmy te działały całkiem dobrze, dopóki byliśmy gatunkiem aktywnym fizycznie. Dzisiaj jednak kręgosłup człowieka musi sobie radzić z obciążeniami, jakich wcześniej nie doświadczał. Zamiast ruszać się, czas spędzamy za biurkiem, w fotelu samochodu czy na kanapie. – Pozycja siedząca jest niefizjologiczna z wielu względów. Przede wszystkim następuje w niej zwiększona kompresja dysków międzykręgowych, rozciąganie torebek stawów kręgosłupa, przeciążanie ich powierzchni stawowych oraz osłabienie mięśni korowych i pośladkowych, co pośrednio osłabia stabilizację tułowia – wylicza dr Przemysław Rychtik, ortopeda z Carolina Medical Center.

Do tego dochodzą z czasem przykurcze mięśni i zmiany degeneracyjne w stawach czy kościach. Nic dziwnego, że badania naukowe wykazały związek między spędzaniem większej ilości czasu przy komputerze a częstszym uskarżaniem się na ból w dolnej części pleców. Podobnie działają nadwaga i otyłość.

Co ciekawe, nie wszyscy z nas są w równym stopniu narażeni na te dolegliwości. Zespół dr Kimberly Plomp z Uniwersytetu Liverpool porównał budowę kręgów człowieka, szympansa i orangutana. Okazało się, że kręgi u pacjentów najczęściej uskarżających się na ból pleców mają kształt zbliżony do szympansich. – U części ludzi budowa kręgosłupa jest podobna do tej, jaką mieli nasi pierwsi wyprostowani przodkowie przed 7 mln lat. Takie osoby są gorzej przystosowane do obciążeń pleców i bardziej podatne na problemy z tym związane – wyjaśnia dr Plomp.

Dlaczego trudno jest zdiagnozować przyczynę bólu pleców

Niestety, wcale nie jest łatwo ustalić, skąd się bierze ból pleców u konkretnego pacjenta. Tylko u 1 proc. lekarze są w stanie zdiagnozować poważną chorobę kręgosłupa. Pozostali cierpią na tzw. niespecyficzny ból pleców, który zwykle ustępuje samoistnie w ciągu kilku dni lub tygodni. – W takiej sytuacji może wystarczyć sama zmiana trybu życia, aby dolegliwości uległy zmniejszeniu. Oczywiście o ile nie doszło jeszcze do zmian zwyrodnieniowych i pojawienia się mechanizmów kompensacyjnych – wyjaśnia dr Rychtik.

Lekarze często zlecają przeprowadzenie rezonansu magnetycznego (MRI), by przekonać się, w jakim stanie jest kręgosłup. Ale to, co widzą na prześwietleniu, niekoniecznie musi mieć związek z bólem. U większości z nas już przed 50. rokiem życia pojawiają się jakieś nieprawidłowości. – Dotyczy to najczęściej krążków międzykręgowych, które starzeją się i zużywają z upływem czasu. Nie oznacza to jednak, że nie spełniają swojej funkcji – mówi dr Bartochowski. Dlatego część specjalistów uważa, że badanie rezonansowe może przynieść więcej szkody niż pożytku.

Dowodzą tego badania naukowe. W 2003 r. Jeffrey Jarvik z Uniwersytetu Waszyngtońskiego losowo wybrał 380 osób z bólem dolnej części pleców do diagnostyki rentgenowskiej lub rezonansu. Rok później w wynikach pacjentów nie było różnicy, ale osoby, które przebadano MRI, były częściej kierowane na zabieg chirurgiczny. A to wiąże się z większymi kosztami, stresem i możliwościami powikłań.

Kiedy leczenie bólu pleców pogarsza stan pacjenta

Przy operacjach coraz częściej wykorzystuje się techniki małoinwazyjne. Neurochirurdzy i ortopedzi za pomocą endoskopów mogą wprowadzić do ciała pacjenta nowoczesne implanty dysków i trzonów. Stosują też metodę z tzw. małego cięcia, by wszczepiać implanty takie jak SpineJack czy IntraSpine, a nawet preparaty jak DiscoGel (wprowadzane igłą). Skutecznie stabilizują one kręgosłup bądź poprawiają jego motorykę, a po zabiegu pozostają pojedyncze kilkumilimetrowe blizny.

Jednak z operacją lepiej się nie śpieszyć. – Ponieważ w większości przypadków dolegliwości związane są z problemami czynnościowymi, nie jest ona konieczna, a może być wręcz niewskazana, bo pogarsza funkcjonowanie pacjenta w dłuższym horyzoncie czasowym. Lepszym rozwiązaniem jest dobrze zaplanowane leczenie rehabilitacyjne, które poprawia istniejące, choć osłabione biomechanizmy – uważa dr Bartochowski.

Według badań wyniki leczenia operacyjnego i nieoperacyjnego wielu jednostek chorobowych po upływie dwóch lat są podobne. – Musimy jednak pamiętać, że wiele osób domaga się natychmiastowej diagnozy oraz jak najszybszego leczenia. Bardzo trudno jest też przekonać pacjenta do zmiany dotychczasowych przyzwyczajeń, zwiększenia aktywności czy rehabilitacji – mówi dr Rychtik.

Leczenie nieoperacyjne też nie jest pozbawione wad. W USA ból pleców jest głównym powodem przepisywania leków opioidowych, co potęguje kryzys związany z ich nadużywaniem. Badania wykazały, że tak silne środki przeciwbólowe wcale nie są niezbędne – niesteroidowe leki przeciwzapalne mogą wystarczyć. Z kolei zastrzyki ze sterydów, też często stosowane w przypadku dolegliwości bólowych, mają skuteczność taką jak placebo.

U części pacjentów mimo wielu badań nie udaje się wykryć żadnego uszkodzenia mechanicznego, takiego jak stłuczony mięsień lub zgnieciony krążek międzykręgowy. Dlatego wielu lekarzy uważa, że problem bolących pleców często ma związek z zaburzeniami pracy mózgu. – U części chorych stwierdza się zjawisko sensytyzacji, czyli zwiększenia wrażliwości na ból. W mózgu mogą pojawić się też zmiany, które predysponują do stałego odczuwania bólu – wyjaśnia dr Bartochowski.

Dlatego dolegliwości mogą się utrzymywać nawet wtedy, gdy fizyczne uszkodzenia dawno już się zagoiły. Rozwiązaniem może być psychoterapia pozwalająca „oswoić” ból i koncentrować się na innych doznaniach.

Na ból pleców pomaga aktywność fizyczna i rzucenie palenia

Co więc zrobić, gdy pojawiają się pierwsze nieprzyjemne objawy? – Na pewno warto zastanowić się nad swoimi nawykami. Pomóc może zmiana pozycji podczas siedzenia na jak najmniej obciążającą grzbiet, unikanie długotrwałego siedzenia czy odpowiedniej jakości odpoczynek – mówi dr Bartochowski. I dodaje, że mimo bólu nie należy rezygnować z aktywności fizycznej.

– Wielu pacjentów wręcz boi się ruszyć. Tymczasem badania wykazują, że na ból pleców pomagają ćwiczenia, a nawet zwykłe regularne spacery. Trzeba tylko przezwyciężyć lęk – wyjaśnia dr Luana Colloca, anestezjolog z Uniwersytetu Maryland. Warto też spróbować pracy przy biurku na stojąco, bo taka zmiana po kilku miesiącach prowadzi do odczuwalnego osłabienia dolegliwości.

Druga nieoczywista wskazówka to rzucenie palenia. Badania prof. Rachelle Buchbinder z australijskiego Uniwersytetu Monash wykazały, że palacze mają większe ryzyko bólu dolnej części pleców. Wynika to ze zmian w naczyniach krwionośnych – zwężają się tętnice zaopatrujące w krew kręgosłup i mięśnie pleców, a to może prowadzić do niedotlenienia i zmian zwyrodnieniowych.

Specjaliści zdecydowanie odradzają natomiast udawanie się do lekarza, jeśli nasze dolegliwości są niewielkie. – Może to się wydawać dziwne, ale w tym przypadku naprawdę ma sens. Przecież nie umawiamy się na wizytę lekarską, gdy tylko zacznie się nam katar – mówi prof. Buchbinder. Jej zdaniem powinniśmy się oswoić z tym, że okazjonalne „łupnięcia w krzyżu” są już po prostu częścią naszej rzeczywistości.