Na świecie istnieje tylko 450 członków plemienia Awa. Mimo tego ich terytorium od lat przyciąga tysiące drwali i farmerów.

W zeszłym roku sąd nakazał opuszczenie terenu zamieszkiwanego przez członków plemienia w ciągu 12 miesięcy. - Termin upłynął, ale nie doszło do żadnych eksmisji - twierdzą pracownicy organizacji Survival International, która broni praw lokalnych plemion.

- Dalsze niszczenie lasów oznacza śmierć członków plemienia Awa - mówi Alice Bayer z Survival International.

Plemię Awa zamieszkuje odległe rejony tropikalnej puszczy w północno-wschodniej Brazylii. Aż stu z 450 członków Awa nigdy nie miało kontaktu z osobami spoza plemienia.

Przez ostatnie lata obszar zamieszkiwany przez Awa był systematycznie wyniszczany. Wycięto ponad 30% lasów. Załadowane ciężarówki wywożą drewno każdego dnia i nocy. 

Hałas odstrasza zwierzęta. - Członkowie Awa wymrą z głodu, jeśli nie będą mieli na co polować - mówi Alice Bayer.

Problemy plemienia Awa rozpoczęły się w 1983 roku. Wtedy Wspólnota Europejska razem z Bankiem Światowym rozpoczęła eksploatację rud żelaza w górach Carajas. WE przekazała Brazylii 600 mln dolarów na budowę kolei z kopalni na wybrzeże w zamian za część zysków z wydobycia.

Linię kolejową wytyczono przez tereny zamieszkane przez Awa. Do dżungli zaczęli napływać drwale i farmerzy, którzy roznosili śmiertelne dla autochtonów choroby zakaźne.

Terytorium zamieszkane przez Awa poprzecinano drogami kolejnymi. Od 20 lat prowadzona jest intensywna wycinka lasów.